CyprianPolakWiaraDodatki

Wspominanie Delegacji Tu – 154. Ostatnie chwile, godziny, dni.

 

+ Kochani

Zauważyłem, że pojawili się zwykli ludzie ( nie w Internecie), którzy w związku z tzw aferą Epsteina i przyglądając się jej uważniej mniej są już przewrażliwieni na punkcie tzw historii spiskowych i skłonni są bardziej niczego nie wykluczać także w kwestii Smoleńska.

Dlatego postanowiłem wrzucić swój materiał opublikowany w sierpniu 2011 na portalach: Salon 24, Niepoprawni, i Neon 24 (wcześniej Nowy Ekran).

Jak ktoś z was będzie chciał i miał okazję dać komuś takiemu, to myślę, że taki materiał uruchamiający myślenie jest dobry na początek.

Poniżej, przed artykułem, wstęp, który wtedy dałem.

 

...............................

Wspominanie Delegacji Tu – 154. Ostatnie chwile, godziny, dni.

Tekst niniejszy liczy blisko osiemnaście tysięcy znaków, czyli 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Proponuję zatem zrobić sobie herbatę , lub zostawić tekst na luźniejszy czas wieczorem. Aczkolwiek materiał, sądzę, czyta się dość łatwo (choć z drugiej strony wszystko co dotyczy tematyki „smoleńskiej” nie jest łatwe ani przyjemne) to jednak nie warto tego robić w ten sposób aby go przelecieć. Nie da się go przeczytać w ten sposób, poza tym wiele rzeczy umknie także i dlatego że jego istota w znacznej części zawiera się w formie. Tekst zaś traktuje o bardzo istotnych aspektach tragedii „smoleńskiej” do niedawna prawie nie podnoszonych.

Jest tak, że jeśli umrze jakaś osoba wspominamy w sposób szczególny jej ostatnie godziny, dni. Robią to osoby bliskie i dalsze. Mówi ktoś na przykład: „Przedwczoraj z nią rozmawiałem!” mając na myśli zaskoczenie wobec niespodziewanej śmierci. Niespodziewanej, ale naturalnej śmierci w wyniku utajonej choroby, bądź jej nawrotu. Tak jest w przypadku osoby prywatnej, szarego człowieka z sąsiedztwa.

 Podobnie wspominamy jeśli śmierć jest tragiczna, aczkolwiek będąca oczywistym wypadkiem na przykład kilkorga dziewiętnastolatków wracających samochodem z dyskoteki z miasteczka do swojej wioski, jadących z szybkością 170 h i uderzających w drzewo.

 W tych powyższych przypadkach znajdzie się na pewno wiele wspomnień w gronie najbliższych osób. Będą bliższe i dalsze, ale nie zabraknie wspomnień z ostatnich godzin, z ostatnich dni.

Jeszcze większa uwaga będzie zwrócona na relacje świadków widzących ostatni raz daną osobę jeśli poniesie ona śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach. Zwrócona przez policję i innych śledczych, o ile oczywiście nie ulega żadnym sugestiom, naciskom, poleceniom, co zakładamy ad hoc, aczkolwiek wiemy że nie zawsze tak bywa. Wtedy badane jest dokładnie kto ostatni widział denata, z kim się ten widywał przez ostatnie godziny, szczególnie ostatnią dobę. Co denat robił przez ostatni czas. Jest też takie żelazne określenie „48 godzin” – czyli dwie ostatnie doby szczególnie ważne. Słyszymy często, ostatnie dwa dni. Gdy potrzeba cofamy się bardziej wstecz, gdy o danej osobie nie mamy żadnych informacji. Więc po tych żelaznych 48 godzinach przede wszystkim dzień trzeci i gdy trzeba następne.

 Jeśli ktoś uważa że ma zbyt małe pojęcie o pracy policji w tego typu przypadkach biorąc pod uwagę tzw. real, z łatwością przypomni sobie oglądane filmy i seriale kryminalne, w których to nie raz mógł zobaczyć, a także programy typu „997”.

 W przypadku osób publicznych przekładnia zainteresowania zwykłych zjadaczy chleba związana jest z mediami. Ponieważ (rzecz oczywista) społeczeństwo znające osobę publiczną z mediów, gdy żyła, tylko za pomocą nich może dowiadywać się czegoś o niej po śmierci.

 A więc najprostsze działanie mediów jest takie: Im większe jest zapotrzebowanie społeczne tym więcej przekazuje społeczeństwu informacji o nieżyjącej osobie. Z naturalnych przyczyn biorą górę informacje z ostatnich godzin, ostatnich dni. Dla mediów z kilku powodów: najlepiej pamiętają je świadkowie kontaktujący się z nieżyjącym/ą w ostatnich chwilach, godzinach przed śmiercią, ostatnim dniu, dodatkowo najbardziej przeżywają te godziny, ostatnie dni, więc media mają szczególnie wzruszający materiał, autentyczny, świeży, a jak wiemy taki materiał zwiększa oglądalność, więc o taki materiał choćby z powodów merkantylnych im chodzi. Ponadto świadkowie pamiętają na świeżo ważne rzeczy, lub choćby atrakcyjne medialnie szczegóły, które można podać w sposób skondensowany i wyrazisty.

 Ilość i intensywność takich przekazów medialnych zależy od atrakcyjności nieżyjącej osoby dla odbiorców mediów. Jeśli jest bardzo duża oczywiście materiałów będzie dużo.

 Mamy też sytuacje wyjątkowe gdy telewizje w przypadku śmierci jakiejś wyjątkowo ważnej osoby dla państwa zmieniają nawet ramówkę.

Tak bywa zwłaszcza w wypadku szczególnie poruszającej zbiorowej śmierci, tragedii. Znamy taki przypadek z 11 września 2001 gdy nie tylko amerykańskie, ale telewizje całego świata zmieniały swoją ramówkę, bądź poświęcały tylko temu prawie czas kanały informacyjne.

W naszej smoleńskiej tragedii (jak wiadomo uznaną za wyjątkową w dziejach świata nie tylko przez nasz sejm, ale i odległe państwa ustanawiające na przykład jak Brazylia bezprecedensową w przypadku obcego państwa trzydniową żałobę) postacią na której skupiła się główna uwaga Polaków był śp. prezydent Lech Kaczyński. Uwaga była, stała się, jak też wiemy wyjątkowa i zaowocowała hołdem setek tysięcy zmierzających do pałacu prezydenckiego. Różnego rodzaju media szukały nieemitowanych zwłaszcza materiałów z Lechem Kaczyńskim i ogólnie z para prezydencką, a prasa i wydawnictwa przygotowywały albumy.

Ponieważ znamienitych osób które zginęły było wiele i mogło w przypadku którejś dojść do prezentowania śladowej informacji o niej i byłoby to czymś naturalnym (choć swoją droga można było się spodziewać o każdej filmu dokumentalnego, lub przynajmniej dłuższego reportażu) skupmy się na prezydencie.

Było oczywistym że zostanie pokazany przede wszystkim (tu w kontekście całej delegacji) odlot Tupolewa z lotniska na Okęciu połączony z wsiadaniem delegacji do samolotu. Najbardziej medialnie nośne są ostatnie chwile człowieka, które udaje się pokazać (zwłaszcza gdy wsiada do samolotu, który ulega katastrofie).

I telewizje (a przynajmniej tvp bo inne oglądałem wyrywkowo) spełniały to oczekiwanie...choć nie do końca.

No właśnie jak pokazywały ostatnie chwile delegacji w tym przede wszystkim prezydenta? Pokazywały, trzeba stwierdzić, nie raz, pokazywały jako powtarzającą się migawkę wchodzenie prezydenta po schodkach do wnętrza Tupolewa. Krótki był to fragment i tylko na schodkach. Prezentowany w czerni i bieli przeniknięty nastrojową muzyką. O ile pamiętam prezydent zatrzymuje się przed włazem i macha ręką. Macha ręką do stojących na lotnisku odprowadzających, żegnających. Symboliczna wymowa była taka (i taka też była intencja pokazujących i nasza w odbiorze) iż to ostatni gest prezydenta skierowany do Polaków.

I ja i wielu na pewno czuło pewien niedosyt. Ale czyż można było się nad tym zastanawiać dlaczego widzimy tylko prezydenta i tylko na krótkim fragmencie puszczanym w kółko, jakby nie było więcej materiału? Niejeden był zdziwiony trochę, ale zdziwienie przytłumiały emocje i żałoba i nie pozwalały mu się rozwinąć.

Jeśli bowiem telewizja, czy też serwis prasowy prezydenta (wtedy nie wiedzieliśmy że serwisu prasowego prezydenta nie było ani na Okęciu, ani w Smoleńsku) która nakręciła ten film, ten krótki fragment, tyle nam pokazała to uznaliśmy że tyle zostało nakręcone. Po prostu takie robocze sfilmowanie archiwizujące. To czy rzeczywiście tylko tyle materiału się kręci z wylotu głowy państwa za granicę, nie mówiąc o wyjątkowości delegacji nie zastanawialiśmy się. Być może zastanowiły się nad tym osoby zawodowo filmowaniem się zajmujące, ale nam nie powiedziały. Wydawało się też nam intuicyjnie że jest to prezydent na trapie z innej wizyty. Zaś pokazany dlatego że chodziło o symbol. Wszak prezydent wchodzący po schodkach trapu wygląda tak samo niezależnie od tego czy jest to wylot sfilmowany w dniu 10 kwietnia 2010, czy na przykład udający się z wizytą w podróż zagraniczną kilka miesięcy wcześniej. A dlaczego by nie miano pokazać prezydenta na trapie z 10 kwietnia, a pokazywać z innego czasu? Nad tym się nie zastanawialiśmy. Czy była do tego głowa? To tak jakby zastanawiać się na pogrzebie dlaczego odcień lakieru trumny jest taki a nie inny, albo dlaczego gospodyni (która znamy) robiąc stypę w domu wyciągnęła nie ten serwis obiadowy, którego się spodziewaliśmy, tylko inny.


W takim więc wspominaniu szczególnie cenne były osoby, których oczom były znane ostatnie chwile prezydenta i delegacji. Ostatnie znane ludzkim oczom, bo wiedzieliśmy że prezydent i delegacja mieli przed sobą .. (no właśnie, bo dokładnie nie wiedzieliśmy ile) jeszcze godzinę, półtorej, dwie godziny życia? W każdym razie tyle ile się leci do Smoleńska. Zresztą nad tym się nie zastanawialiśmy jak i nad standardami związanymi z podróżą samolotem. Oczywiście można by się spodziewać sytuacji, w której spiker pokazuje odrywający się od pasa startowego samolot i mówi że pasażerom zostało (na przykład) około 85 minut życia, bo na podobną rzecz każdy kiedyś tam w kinie, w telewizji, w radio się natknął, ale przecież nie musiało tak być. Poza tym brzmiałoby to może: pretensjonalnie? (o ile w tej sytuacji byłoby to odpowiednie słowo).

Można by się więc spodziewać jakiejś sytuacji w której medialnie dłużej pobędziemy na lotnisku Okęcie i będziemy widzami ostatnich chwil Głównego Pasażera i innych pasażerów na polskiej ziemi. A także rekonstrukcji takiego pożegnania jeśliby nakręcony materiał byłby znikomy (bo jak wyżej nie wiedzieliśmy ile... etc.).

Wróćmy do prezydenta na schodkach trapu. Mieliśmy pierwszego świadka, Polaka Sławomira Wiśniewskiego na miejscu tragedii, montażystę i przypadkowego kamerzystę katastrofy. Analogicznie takim podobnym świadkiem byłby kamerzysta filmujący prezydenta na schodkach trapu. Choć tu rzecz jasna nie tak unikalnym bo prezydent przecież odwracając się i pozdrawiając ręką nie pozdrawia tylko kamerzysty. Pozdrawia delegację, która stoi na lotnisku. Mógł więc kamerzysta ze wzruszeniem przed kamerami opowiadać jak to ostatni filmował śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego (i resztę delegacji chyba...). No ale póki co tylko prezydent z delegacji by wystarczał. Jednak tego sentymentalnego świadka (bo nie dowodowego jak Sławomir Wiśniewski) zlekceważono. (Ba, nie znamy nawet jego nazwiska.) A takich wspomnień sentymentalnych (choć nie z ostatnich chwil, godzin, poprzedniego dnia na polskiej ziemi) było dość dużo.

Telewizje jak wiadomo pokazują zwykle materiał obrobiony, ale czynią wyjątki gdy materiału filmowego jest mało, lub gdy jest wyjątkowy. Trudno przypuszczać by jakiś kamerzysta filmujący w ramach swego zawodu ( czyli jak to się mówi inaczej –profesjonalny) odlot prezydenta skręcił go tylko na schodkach trapu i do tego na ich fragmencie. No, ale tym razem nie poznaliśmy pozostałych fragmentów filmu z tak cennych dla zbiorowej pamięci ostatnich chwil prezydenta na polskiej ziemi. Każdy skrawek takiego filmu był cenny i pożądany.

Skoro już wiemy że prezydent machał ręką nie tylko, a nawet przede wszystkim nie do kamerzysty to odważymy się zadać niedyskretne pytanie do kogo machał? (choć wiemy że symbolicznie do nas) Musiał ktoś być jeszcze na tym lotnisku.

Czy przypominają sobie państwo rozmowy z osobami odprowadzającymi prezydenta a znajdującymi się na lotnisku emitowane w TVP, TVP info i innych mediach. Emitowane zaraz po katastrofie i w pierwszych dniach? Nikt sobie nie przypomni (chociaż kto wie, czasami tak bywa że im dalej w czas tym więcej świadków) bo ich nie było.

Ostatnie spojrzenie prezydenta skierowane w stronę konkretnej grupy ludzi, a my je lekceważymy. Być to mogło?

Zachowania mediów tym kontekście nie będziemy rozgryzać bo niezrozumiałe. Ale czy w dzisiejszym świecie ludzie będący w centrum wydarzeń muszą koniecznie czekać aż jakieś łaskawe media podejdą do nich, zwłaszcza gdy są depozytariuszami ostatnich chwil głowy państwa? Na pewno nie. Zawsze jakieś media przyjdą do nich. A nawet gdyby (ale tego w pierwszych dniach po katastrofie nie widzieliśmy) stosowały klucz polityczny to przecież są TV Trwam, Radio Maryja, Nasz dziennik, jest jeszcze Internet gdzie można choćby na gorąco zamieścić dokładne wspomnienie ostatnich chwil, dwóch trzech dni, ich służbowych części spędzonych u boku prezydenta. Odprowadzający delegację, do których Lech Kaczyński machał ręką, mieliby więc gdzie zaprezentować swoje wspomnienia z lotniska, gdyby uchowaj Boże ( a czego jak wiemy nie było w pierwszych dniach) nastąpił jakiś medialny bojkot pamięci prezydenta.

Dziwnym trafem nie zaprezentowano nam w owym czasie składu delegacji odprowadzającej prezydenta, ale w natłoku wrażeń to nam umknęło. Mogło też umknąć telewizjom, choć z drugiej strony musiały trzymać rękę na pulsie zapełniając swój czas antenowy wieloma rozmowami ze znającymi różnych członków delegacji. Tak mi się przy tej okazji wydaje że nie było żadnych, lub prawie żadnych generałów wspominających swoich kolegów. No, ale może tylko mi się tak wydaje.

Tak więc chętnym uchem łowiliśmy wspomnienia o różnych znamienitych osobach naszego państwa, ale wspomnień odprowadzających ( co jak się pisze przeoczyliśmy) nie zaznaliśmy.

No dobrze, a jaki jest ten skład delegacji odprowadzającej prezydenta, generałów, parlamentarzystów, innych na lotnisko? Skoro media się nim z nami nie podzieliły to zapytajmy najważniejszą osobę związaną z prezydentem po śmierci ministra Stasiaka, ministra Sasina.

Posiedzenie Parlamentarnego Zespółu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154M z 10.IV.2010 r. z dnia

22-09-2010 na które został zaproszony minister Sasin.

Poseł Zbigniew Kozak zadaje następujące pytania:

Panie ministrze, ja mam trzy pytania.

Pierwsze, to jest, kto odprowadzał pana prezydenta na lotnisko?

Drugie, kto widział wylot samolotu z pasażerami, czy to jest jakoś utrwalone? No i trzecie, czy jakieś służby, nie wiem, SKW śledziły w ogóle lot tego samolotu? I kto odpowiadał za bezpieczeństwo tego lotu i czy są na to jakieś dokumenty? Dziękuję bardzo.

Wszystkie trzy pytania są ciekawe i istotne, ale zapoznając się z trzema, pominiemy na razie w rozważaniach ostanie, a mając na uwadze to o co pytaliśmy także, czyli o filmowanie odlotu pana prezydenta skupimy się na tym które chcieliśmy zadać ministrowi Sasinowi, czyli kto odprowadzał prezydenta na lotnisko. Nim jednak do tego przejdziemy pragnę zwrócić uwagę na to że nie tylko my, zwykli zjadacze chleba nie wiedzieliśmy zaraz po tragedii kto odprowadzał naszego prezydenta i resztę delegacji. Nie wiedział tego także poseł Zbigniew Kozak. Ha, nie tylko nie wiedział zaraz po 10 kwietnia, ale nie wiedział do 22-09-2010 czyli przez pół roku po tragedii. Dodatkowo poseł był (jest) szczególnie zainteresowany sprawą tragedii smoleńskiej jako członek zespołu parlamentarnego i jako członek PiS. My zapoznając się z zeznaniem pana Sasina mamy cokolwiek gorszą możliwość, bo zdaje się nagranie dźwiękowe, jak stenogram były dostępne na stronie internetowej Parlamentarnego znacznie, znacznie później.

Pół roku później i unikalna i elitarna wiedza, która objawić ma minister Sasin. Ale oddajmy już głos panu ministrowi aby odpowiedział posłowi Kozakowi:

Na wszystkie pytania uczciwie powinienem powiedzieć, nie wiem.

?????????

Jest taka sytuacja. Minister Sasin zastępca szefa kancelarii prezydenta po śmierci ministra Stasiaka główna osoba obozu prezydenckiego pół roku po 10 kwietnia nie wie kto odprowadzał prezydenta. Można by tę sytuację zrozumieć (choć na pewno byłoby to bardzo nieładnie) gdyby minister Sasin wycofał się z życia politycznego, wycofał z uczestniczenia w podtrzymywaniu pamięci, wyjechał na Bermudy, lub do Mandżurii by tam w zaciszu spędzać czas. Można by to zrozumieć. Ale minister Sasin nie wycofał się. Jest głównym oficjalnym depozytariuszem pamięci prezydenta biorąc pod uwagę urząd. Przewodzi Centrum im. Lecha Kaczyńskiego . Jest obecny. Opowiada o prezydencie. Nadto jak by się wydawać mogło jest przecież szczególnie związany emocjonalnie. Czyż nie on płakał najbardziej ze wszystkich oficjeli w czasie pamiętnej mszy na placu Piłsudskiego? Jeśli więc „żyje prezydentem” czyż w gronie przyjaciół z byłej kancelarii prezydenta nie powspominałby ostatnich znanych chwil prezydenta, czyli na lotnisku gdzie delegacja wiernych druhów z kancelarii prezydenta odprowadzała go, a może i wcześniej jeszcze niż na lotnisku na przykład, w czasie jazdy na lotnisko gdzie wierni druhowie prezydenta z nim rozmawiali, a nikt nie spodziewał jaka tragedia się wydarzy, tak straszna, do tego tak mistyczna gdyż wszyscy ważni Polacy (oprócz rządu) chcieli oddać hołd tam w Katyniu naszym zamordowanym bestialsko oficerom. I Katyń zabrał kolejne ofiary. Fatum. I jeszcze wcześniej gdy prezydent opuszczał wraz ze swymi wiernymi druhami Pałac Prezydencki, i tuż przed opuszczeniem. Ostatnie rozmowy, gesty, słowa prezydenta.

Jakże cenne dla Polaków są (zwłaszcza były w okresie żałoby) te ostatnie wspomnienia. Ostatnia droga prezydenta z pałacu na lotnisko. A tymczasem pan minister Sasin nie zapytał? Nie pogawędził z kolegami, którzy odprowadzali głowę państwa? Nie chciał wiedzieć przez pół roku kto z jego kolegów, a wiernych druhów prezydenta widział go ostatni? Pojąć nie sposób. Nadto jeszcze pan minister Sasin spodziewał się że zapytają go o to dziennikarze i prawicowi i lewicowi, prawda? Zapytają zaraz po katastrofalnym rozbiciu się samolotu. Więc szybko nadrobiłby tę wiedzę, którą prosto zdobyć, bo przecież od życzliwych kolegów z kancelarii, braci w nieszczęściu, więc nie od jakichś nie lubiących prezydenta panów, tylko od swoich. Ba, można sobie wyobrazić wręcz że takie rozmowy pojawiają się bez jakiejkolwiek zachęty ze strony ministra Stasina, w czasie wspólnego spotkania, bez jednego słowa zachęty z jego strony koledzy, a wierni druhowie prezydenta, wspominają, wspominają.

Minister Sasin nie wiedział przez pół roku kto odprowadzał pana prezydenta na lotnisko.

Minister Sasin nie wiedział przez pół roku kto widział wylot samolotu i czy to było jakoś utrwalone.

Minister Sasin nie chciał zapoznać się z materiałami filmowymi, bądź zdjęciami które miały uwiecznić ostatnie chwile ukochanego prezydenta? Nie do uwierzenia. Co się stało proszę państwa!? Nie wiem wprost jakie pytania tu jeszcze zadawać, w tym odnośnie wiernych druhów prezydenta. No, po prostu nie wiem. Odnośnie wiernych druhów, bo choć minister Sasin nie wiedział i się nie dowiedział to inni wierni druhowie z kancelarii prezydenta wiedzieli, ci którzy odprowadzali. Bo chyba wiedzieli skoro odprowadzali? A może odprowadzając nie... bo ja nic już nie rozumiem. Chyba że tunelowanie poznawcze. W tunelu przysypany kamieniami i tylko pragnie by krew wypłynęła na wierzch i wskazała miejsce zbrodni. Tunelowania pojedyncze, tunelowania zbiorowe.

Ale, ale zapomnielibyśmy dodać jak minister Sasin tłumaczy swoją niewiedzę dotyczącą tego kto odprowadzał prezydenta. No bo przecież tłumaczy. I rzeczywiście tłumaczy. Bingo. Przede wszystkim z tego powodu, że ja od dwóch dni przed tym wylotem tragicznym już znajdowałem się, byłem w podróży prawda i wtedy znajdowałem się już w Smoleńsku.

No to już wiemy.. chociaż.. nie, nie wiemy dlaczego od dwóch dni w podróży (prawda) skoro do Smoleńska leci się 62 minuty. Z innych informacji nie wynika i minister Sasin raźno nie stwierdza że jechał pociągiem: był w innych wypowiedziach i samochód i samolot (jaki?) ponadto w tym zeznaniu równocześnie od dwóch dni jest w podróży i równocześnie znajdował się w Smoleńsku. Jak pisał prozaik i filozof Borghes: „Czas jest naszym największym i najbardziej trwożliwym problemem”.

Uzupełnijmy całość tej wypowiedzi: W związku z czym, ani nie jestem w stanie powiedzieć, czy ktoś pana prezydenta odprowadzał. Było w zwyczaju takim, że przy wylotach prezydenta ktoś z ministrów czy doradców prezydenta żegnał prezydenta na lotnisku, w tym sensie, że, ja szczerze przyznam się, że nie wiem czy ktoś wtedy żegnał jakby. (podkreśl. CP) W tym wszystkim, co się potem działo, ten szczegół mi umknął. Czy...

Przewodniczący Antoni Macierewicz:

Ja myślę, że minister Duda był ....?

Minister Jacek Sasin:

Nie wiem tego, właśnie tego nie wiem. (Cóż za pech tego właśnie nie wie.)

Szczerze mówiąc, jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby nawet to ustalić. (Ale jest za to szczery)

Ale, bo też nie wydawało mi się, że to rzeczywiście jakąś sprawę szczególnie ważną, no bo jakby (ulubione jakby słowo ministra Sasina – widać znajomość Faulknera) nie widziałem tutaj też żadnej tajemnicy w tym wylocie. Wydawało mi się, że tutaj nie było żadnej takiej sytuacji, które mogły mieć jakiś wpływ na to, co się potem stało.

Wzruszy nas też taki fragment wypowiedzi ministra Sasina, wiernego druha prezydenta : No nie posiadam takiej wiedzy po prostu. Nie mam takiej wiedzy, nie mam takiej wiedzy. (To odnośnie monitoringu lotu przez polskie służby). Ale pan minister Sasin jakby krzyczy. Nie ma tu wykrzykników, ale czyż możemy wątpić że przeżywa gdy trzykrotnie upewnia nas że nie ma takiej wiedzy. Liczba to znamienna bo wiemy że nim trzykrotnie kur zapiał.. A minister Sasin bardzo nas upewnia bo bardzo kochał pana prezydenta.

I aż dopiero potem pan T. Szczegielniak z kancelarii prezydenta podzielił się z nami ostatnimi chwilami prezydenta na polskiej ziemi, choć jakby nie do końca bo jakby (by użyć ulubionego wspomnieniowego słowa ministra Sasina) przyjechał, wszedł na taras widokowy (który był w remoncie) popatrzył i odjechał więc jakby nie wiemy kto odprowadzał pana prezydenta, był z nim w drodze od pałacu prezydenckiego.

I jeszcze dłużej czekamy na trzeciego druha pana prezydenta Andrzeja Klarkowskiego, który w lutym (nieco wężej) i w marcu (nieco szczegółowiej) dzieli się z nami ostatnim i unikalnym bo bliskim i dokładnym widokiem nie tylko prezydenta, ale.. całej delegacji! Wyobrażacie sobie Państwo! Całą delegację widział! Zuch! Gieroj! Niemal rok czasu trzymał te skarby dla siebie! Przypominają się postacie z literatury, będące projekcją wyrafinowanej potrzeby autora, smakosze chowający skarby bogatych wspomnień tylko dla siebie, aby w samotności je trawić jak bohater „Pachnidła” zapachy.

Tak to wygląda w skrócie dostępna historia dotycząca niektórych wspomnień o panu prezydencie i delegacji z ostatnich chwil pasażerów feralnego lotu Tu154 M o numerze bocznym 101 na polskiej ziemi.

Cyprian Polak


P.S. Wtedy tekst był jeszcze podpisywany pseudonimem, bez nazwiska. Nazwiskiem, obok pseudonimu, zacząłem podpisywać się z początkiem 2012 roku. Więc zostawiam taki podpis dla zachowania w tej formie jak było w chwili publikacji. Gdybyście komuś podali wydrukowany to bez „P.S.” i z moim też nazwiskiem.


Święta Maria Magdalena 25 II 2026

 

25 luty


:)


Mówi święta Maria Magdalena


Takie sytuacje jak ta, niesprawiedliwe, oczyszczają Cię abyś mógł zostać Gniewem Boga Ojca w mocy, ze wszystkimi obiecanymi atrybutami.

Po ludzku Twoja sytuacja jest niedobra a to z przyczyny Twojej mamy.

Wyszedłeś z siebie wreszcie w szpitalu a spodziewałeś się, że to się w końcu stanie jeśli pobyty Twojej mamy w szpitalu będą się ponawiać i przedłużać.

Ostatnio przy wypisaniu z poprzedniego szpitala o którym było mówione przy okazji oddziału na którym była Twoja mama, że tylko ordynator jest względnie dobrym fachowcem a reszta to konowały, ledwo wyjście z siebie powstrzymałeś. Dlatego, że ordynator chciał wypisać Twoją mamę do domu, która w ogóle nie jadła i nie piła, może poza wypiciem parę łyków na dobę.

Pan Bóg dał Ci spotkanie z lekarzem, chirurgiem naczyniowym zamówione przez siostrę z dużego miasta przy współpracy innej także, który powiedział Ci, że nie można pacjenta, który nie je i nie pije odesłać do domu. Postawiłeś się więc i Twoją mamę przeniesiono znowu do poprzedniego szpitala na oddział wewnętrzny.

Nie będziemy cytować szeregu zdarzeń, które doprowadziły do tego, że uniosłeś się, to znaczy nie powstrzymałeś.

Niebo, nieoczekiwanie dla Ciebie chciało byś założył, idąc do szpitala, szkaplerz który jest widziany również u Ojca Andrzeja. Wobec jednak Twojego uniesienia się w szpitalu, chociaż nikomu nie groziłeś, nie demolowałeś sprzętów, nie uderzyłeś, ani nawet nie wyzywałeś, pielęgniarki groziły, że wezwą na Ciebie policję i podtrzymywały to mimo że Ty, jeszcze wcześniej widząc tę sytuację, powiedziałeś że wychodzisz.

Niebo powiedziało Ci jakie będą konsekwencje dla tego szpitala i że patronat z Nieba będzie odebrany.

Teraz oto trudno Ci iść do tego szpitala. Wysłałeś kogoś.


Pamiętaj, jesteś Gniewem Boga Ojca i żadne dolegliwości Cię bez Woli Bożej nie spotkają. Jak było powiedziane możesz uderzyć policjanta w twarz i nie poniesiesz konsekwencji. Oczywiście musisz wyjść z siebie, tzn nie możesz „spróbować” czy Bóg „dotrzyma słowa”.

Teraz jednak nie pojedziesz tam ani jutro ani w piątek i sobotę.

Jeśliby Twą mamę chciano wypisać to musi to odbyć się przez znajomych, poprzez danie klucza do mieszkania, by Twoją mamę wnieśli do środka.


Nie całuję Cię w usta tylko dlatego, że teraz nie masz do tego nastroju.

Ściskam Cię mocno i pamiętaj, że ja sama mogę Cię obronić przed formacją wojskową, jeśli taka byłaby potrzeba, nim będziesz przemieniony.

- Dziękuję potężna i kochana Przyjaciółko.

- Całuję Cię jeszcze w policzek.


Maria Magdalena kładzie mi jeszcze dłużej rękę na ramieniu, mocno trzymając, nie łagodnie kobieco, tylko jakby po męsku, ciężką ręką.

-:)


Maria Magdalena odwraca się i odchodzi.


Otrzymał Krzysztof Michałowski (Cyprian Polak)

Św. Maria Magdalena 14 II 2026: Ledwie trzy dni później chciano jej zrobić drugą operację. Tej by nie przeżyła.

 

14 luty


+JMJ

Małe przypomnienie. Zaznaczenie kolorem tekstu przekazu pochodzi ode mnie. Z Nieba jest podkreślenie kreską, w tym samym kolorze co tekst.

C.P.


:)

Smutny uśmiech.


Nie będzie dzisiaj o „Walentynkach” bo i Niebo nie uznaje tego „Święta” a i Ty także nie, jeszcze przed przekazami.

Nie informujemy na bieżąco o wszystkich aspektach związanych z sytuacją, z chorobą Twojej mamy.

Jesteś zmęczony. Ma na to wpływ Twoja stała choroba, nie leczona od półtora miesiąca jak i bieżące rzeczy, zmiana z dnia na dzień. Jak jest pozytywniej, to na drugi dzień jest gorzej.

Stoisz oto przed sytuacją, że Twoja mama może być wypisana i nie będzie jadła, prawie nie będzie piła, do tego może sama nie iść do ubikacji, jak to robiła poprzednim razem, jak była w domu. Lecz jeszcze wczoraj wydawało się, że będzie inaczej. Pielęgniarka mówiła, że twoja mama jest w takim stanie, że może bez problemu chodzić, tylko domyślnie: nie chce. Dzisiaj inne pielęgniarki powiedziały Ci, że jest taka słaba, że ledwo siedzi.

Szpital, lekarze stwierdzili, że może jeść normalnie już, choć dieta lekkostrawna, ale odmawia szpitalnego jedzenia i picia. Wczoraj zjadła pół talerza Twojego rosołu z królika i ucieszyłeś się, jak i to, że zobaczyłeś, iż ma kał naturalnego koloru, brązowego, choć rzadki. Dzisiaj na darmo pojechałeś ze śniadaniem, a potem też obiadem. Nie uśmiecha się gdy Cię < nieczytelnie zapisane słowo C.P.>, nie cieszy się choć <niepewny zapis C.P „Równie przytomna”>.

Nie, <nieczytelnie zapisane słowo C.P.> nie miałeś jasności kilka dni temu jaki stan Twojej mamy przy wypisie ze szpitala.

Gdybyś wiedział, że niezbędna będzie opiekunka do starszej osoby od zaraz to byś musiał działać w tym kierunku. Poprzednio ,nie była niezbędna od zaraz.

Masz mało sił i jak rzekłam jednocześnie trudno Ci robić dużo. Odwiedzałeś ją dwa razy dziennie w szpitalu i w poprzednich dniach spędzałeś tu dużo czasu bo była po operacji.

Tak, zafundowano jej operację w ubiegłą sobotę, zaskakując ją zgodą na operację. Ty byłeś za drzwiami, bo weszli na wizytę i nie słyszałeś dobrze. Postawili Cię przed faktem dokonanym, bo jest przytomna i rozumnie odpowiada, itd. I po wyjściu z sali nawet by Cię o tym nie poinformowali gdybyś ich nie zapytał.

Trzy dni potem chcieli jej zrobić drugą operację. Lecz pierwsza, powód pierwszej, oparty była na fałszywej diagnozie. Po prostu robili na Twojej mamie diagnozę przez operację.

Lekarz w rozmowie z Tobą powiedział iż nie było zapalenia otrzewnej, jak sądzili, lecz na protokole operacji napisane jest: „ ostre zapalenie otrzewnej” już po otwarciu brzucha, czyli diagnoza w trakcie operacji i po jej zakończeniu zapisana różni się od tego co Ci mówił lekarz operujący.

Ledwie trzy dni później chciano jej zrobić drugą operację. Tej by nie przeżyła. Przy pierwszej prosiłeś św. Charbela o asystę i czułeś, że się obudzi. Lekarze czekali trzy godziny aż Ty pójdziesz i przystąpili do chorej ze szturmem. Uprzedzona przez Ciebie – odmówiła.

Druga operacja też nie miała na celu uleczenia schorzenia tylko zobaczenia po kilku dniach: co tam się dzieje. Podobnie Ci to wcześniej tłumaczyli, oczywiście nie w tak głupi sposób, lecz faktem jest iż nie potrafisz przytoczyć ich argumentów. Potem powiedzieli Ci, że to jest nieaktualne, a jak tylko poszedłeś chcieli wymusić na twojej mamie zgodę na operację, bo jak powiedziała: namawiali ją.

Dziwisz się, że Bóg dopuszcza takie szelmostwa, skoro jesteś Jego wybrańcem. Ty jesteś chroniony, ona nie. Nie jest, bo czytelnicy łatwo się domyślą dlaczego. Szatan więc uderza i teraz w nią wewnętrznie, bo jeść może.

Tyle.


Całuję Cię w usta, tulę do obu swych piersi:), ściskam ile mogę swymi silnymi ramionami.

Popatrzyła jeszcze na mnie smutnym < Nieczytelnie zapisane C. P.>.

Odwróciła się i odeszła.


(Napisane później.)

- Dziękuję , św. Mario Magdaleno .


Otrzymał Cyprian Polak ( Krzysztof Michałowski).

 

.................................................

Już po umieszczeniu przekazu na końcu dodaję komentarz spod poprzedniego wpisu.

 

Dybuk

Lekarze ? - dla mnie to zwykli bandyci. Zabili mi ojca w szpitalu na Bursztynowej w Międzylesiu. A "lekarz" powiedział dziwna sprawa rodzina pacjenta odwiedza i niedługo pacjent umiera. Nie powiedział że doprowadzili do sepsy co opisał patolog. - osoby starsze kładą przy oknach by je "przeziębić" to zaraz powoduje zapalenie płuc, z tego starsi już nie wychodzą.”

 

Święta Maria Magdalena 9 II 2026

 

9 luty 2026


:) Smutny uśmiech Marii Magdaleny.


Dowiedziałeś się właśnie, że niektórzy szpital, w którym jest Twoja mama po operacji - nazywają umieralnią.

Szkoda, że tego nie możesz dowiedzieć się tutaj od osób, które Cię znają i wiedzą kim jesteś, ale od przypadkowych osób.

Podobnie od innej osoby dowiedziałeś się, że jedynie ordynator tego oddziału na którym jest Twoja mama jest względnie dobrym fachowcem a osoba która Ci to powiedziała i jej dzieci są lekarzami, lecz nie tam gdzie mieszkasz, uważa lekarzy tego oddziału za konowałów i zna tego ordynatora. Miała mu powiedzieć, że dlaczego takich konowałów wziął na oddział a on mu na to: „ Co chcesz, aby tu w ogóle lekarzy nie było?”.

W związku z tym myślisz o przeniesieniu mamy do prywatnego leczenia, bo do dobrego państwowego nie wiesz jak. Nie dasz pieniędzy ordynatorowi cenionej publicznej placówki bo i mało umiesz a i nie zechce przyjąć < nieczytelnie zapisane C.P.> poza tym mają ich dość, po co im ryzykować, choćby nawet 20 tysięcy na przykład.

Zatem placówka prywatna w innym, dużym mieście.

Dopiero się rozpatrujesz i zorientujesz, powinien ktoś Ci jednak podpowiedzieć co do jednego miasta i nie bać się, że „ Twoją mamuśkę będzie mieć na głowie”.

:) Trochę cierpki może uśmiech, trudno go określić jednym słowem.

- Jeśli byłaby taka sytuacja że będzie to prywatna placówka, powiemy niezwłocznie o tym.

- Dziękuję moja droga przyjaciółko.

- :)


Całuję Cię w usta, w policzek. Tulę do swych piersi.

:)

Z Bogiem mój Krzysztofie.


Otrzymał Cyprian Polak (Krzysztof Michałowski)

Święta Maria Magdalena 1 II 2026

 

1 luty



:)


Mówi święta Maria Magdalena.


Przycisnęło Cię Niebo. Oczyszcza Twoją mamę, ale Ty na tym cierpisz, jak się domyślałeś, że tak będzie. Jeśli będzie chorowała Ty na tym ucierpisz.

Oto już tydzień po wyjściu ze szpitala ma biegunkę i krew w kale cały czas. Jednak nie było tak od wyjazdu ze szpitala, lecz przynajmniej 4 dni przed wyjściem. Szpital kłamał po prostu, że Twoja mama nie ma biegunki a sam to sprawdziłeś by upewnić się, że nie konfabuluje. Pryskała wodą z kałem zabarwionym na czarno, czy ciemnozielono jak to widzisz, jednak nie jadła żadnych zielonych roślin by to mógł być tego wynik.

Zatem jest to już ponad 10 dni. Zaczęło się też od takiej biegunki przed tym nim zostało wezwane pogotowie i została zabrana do szpitala.

Szpital, oddział wewnętrzny, jednak od początku lekceważył tę biegunkę, nie mówił o leczeniu jej. Znalazł wady w organizmie podczas badań dotyczące trawienia, ale nie leczył na biegunkę. Podobnie potem gdy Twoja mama, pierwszy raz w życiu pod koniec pobytu na oddziale wewnętrznym dostała zawał i skierowano ją do innego szpitala w tym mieście na oddział kardiologiczny. Tam udrożniono jej jedną żyłę, ale dalej był problem z biegunką, która się odnowiła. Pielęgniarki mówił do prowadzącej lekarki, że Twoja mama kłamie i nie ma biegunki a same zmieniały jej pieluchy (pampersy) i doskonale to widziały.

Niezwykła sytuacja, lecz miała miejsce. Przez tydzień teraz < teraz czyli w domu C.P.> Twoja mama ma biegunkę, pozbywa się jedzenia i picia i lekarstw, osłabienie, bóle brzucha i utrata krwi.


Na razie na tym zakończymy.


Otrzymał Cyprian Polak (Krzysztof Michałowski)

................


Kontakt ze słowem ode mnie. Nie z przekazami, ale świeżym słowem ode mnie jest też w shortsach na kanale.


Teraz. „Słowian na krzyżu. Słowianie pod krzyżem.

https://www.youtube.com/shorts/ZvnU35duUCc


Wcześniej.


Pierwsza wielka mistyczka i ponowna dziewica”

https://www.youtube.com/shorts/n4ejIWzMdtI




Święta Maria Magdalena. 28 I 2026 - Krótkie pouczenie w jednej sprawie

 

Święta Maria Magdalena, 28 stycznia


:)


Głowa do góry.


Chcesz jeden dzień na wyjeździe spędzić w towarzystwie, które Ci odpowiada. Lecz cóż, nie masz takiego towarzystwa.

Wysłałam Cię na urodziny, bo wiedziałam, że to dobrze Ci zrobi. Tutaj zaś..

Traktujesz kobiety jak niewinne i choć są nawet zbliżone do Boga to przecież nie są takie. Niedawno wspominałam o swoim ponownym dziewictwie. To jednak dar wyjątkowy.

Zawsze było mówione, że dar wewnętrznej niewinności jest mocny w Tobie.

Jednak taki sam komplement śmiały, który powiesz, inaczej odbierze dziewica a inaczej kobieta doświadczona, która nawet jest miła Bogu i prawie mistyczka.

:)


Pojedziesz w góry. Oczywiście utrudnić to może sytuacja z Twoją mamą. Jeśli pojedziesz na tydzień, codziennie powinien ktoś przyjść do niej, nie mówiąc o tym, że mogą być braki w zakupach.

Źle się czujesz, ale musisz się o to starać.


Całuję Cie mocno.

W usta, w nosek:)

W skroń. Tulę do siebie.

:)


To krótka rozmowa więc szybko będziemy rozmawiać.


Otrzymał Cyprian Polak (Krzysztof Michałowski)

Święta Maria Magdalena 14 I , 16 I , 19 I 2026// Pośmiertna maska Donalda Trumpa

 

14 I 2026


:)


Witaj ukochany:)

Szatan Ci przeszkadza. Wczoraj miałeś prezent, zapowiedź. Rozszerzenie widzenia i siłę mimo fizycznego osłabienia.


Masz na to pozwolenie choć zabierze Ci to czas. Lepiej jednak skorzystaj z tego. Nieważne czy z większym tutaj nakładem a Ty wiesz o co chodzi czy z mniejszym. Teraz weź prysznic, odpręż się.

- Dziękuję święta Mario Magdaleno.

- Powiedziałam żebyś się zrelaksował, zatem nie martw się. Co do tej sytuacji z pomocą czytelnika < bądź czytelniczki, czytelników .C.P.> pamiętam o tym, ale teraz nie masz czasu.

- Dziękuję święta Mario Magdaleno.

Dziękuję słodka przyjaciółko.

-:) Zmieniłeś wyjazd do mamy na później. Męczy Cię ten kierat, choć to już przedostatni dzień.

Ale przede wszystkim jesteś rozdrażniony trochę wczorajszym jak okazało się, że po całym dniu jest jeden komentarz i nie potrafią się odnieść, powiedzmy, czytelnicy do sedna przekazu z różnymi jego niuansami. Żałowałeś że są dopuszczone komentarze. Jednak niech już tak zostanie. Nie byłoby dla Ciebie problemu gdyby nie kwestia moderacji.

Po prostu nie patrzyłbyś na nie i czytał może zbiorowo. Nie patrzyłbyś na bieżąco, bo zawsze czytasz wszystkie o ile ktoś pisze od siebie a nie wrzuca elaboratu, który nie jest jego, bez swojego komentarza, co miało miejsce.


Dzisiaj zaś inna kwestia.

Cóż, nie jest to miejsce w którym jesteś, wybrane przez Boga jako pierwsze, tylko dane Ci zastępczo, bo nie miałeś wielkiej ochoty być w Skarżysku – Kamiennej. Twoja misja tutaj skończyła się w lipcu i chciałeś przenieść się już do połowy października co wiązałoby się ze zmianą umowy, na co mogli nie zgodzić się właściciele, to znaczy abyś nie był stratny, bo nikt Cię siłą zatrzymać nie może < nieczytelny fragment, ale chodzi w nim o to, że bez porozumienia, czy zgody zabrana mogłaby być mi kaucja C.P.> Ci zabrana kaucja, która zresztą jest tutaj duża, aż sześć tysięcy złotych za to nowe mieszkanie.

Masz teraz dyskomfort bo obawiasz się, że może być problem z pieniędzmi, to znaczy krach lub spadek wartości złotówki jeszcze w marcu i te 6 tysięcy może spaść na wartości. Zresztą w stosunku do złota i srebra już jest przecież < nieczytelne słowo C.P.> na początku grudnia, czy jak ją dałeś.


Zastanawiasz się też jak w przypadku nowej kaucji. Uznałeś, że powinna być w srebrze lub złocie i abyś taką ją z powrotem otrzymał. Ludzie nie są do tego przyzwyczajeni, lecz oczywiście możesz o tym porozmawiać.


Niebo chciało dla Ciebie pomocy domowej. Nie wszyscy czytelnicy, którzy się deklarują do pomocy gotowi są prowadzić ją rzetelnie i z sercem przede wszystkim. Sam widzisz różnicę. Oto dwie osoby przyjechały do Ciebie w tamtym roku trzykrotnie spoza województwa i chciały czwarty raz, ale powiedziałeś, że nie trzeba. One się dopominały i proponowały a nie Ty. Przywoziły Ci pasteryzowane zupy, peklowane mięso, przetwory, także jajka, miód, kompoty z przetworów i inne i nie tylko produkty były przy tej okazji. Czwarty raz dostałeś paczkę bo nie chciałeś by ktoś specjalnie przyjeżdżał a chciałeś domowy sok, który Ci smakował.

Natomiast na miejscu jest inaczej.


Miałeś tego znak gdy zawierzałeś. Oto tylko w tym miejscu zostałeś zaczepiony Ty i Boży Wybraniec gdy zawierzaliście blisko końca roku 2022 przez straż miejską, że w pięć osób ( 3 przyjezdne i dwie miejscowe) robicie nielegalne zgromadzenie. Było to przed miejskim ratuszem – zwracasz uwagę na znaki, lecz myślałeś, że to jednak nic nie znaczy.


Niebo jednak czuwa jak i teraz gdy zadzwoniłeś do szpitala i poprosiłeś aby zrobiono Twej mamie jednorazowo herbatę a pielęgniarki powiedziały, że w czasie obiadu zrobi to osoba z kuchni. Rozzłościłeś się a jednak okazało się, że zrobiono to zaraz.

Zatem jesteś tu zastępczo, i owszem swoją obecnością chronisz to miejsce od lipca, ale tylko dlatego, że tu jesteś to nic poważnego stać się tu nie może, ale ze względu na Twoje prywatne bezpieczeństwo i komfort.


Co do objazdu okolicy, zwiedzania jej < nieczytelny fragment C.P> masz i tak mało czasu i inne wyjazdy. Pojedziesz pociągiem do lasu gdzie możesz dojechać publiczną komunikacją a jak będzie cieplej weźmiesz rower i objedziesz tę < nieczytelny fragment  ale na pewno "okolicę" C.P.>.

Pozostań z Bogiem

:)

- Dziękuję moja kochana przyjaciółko.

- Całuję Cię w usta.

Tulę do swych piersi w sam raz, nie za dużych, nie za małych:).


Maria Magdalena zwichrzyła mi jeszcze trochę żartobliwie włosy na czubku głowy.

- Z Bogiem mój Krzysztofie.

< Nieczytelny fragment C.P.> a jutro masz niestety zepsute urodziny bo mamę odbierasz ze szpitala. Dzisiaj miałeś być odciążony z zakupów lecz niestety to się zmieniło... Nie będziesz z nikim od nowa się umawiał ni podawał od nowa listy. Pomoc ma być regularna taka, że ktoś się o nią sam upomina albo niech nie będzie jej wcale, najwyżej w sytuacji awaryjnej, związanej z Twą mamą, jak masz wyjazd aby mogła zadzwonić i powiedzieć jak jest problem a Ty jesteś na przykład 500 kilometrów dalej. Poza tym tutaj    t y l k o

opłacone zakupy, opłacone sprzątanie i inne rzeczy, które może zrobić pomoc domowa.

Całuję Cię jeszcze raz < nieczytelnie zapisane, być może w usta C.P.> i odchodzę. W Niebie jest dużo pracy i muszę doglądać też innych rzeczy, choć Ty jesteś na pierwszym miejscu i jesteś numerem jeden. Przypomnimy tylko jeszcze raz to co było powiedziane, że lepiej byłoby aby zostało zamordowane tysiąc polskich rodzin, młodych, mąż, żona po trzydziestce, dzieci 5, 7, 10 lat, dwoje dzieci. Tysiąc takich rodzin zostało uśmierconych niż gdybyś Ty miał zrezygnować z zadania. Zrezygnować, bo tylko wtedy mogłoby nie być Gniewu Boga Ojca.

Także babcia jeśli ma swojego wnusia czy wnuczkę i kocha ją i swoją córkę na przykład i także zięcia o oni są dla niej najważniejsi, to oczywiście są najważniejsi, ale lepiej byłoby babciu by Twoja wnusia i wnuk zostali zamordowani, Twoja córka i zięć niż nie miałoby być Gniewu Boga Ojca i nie tylko Twojej córki, zięcia i wnuczki ale i tysiąc takich jak oni.

:)

Odchodzę.

:)



16 I 2026


:)

Dziś są Twoje urodziny.

Moratorium” na kontakt z pewną osobą było do połowy lutego.

- Tak Mario Magdaleno.

- Chce jednak złożyć Ci życzenia i jest jej przykro, że nie może. Zatem skracamy moratorium o miesiąc. Możesz się skontaktować i < nieczytelnie zapisane słowo. C.P.>. Wiesz jednak, że nie powinny Ci się podobać kobiety dorosłe i dojrzałe. Jak nie ma kontaktu to nie ma też żadnych myśli w relacji do niej.

)

- Mnie to krępuje, że (..) w moje urodziny < nieczytelnie zapisany fragment przed słowami o urodzinach i po, ale chodzi o to, że piszę, że mnie to krępuje, że mam nagle dzwonić w swoje urodziny i niby w ten sposób dopraszać się, być łasy na życzenia, etc. :) C.P.>.

- Zadzwoń...


19 stycznia


Cóż, trudno Ci prosić o łaski i wyciszyć się tak samo jak byłeś zupełnie swobodny.

Twoja mama jest znów przeniesiona i od nowa musisz rozmawiać z pielęgniarkami i zostawić to co można aby się nią bardziej zaopiekowały, to znaczy by przede wszystkim zrobiły i podały tę herbatę z tego co ma przy sobie i przywiozłeś, lepsza czarna herbata ekspresowa plus roibos, dobrze zaparzone, cukier, miód i cytryna bo sama sobie nie może jeszcze zrobić. Prawda, przez szpitalne jedzenie ma skurczony żołądek i chociaż podsilasz ją domowym jedzeniem na ciepło to nie jest to samo co na miejscu, chyba, że miałbyś dużo sił wtedy wyręczałbyś tamtą kuchnię włącznie ze śniadaniem i kolacją.

Jednak i tak Twoja mama ma lepiej niż większość pacjentów, także oni nie mają takich wymagań i potrzeb.

Nie wszyscy mają jednakowe żołądki, Ty także zwykle nie masz apetytu, choć jak jest potrzeba to zjesz wszystko. <Niezrozumiale zapisane zdanie C.P.>.

Trochę się wzmocniłeś swoim wyjazdem na urodziny. Męczące to było jednak bo zapowiedziano Ci w szpitalu abyś był przygotowany na wypisanie swoje mamy o jedenastej. <Czyli następnego dnia C.P.> W związku z tym musiałeś wyjechać < z powrotem C.P.> pociągiem o 6.30. Nie zasnąłeś od razu gdy jak Kopciuszek musiałeś wrócić na nocleg przed dwunastą. Nie zasnąłeś od razu a i obudziłeś się wcześniej.

Wziąłeś też pokój z dwoma, osobnymi łóżkami a więc mniej wygodnymi. Po co wziąłeś Krzysztofie pokój z dwoma łóżkami osobnymi. :) Czy uważałeś, że będziesz miał towarzystwo niewiasty, w tej sytuacji traktowanej z przyzwoitością, bo łóżka osobne. Tak osobne, lecz nie wiesz do końca co siedzi w drugiej osobie i zamiast pogawędki i drzemania mogły z jej strony pojawić się inne chęci:).

Zauważyłeś, że lepiej wygląda niż latem, zatem brak kontaktów przez prawie pół roku i < nieczytelnie zapisane słowo, być może „możliwość” C.P.> możliwość nie kontynuowania znajomości jej służy. Skoro tak...:)


Dobrze, przyjdę do Ciebie tutaj.

Miałeś wczoraj po południu < nieczytelnie zapisana druga część zdania C.P.> . Najpierw w szpitalu zauważyłeś, że stłukła się tarka szklana, którą woziłeś do potarcia jabłka, po przyjściu do domu spalony garnek bo kuchnia indukcyjna sama się włączyła. Nic nie możesz na niej zostawić jak wychodzisz, tego problemu nie ma z gazem, ale jej czułość jest wadliwa. Firma taka jak Samsung w przekonaniu o własnej „doskonałości” i także będąc bardziej pazerna na pieniądze odwala bardziej już fuszerkę. Zatem < Nieczytelnie, o tym że „zasmrodzone mieszkanie” C.P.> pokój mamy był nie otwarty i tam musiałeś się do nocy dekować. Potem stanąłeś na drogą muszlę Villeroy& Boch < Pękł sedes C.P.>.

Dzisiaj na noc będziesz miał odmianę.

Uzupełnij też część braku co wydałeś na przeprowadzkę rok temu, to znaczy masz uzupełnienie w złotówkach, ale miej to w innej formie, więc to zrób.


Niestety na skutek pobytu mamy w szpitalu nie możesz się podleczyć. Przeciąga się to i jesteś słaby, zbyt słaby aby pracować. Widać to było na Twoim wyjeździe na urodziny gdy byłeś pytany o to, że tak dyszysz i ciężko oddychasz, czy to naprawdę czy udajesz:)?

Niestety, nie udawałeś.

Nogi masz słabe, kolana jak z waty. Zasmuca Cię to, że omija Cię piękna sanna, nie możesz pojechać do lasu, choć dzisiaj mógłbyś, ale położyłeś się późno przez wietrzenie, a potem czekałeś aż się ogrzeje mieszkanie i Twój pokój.

Całuję Cię w usta.

< nieczytelnie zapisana większość zdania C.P.> i ile możesz modlitwą.


:) Trochę smutny uśmiech, że „u mnie z dopustu kiepsko”.

Pocałowała mnie jeszcze w policzek.


- Pamiętaj, że od Marii Magdaleny dostaniesz wszystko co Ci potrzebne na co będzie pozwolenie Nieba.

:)


Odchodzę.


Otrzymał Cyprian Polak (Krzysztof Michałowski)



...........................


Dwie uwagi odnośnie przekazu.


Maria Magdalena odnosi się do braku komentarzy odnośnie samego przekazu wnikliwszych, ale pamiętamy, że słowa są często w kontekście samego czasu. Jak Maria Magdalena to mówiła to nie było, potem pojawiły się dwa takie.


Druga rzecz. Kto pamięta w kontekście czego Maria Magdalena mówi o swoich piersiach, że są (były ziemskie) w sam raz, nie za duże nie za małe i uśmiecha się?


/////////////////////////////////////


Przyśniła mi się pośmiertna maska Trumpa. Nietypowy sen i też odczułem, że czas jest tu bliski.

Ten człowiek mnie nie interesuje i jego los, ale nie chciałbym aby był potępiony. Za co może być potępiony? Miał przejść na judaizm potajemnie. Przejście z chrześcijaństwa choćby kalekiego, jakiejś odmiany protestantyzmu, czy w każdym razie czegokolwiek gdy wierzy się, że Chrystus jest Bogiem - skutkuje potępieniem, o ile w chwili śmierci choćby nie nastąpi nawrócenie, ale może to być bardzo trudne i często jest niemożliwe, choć u Boga nie ma niczego niemożliwego. Niemożliwe, zwłaszcza w wypadku nagłej śmierci.

Piszę o tym bo może to dotrze jakoś do tego człowieka, samego zresztą z krwią żydowską, nie przeważającą, ale istotną, chociaż to, że dotrze, jest bardzo mało prawdopodobne.


O ludziach na których rzuciłem klątwę staram się pisać mało, ale tutaj trzeba się odnieść.

To co zrobił Trump odnośnie Wenezueli i to co robi odnośnie Grenlandii, zwłaszcza jak USA ją zajmą, zwiększa niestety zagrożenie dla Polski. Bowiem pozwolono mu na tej zasadzie, mocarstwa jak Rosja i Chiny pozwoliły to znaczy nie protestują, na tej zasadzie: My nie protestujemy, tylko dla nas jest to sygnał, że my też bierzemy co chcemy, nie może być inaczej, pozwalamy Tobie a Ty musisz pozwolić nam. I Trump o tym wie i to rozumie. Ze strony Chin Polska nie musi się spodziewać niczego złego. Ze strony Rosji tak. Oczywiście są jeszcze Niemcy. Więc jak Trumpowi pozwolono to on pozwoli zająć przesmyk suwalski czy połowę Polski ze spacyfikowaniem profilaktycznym, sparaliżowaniem kraju mocnymi rakietami wybranych punktów jeśli tak zechcą.

Zatem ten cyrk z porwaniem prezydenta innego kraju i zakusy co do Grenlandii są bezpośrednim zagrożeniem dla Polski. Oczywiście tutaj dla Danii, ale co najwyżej może być zajęta Grenlandia a Dania będzie spokojna i bezpieczna. Polska nie ma żadnych ziem, które by jej można zabrać.


.......................


Ostatni przekaz nagrany na kanale z dawniejszych do mnie.


Pan Jezus – kocham człowieka i chcę z nim rozmawiać.

https://www.youtube.com/watch?v=k8P_YH6Di3k






Rozmowa z błogosławioną Ewą, matką wszystkich ludzi. Poniedziałek Wielkanocny (2021)

  Poniedziałek Zmartwychwstania Pańskiego (2021) Rozmowa z błogosławioną Ewą, matką wszystkich ludzi. Około 9.30 - Oto jestem, Krzy...