+JMJ
Nowy
wpis nie miał być wcześniej niż w środę, tak miałem podane, gdyby nie było
przekazu i tak byłby "dopiero" w środę. (Ostatecznie data czwartkowa,
ale wcześniej niż rano).
Jest
okres wakacyjny, bądź co bądź, więc jednorazowo dwie rzeczy
lżejsze, choć zasadniczo tego nie oczekujecie, przypomniane. Pod
przekazem.
...................................................
Wtorek,
4 sierpnia
Święta
Maria Magdalena
Witaj
Krzysztofie
:)
Jesteś
po święcie Boga Ojca.
Bardziej
zmęczony, lecz też bardziej zadowolony i także Bóg Ojciec zadbał
o Twą aktualną sytuację finansową i masz na kaucję
< za nowe mieszkanie C.P.> opłatę
za nowe mieszkanie, oraz inne wydatki.
Jednak
wróciłeś z rekordową temperaturą, jak ją zmierzyłeś w domu,
wczoraj pod wieczór, o dwie kreski więcej niż największa którą
zanotowałeś.
Przypuszczałeś,
że możesz mieć utajone zapalenie płuc „bezobjawowe” czyli z
brakiem widocznych objawów poza gorączką i osłabieniem.
Lekarka
u której byłeś w środę nie wspomniała o tym, choć skierowała
Cię na RTG klatki piersiowej. Wykupując leki w aptece wspomniałeś,
że masz już gorączkę prawie 40 dni i młoda aptekarka
powiedziała, że jej dziadek tak miał. Po przeziębieniu, które
wydawało się wyleczone miał stan podgorączkowy sięgający
czasami [ gorączki] 38, często
37. RTG nic nie wykazał dopiero
( Rezonans, nie pamiętasz, rezonans, czy tomograf komputerowy)
wykazał to ukryte zapalenie płuc.
Ze
względu na wyjazd w sobotę nie zacząłeś brać leków, także
masz przepisane wziewy, bo wiedziałeś, że na wyjeździe i nie
znajdziesz na to czasu, bo to nowe leki i możesz brać je w kratkę,
jak i nawet swój lek, który bierzesz regularnie, na krótkich
wyjazdach zdarzy Ci się go brać w kratkę.
Zatem
zacząłeś dopiero od poniedziałku wieczorem. Jeśli nie przejdzie
i nadal będzie podwyższona temperatura udasz się do niej dopiero w
przyszłą środę. Może zechce Cię położyć do szpitala na kilka
dni.
W
każdym razie oprócz, naturalnych, ludzkich obaw o zdrowie, chociaż
bardzo się tym nie przejmujesz, jest problem z przeprowadzką. Masz
de facto 3 tygodnie, bo przecież klucze oddać chcesz nie w ostatni
dzień sierpnia późnym wieczorem, ale te 3 dni wcześniej. Nawet
gdyby jednak ostatniego dnia. Twoja stała choroba i osłabienie
utrudnia Ci to mocno, zaś taka gorączka, czy stan podgorączkowy
osłabia, co widać choćby gdy się budzisz i masz mokrą pościel w
okolicy torsu i górną piżamę. Dodatkowe osłabienie uniemożliwia
Ci to.
Cóż,
przedłużałeś dwa razy < Tzn od maja. C.P.>
Dopust
daje Niebo. Właściciele pytali Cię na początku roku nie znając
Twych planów, czy przedłużasz na kolejny rok, ale gdy chciałeś
ze względu na chorobę w końcu czerwca i początkach lipca sądząc,
że będzie krótko i będziesz całkiem zdrowy – przedłużając
do końca sierpnia – mówili, że się zastanowią bo poczynili już
plany względem tego mieszkania.
Plany
planami a choroba chorobą. Jesteś przecież bardzo nieszczęśliwy,
że miałbyś im płacić jeszcze kolejny miesiąc, tym bardziej dwa,
za to mieszkanie, niemałą kwotę.
Masz
zalecenia od lekarza z lekami, wyślesz im bo mogą pomyśleć, że
coś kombinujesz.
Nie
znają Cię i nie szanują, w ogóle, bo Cię nie znają. Nie jesteś
dla nich kimś.
:)
Zaś
oczywiście, uznają, że gdybyś był bogaty, to byś kupił
mieszkanie, potem je sprzedał. Masz też rację, że wynajmujący
nigdy nie szanują do końca tych, którym wynajmują bo uznają, że
ich nie stać na kupno takiego mieszkania, które wynajmują.
Oczywiście
mogą mieć własne < nieczytelne słowo C.P. > [
mieszkanie] którego nie chcą sprzedać a
potrzebują mieszkać gdzie indziej, ale szanować będą dopiero
tego co ma mieszkanie i <
nieczytelne krótkie słowo C.P.> i
kupi drugie i trzecie oraz ma samochód za 300 tysięcy złotych.
:)
Uśmiech z grymasem.
:)
normalny uśmiech.
Zatem,
oczywiście, powoli możesz się pakować, przeglądać
rzeczy, bo jesteś zbyt zdrowy by cały czas
leżeć, ale niewiele zrobisz w tej sytuacji.
Z
taką temperaturą też Ci niesporo jechać na wypoczynek.
Zresztą
dopiero byś to zrobił, dłużej trochę, (gdyby sprzyjała pogoda)
jak będziesz miał podpisane nowe przedłużenie.
Musi
być zresztą w ten sposób: nie na konkretną datę, tylko
przypuszczalnie i jak lekarz stwierdzi, że jesteś całkiem zdrowy i
Ty będziesz czuł się zdrowy
< nieczytelnie zapisany fragment ,ale chodzi o to, że od tego
czasu jak lekarz stwierdzi, że jestem całkiem zdrowy i ja się tak
będę czuł. C.P.> od tego czasu
miesiąc i tydzień. Tydzień na dojście do siebie, miesiąc na
przeprowadzkę.
-
Mario Magdaleno dlaczego taki dopust.
-:)
Całuję
Cię. Co do < Nieczytelnie zapisane. Być może „
co do reszty to wiesz. C.P.>.
-
W związku z tym winieneś teraz zrezygnować z tego na co Niebo Ci
pozwalało.
-
Tak, Mario Magdaleno.
-
Oprócz „prezentów”
:)
Całuję
Cię w policzek, tulę mocniej. Przytuliłaby mocniej do siebie, z
dużym dekoltem < nieczytelnie zapisane słowo.
C.P.> ale trzeba ograniczeń teraz
Twej zmysłowości, więc nie tulę < nieczytelnie
zapisane, ale chodzi o to, że nie tyli do siebie z przodu C.P.>
i tulę z boku.
Wiesz,
że nie żałowałabym Ci pocałunków, bo teraz jesteś biedny, ale
obecnie tak trzeba.
-
Dziękuję Mario Magdaleno.
-
A dzisiaj.
Cóż.
Po przyjeździe następny dzień winieneś być z domu. Później
wybierzesz się do galerii na małe zakupy i trochę ucieszyć tam
oko:).
:).
Ściskam
Cię jeszcze raz, nie tulę do siebie mocno;
Całuję
w policzek, muskam tylko.
Maria
Magdalena jeszcze lekko zmierzwiła mi włosy na czole.
Odwraca
się i odchodzi.
-
Dziękuję święta Maria Magdaleno.
Otrzymał
Cyprian Polak (Krzysztof Michałowski)
////////////////////////////////////////////////////////////////////////
Dowód
na Boże wybraństwo Polski – cenzurowany
https://www.youtube.com/watch?v=zyL7Y3QGxoY
Tutaj,
w materiale danym na kanał wróciłem do tematu Osuchowej.
Uzupełnię
też, jakby nie było do końca jasne w tekście nagranym na
materiał: Na stronie internetowej jest wszystko to co pod krzyżem:
oprócz tych właśnie dwóch zdań:
Tu
stanie nie tylko świątynia, tu będzie również stolica
Króla Polski.
Tu
będzie Sąd Boski – Dolina Jozafata.
Na
stronę Sanktuarium wchodziłem pierwszy raz w roku 2020 lub 2021.
Wydaje mi się, i tak pamiętały też inne osoby, że wtedy te Słowa
były na stronie internetowej Sanktuarium i gdy niedługo potem, za
kilka miesięcy bodaj, zajrzałem ponownie, już ich nie było. Być
może zbiegło się to ze zmianą kustosza. To zapewne do
sprawdzenia.
Jednak
poprzedni kustosz Sanktuarium choć być może nie cenzurował Matki
Bożej na stronie internetowej, czyli w miejscu gdzie może zajrzeć
każdy i może się to stąd rozpowszechniać (książkę z
cytowanym Orędziem nie każdy znajdzie albo raczej mało kto, a taka
internetowa strona Sanktuarium jest ważnym źródłem i uznawanym za
wiarygodne, jakby ktoś przeczytał gdzie indziej i podejrzewał że
ktoś coś pomylił albo. wprost zmyśla to wydaje się, nie lepszy
od swego następcy. Mamy tutaj jego wypowiedź w programie telewizji
Trwam.
https://www.youtube.com/watch?v=oMGJU0IGV9c
Nie
tylko nie wspomina o tych dwóch wyjątkowych rzeczach a szczególnie
jednej, ale nie mówi o niczym prawie co jest w tych Objawieniach.
Mówi, że Matka Boża zachęcała do modlitwy Różańcowej i do
dobrego życia, przestrzegania przykazań. I to wszystko.
Nie
stać go nawet do zacytowania tego co i dzisiaj jest na stronie
Sanktuarium: parafianowaosuchowa.pl/ sanktuarium
np.
„ Matka Boża wzięła w rękę wody z tego źródła i pokropiła
nią złożonych niemocą i kaleki. Boże, co za widok!
Wszyscy
wstali zdrowi i weseli, pełni szczęścia i wdzięcz-
ności.
Tym, co rąk i nóg nie mieli, odrosły im momental-
nie.
Ci, co byli złożeni paraliżem, odrzucili kule, aby cho-
dzić
o własnej sile. Innym, ranami i wrzodami okrytym,
pod
działaniem tej cudownej wody zagoiły się te bolesne
rany,
i tak wszyscy zostali uzdrowieni (..) „ Istotne jest to, że takiej
sytuacji jeszcze nie było, więc jest to przyszłość.
Tym
bardziej to „Na całej kuli ziemskiej nie ma i nie będzie takiego
miejsca
jak to, na którym klęczycie. Bóg Ojciec od
wieków
upodobał sobie to miejsce dla chwały mojej
i
swojego Syna Jednorodzonego.” Choć oczywiście ten czy inny
ksiądz nie musi jeszcze uciekać od tych słów jak diabeł od
święconej wody jak od informacji że w Osuchowej odbędzie się Sąd
Ostateczny. ( My rozummy jednak, że będzie to wielki obszar,
zatem, obejmujący raczej i Ziemię Królewską – Grębki i
Wyszkowskie Wzgórze i Osuchową. Wpływ Tuchełki do rzeki Bóg. Bóg
w tamtej części. Bardzo prawdopodobne, że na Wyszkowskim Wzgórzu,
na Tronie, w który zmieni się w jakiś sposób Świątynia z
Wyszkowskiego Wzgórza, której jeszcze nie ma, w czasie Sądu
Ostatecznego będzie zasiadał Bóg Ojciec).
Czy
to „Cały świat sponiewierał prawa Boże i poprzekręcano
kościelne
ustawy.
Pycha
tak dalece zawładnęła ludzkością, że chwałę,
jaka
należy się Bogu, ludzie przywłaszczają sobie,
a
wszelka umiejętność i wynalazki nowoczesnej
techniki
są przyznawane ludziom.”.
No,
ale nie, on nie może - ten ksiądz. Może tylko powiedzieć z całego
Orędzia w osiemnastominutowym filmie, że Matka Boża mówiła żeby
odmawiać Różaniec i przestrzegać przykazań. Mógłby spokojnie
zdążyć przeczytać całe Orędzie, plus wizja jak to mamy
przekazane.
Pod
spodem cytuję całe Orędzie:
„Ciekawostką”
jest to, że na stronie Osuchowa.pl będącej chyba stroną gminy,
czy wioski, w każdym razie stroną świecką mamy całe Orędzie bez
cenzury, choć jest też obok w wersji jeszcze bardziej ocenzurowanej
i nic nie mówiącej.
https://osuchowa.pl/obiekty.html
W
pliku „Orędzie Matki Bożej Osuchowskiej”
ORĘDZIE
MATKI BOŻEJ OSUCHOWSKIEJ
Miejsce,
na którym klęczysz, przed wiekami zostało przez Boga przeznaczone
i dla Mnie wybrane. Ja sobie to miejsce ulubiłam. Oczekuję was z
utęsknieniem, dzieci moje.
Wy,
którzy na to miejsce przychodzicie, znajdziecie łaskę u mojego
Syna. Wielkich łask Bożych doznawać będzie każdy, ktokolwiek tu
przybędzie z wiarą i miłością.
Jezus,
Syn mój ukochany, zagniewany jest na cały świat. Miecz
sprawiedliwości dosięgnie grzeszący świat, bo miara Bożej
sprawiedliwości już się przebrała. Pycha tak dalece owładnęła
ludzkością, że chwałę, jaka należy się Bogu, ludzie
przywłaszczają sobie.
Płótno
i woda mają moc leczniczą, aby wszyscy, co będą ich używać,
uzyskali pomoc dla duszy i ciała.
…................
Poniżej
jednak jest całe Orędzie w pliku „Orędzie i Nowenna do Matki
Bożej Osuchowskiej.”
/////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////
Daję
tekst Orędzia bo może ktoś nie ma:
Jam
jest Służebnica Pańska, Matka Boża Częstochowska.
Miejsce,
na którym klęczysz, przed wiekami zostało
przez
Boga przeznaczone i dla Mnie wybrane.
Ja
sobie to miejsce ulubiłam i przybyłam do was
z
Częstochowy.
Jezus,
mój Syn ukochany, jest srodze zagniewany
na
cały świat, wymierzona jest kara dla ludzkości.
Miecz
sprawiedliwości dosięgnie grzeszący świat,
bo
miara Bożej sprawiedliwości już się przebrała.
Kara
Boża dosięgnie ludzkość* . Ludzie z głodu lizać
będą
kamienie, a ludzkie trupy porozrzucane będą
jak
snopy w żniwa.
(*
W jednej z wizji Matka Boża błagała Jezusa słowami:
„Synu
mój, daruj im jeszcze tym razem, przepuść tę karę!”)
Cały
świat sponiewierał prawa Boże i poprzekręcano
kościelne
ustawy.
Pycha
tak dalece zawładnęła ludzkością, że chwałę,
jaka
należy się Bogu, ludzie przywłaszczają sobie,
a
wszelka umiejętność i wynalazki nowoczesnej
techniki
są przyznawane ludziom.
Pobożność
jest rzadko spotykaną cnotą, a ci, którzy
ją
praktykują, są wyśmiewani i wyszydzani.
Czyńcie
pokutę i nawróćcie się szczerze do Stwórcy
i
Pana, bo inaczej zginiecie.
Trwajcie
silnie przy świętej wierze katolickiej, bo
tylko
ona jest święta i prawdziwa.
Codziennie
pozdrawiajcie Mnie świętym Różańcem,
który
jest Mi bardzo miłą modlitwą.
Jeżeli
czci należnej nie będziecie Mi oddawać, biada wam! Kara Boża was
dosięgnie, a bez mej opieki zginiecie.
Wszyscy,
którzy na to miejsce przyjdą i będą polecać
się
mojej opiece, nie zginą.
Wy,
którzy na to miejsce przychodzicie, znajdziecie
łaskę
u mojego Syna.
Przychodźcie
tu licznie.
Wielkich
łask Bożych doznawać będzie każdy, ktokolwiek tu przybędzie z
wiarą i miłością, i pozdrowi
Mnie
modlitwą różańcową.
Miejsce
to od wieków jest wybrane na chwałę moją
i
Syna mojego.
Tu
stanie nie tylko świątynia, tu będzie również sto-
lica
Króla Polski.
Oczy
całego świata będą zwrócone na to miejsce,
gdyż
jak ogonek w jabłku pośrodku się znajduje,
tak
to miejsce na kuli ziemskiej.
Tu
będzie Sąd Boski – Dolina Jozafata.
Z
miłości ku wam, dzieci moje, dam wam źródło
wody**
,
a ktokolwiek z wiarą napije się jej lub dotknie
chociaż
rąk, nóg lub oczu nie ma – otrzyma zaraz
nowe
członki i wszelkie choroby znikną bez śladu.
Nawet
zmarły skropiony tą wodą, z woli mojego
Syna
powróci do życia.
A
każdy, kto będzie prosił o łaski, odbierać je będzie
w
obfitości.
(**
Po jednej z wizji Marianna Andryszczyk złożyła następujące
świadectwo: „Widziałam źródło cudowne, z którego płynęła
czysta woda, przy nim stała Matka Boża,
a
wokół źródła mnóstwo przeróżnych kalek i chorych.
Matka
Boża wzięła w rękę wody z tego źródła i pokropiła nią
złożonych niemocą i kaleki. Boże, co za widok
Wszyscy
wstali zdrowi i weseli, pełni szczęścia i wdzięczności. Tym, co
rąk i nóg nie mieli, odrosły im momentalnie. Ci, co byli złożeni
paraliżem, odrzucili kule, aby chodzić o własnej sile. Innym,
ranami i wrzodami okrytym, pod działaniem tej cudownej wody zagoiły
się te bolesne
rany,
i tak wszyscy zostali uzdrowieni. Ci zaś, których
diabeł
trzymał w swej władzy, a nawet ci, którzy byli
opętani,
zostali w jednej chwili uwolnieni. Grzesznicy
bili
się w piersi a wszyscy razem chwalili Boga, że tak
wielkie
rzeczy uczynił przez Maryję.”)
Błogosławię
ten strumień wody, który w pobliżu
przepływa.
Pragnę,
aby lniane płótno słano pod moje stopy,
a
Ja będę je błogosławiła.
Płótno
i woda mają moc leczniczą, aby wszyscy,
którzy
będą ich używać, otrzymali pomoc dla duszy
i
ciała.
Na
całej kuli ziemskiej nie ma i nie będzie takiego
miejsca
jak to, na którym klęczycie. Bóg Ojciec od
wieków
upodobał sobie to miejsce dla chwały mojej
i
swojego Syna Jednorodzonego.
Ja
jestem z wami i po wszystkie wieki tu pozostanę.
Oczekuję
was z utęsknieniem, dzieci moje.
***********************************************
Orędzie
to było przekazywane
przez
Mariannę Andryszczyk (ur. 1877 – zm. 1935)
w
Nowej Osuchowej od 1910 roku.
Spisał
je na podstawie relacji naocznych świadków
ks.
Edmund Szuba (ur. 1913 – zm. 1959
Jest
to z internetu, trzeba by jeszcze sprawdzić z książką, którą
posiadam, ale dostęp do niej nie jest natychmiastowy. Wydaje mi się,
że powinno być „dla chwały Swojej” dlatego trzeba sprawdzić,
ale poza tym wszystko jest raczej ok.
Powstrzymajcie
się więc od propagowania dopóki nie będzie to sprawdzone z
książką. Może ktoś kto ma pod ręką książkę Bożego księdza
z tamtych stron o Osuchowej prześle mi skan Orędzia z książki.
C.P.
////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////
Opowiem
wam jeszcze inną przygodę swoją. Moje spotkanie z czarownicą
Przed
laty odbywałem małą ekskursję po górach Opawskich. Po stronie
polskiej. Południowy kraniec opolszczyzny.
W pewnym miejscu,
na szlaku, poczułem się nieswojo. Nie wiedziałem jaka może być
tego przyczyna, ale wyczułem, że to aura miejsca. Skąd się to
brało nie mogłem odgadnąć, ale widziałem, że coś niedobrego
jest blisko mnie. Po prostu zła aura. Ale cóż, idę, jest szlak,
jest dzień. Jednakże nie pamiętałem czegoś takiego.
I oto widzę przed
sobą ze wzgórza, które przecina wytyczony, szlak schodzi, zbiega:
coś. Kobieta, wielka,
na oko dwumetrowa, albo nawet jakie 2.20 i nie tyle schodzi ale
raczej zsuwa się, zbiega. Zsuwa się sprawnie, ześlizguje się tak
szybko, jak nie potrafiłby doświadczony piechur, a właściwie jak
nie może zrobić człowiek.
To jeszcze byłoby
pół biedy, natomiast jej twarz była nieruchoma. Uśmiech,
nienaturalny od ucha do ucha, jak namalowany. Oczy chłodny
błękit, ale jakby niewidzące, wycofane w głąb.. czegoś tam..
również nieruchome. Rumieńce na policzkach. To wszystko jeszcze
bym chciał może złożyć na karb tego, że źle widzę, choć
widziałem wyraźnie, ale dopełniały to czarne warkocze, które nie
zwisały pionowo w dół, czy też nie poruszały się pod wpływem
intensywnych kroków, ale sterczały jak kije na boki, pod kątem 90
stopni od głowy i nie drgnęły ni trochę co pod wpływem tak
intensywnych ruchów nie było możliwe. ( Długość ich była,
gdyby zwisały normalnie - do połowy pleców). Wiek, na oko 28 lat.
Dopełniały
tego zamaszyste ruchy rękami, w takt kroków, jak wahadło, nie
przed siebie, ale na bok tułowia, takie aż pod pachy.
Do
tego wszystkiego z tej odległości, przy moim wzroku, nie powinienem
widzieć dokładnie twarzy tego czegoś, a widziałem.
Gdy to wszystko
zakonotowałem zrozumiałem, że jakieś złe wali na mnie. Zwolniłem
kroku, ale to zasuwa na mnie tak samo szybko jak przedtem.
Myślę,
cóż robić, odwrócę się tyłem, raczej niedobrze, może jak
zwierzę zacznie gonić za mną. Iść naprzeciw też niedobrze.
Myślę,
zrobię tak. Zejdę na bok, znajdę lagę. Złe mam nadzieję i tak
mi się wydaje, będzie zasuwać prosto przed siebie i minie mnie i
pójdzie dalej.
Zszedłem
na bok, znalazłem dobrą lagę. Przejdzie to przejdzie, skręci na
mnie to cóż robić, zdzielę lagą i zaciskałem ją mocno w
dłoniach, ale też ufałem w opiekę mego Anioła Stróża, że ten
nie pozwoli aby złe wlazło na mnie, dotknęło mnie.
Trzymam
już tę lagę w pogotowiu, stoję z boku, złe, dziwna „kobieta”
jest już blisko, nagle zamiast niej jest niewysoka kobiecinka,
która idzie powoli i wygląda całkiem normalnie, a twarz jej
niepodobna do tamtego czegoś. Wygląda jak normalna turystka na
szlaku.
Puszczam lagę,
podchodzę te parenaście metrów do szlaku i idę naprzeciw
kobiecinki. Spotykamy się, widzę, że wygląda trochę niepewnie.
Pozdrawiamy się jak ludzie na szlaku. Po trzydziestce, dobrze
ubrana, zadbana, trochę się dziwię, że idzie sama. Od słowa do
słowa i ona mówi mi, że się mnie przestraszyła. Dobre sobie, to
ona mnie przestraszyła i mówię jej to i pytam dlaczego się mnie
przestraszyła”. „Taki wielki pan był jak schodził z tego
wzgórza, zbiegał właściwie, nienormalnie wielki. I tak szybko pan
szedł, zbiegał. I wymachiwał pan bardzo mocno rękami”.
Wcześniej ja też
schodziłem ze wzgórza, ale było to nim ją zobaczyłem lub
zobaczyłem dokładniej, może dlatego, że miała dobry wzrok, więc
ona mnie wcześniej trochę zobaczyła, wielkiego, ( wielkoluda) i
zbiegającego ze wzgórza, niż ja ją. Oczywiście z tego wzgórza
nie tylko nie zbiegałem, ale nawet nie schodziłem szybko, a nawet
już wtedy zwolniłem chyba kroku co do swej normalnej marszruty bo
wyczułem tę aurę. Rękami nie wymachiwałem, nigdy tak nie robię,
tym bardziej, że zacząłem iść powoli i niepewnie.
Wtedy ja jej
opisałem „jej” wygląd. Popatrzyliśmy na siebie. Gdyby tylko
jedno z nas coś takiego widziało to by drugie nie uwierzyło, a tak
dwoje obcych ludzi. Powiedziała, że nigdy się jej coś takiego nie
zdarzyło, ja mówię że mi też nie. Powiedziałem jej też jak
zszedłem ze szlaku i jak to odbierałem i jak miałem zamiar
zdzielić to coś lagą gdy na mnie szło mimo zejścia jej z drogi.
Strapiona trochę, oceniając moją na oko pewną krzepę,
powiedziała że dobrze, że tego nie zrobiłem.
Nadszedł jej mąż,
rówieśnik, okazała się, że nie szła sama, ale puściła się
trochę przodem. Opowiedzieliśmy mu to. Wcześniej powiedziała mi,
abym mu to opowiedział, bo on jej nie uwierzy. Wysłuchał nas,
widać było, że gdyby jedna osoba mu to opowiedziała, w tym własna
żona, to by to zbył, ale że dwie obce sobie osoby, które dopiero
się spotkały i nie mogły umówić co do takiej historii mówią to
samo nie mógł zaprzeczyć. Po tym i po wymianie jeszcze kilku już
potem neutralnych bardziej uwag na temat szlaku itd. każdy poszedł
swoją drogą.
Okazało
się, że miejsce w którym pojawiła się ta istota to było miejsce
śmierci czarownicy. Czarownicy, która została zamordowana przez
miejscową ludność, (czyli niemiecką i zniemczoną od pradziadów)
w połowie XIX wieku. I był to ten miesiąc, w którym to się
stało, a nawet dokładnie dzień i pora dnia.
Była
tam tablica informująca o tym.
Zdaje
się, że nic złego nikomu nie robiła. Była też zielarką i
leczyła ludzi.
Jednakże,
widać po tym co pokazała, kontakt ze złymi mocami niewątpliwie
był. Bo to jej pokazanie się w takiej postaci nie było dobre. Nie
była to prośba duszy czyśćcowej, która pokazuje się i prosi
konkretnie o pomoc.
Potem
też gdy przypominałem sobie to wydarzenie a miałem już orientację
w starożytnej Lechii i korzeniach słowiańskich zastanawiałem się
czy nie interpretować tego jako zabójstwa lechickiej wiedźmy
(wiedzmy) potomkini dawnych kapłanek pogańskich, lechickich przez
niemiecki żywioł.
W
każdym razie mimo nieusprawiedliwionego zabójstwa nie było to
prezentowane dobro ze strony jej duszy. A po wyglądzie, choć
nienaturalnym, trudno było doszukiwać się cech ściśle
słowiańskich. Była to raczej mieszanka niemiecko – słowiańska.
....................
Nie
opisuję jednak tej historii dla samej historii, tylko jako refleksję
nad Bożym działaniem i nad tym co Bóg dopuszcza.
Jej pokuta jest
niewątpliwie związana z miejscem i jest taka jak opisuje to Fulla
Horak, że dusza nawet nie wie jaka będzie jej przyszłość, choć
nie potępiona ( jak być może jest w jej przypadku) to trwa w tym
stanie nie mając świadomości czyśćca i oczyszczającego
cierpienia, po prostu tego nie zaznaje.
A
równocześnie Bóg pozwolił tej duszy mającej kontakty z siłami
nieczystymi na taką manifestację żeby zmylić wzrokowo dwie obce
sobie osoby idące naprzeciw, rzucić czar na nie - powiedzmy.
Tu mi się kojarzą
te działania na które dozwala przecież zawsze Bóg jak „ tak
zwana klątwa Tutenchamona” i inne podobne rzeczy. Jak wreszcie u
nas zalanie terenu koło Czorsztyna gdzie miały być schowane skarby
Inków, na które Ci rzucili klątwę i zalanie terenu było zdaje
się zapowiedziane przez Indianina.
Jak wreszcie śmierć
wszystkich przestępczych żydowskich esbeków, którzy zalali
starożytne groby naszych królów w Górach Świętokrzyskich, a
zostawiony przy życiu został tylko geodeta, zdaje się Polak,
którzy tylko wymierzył podziemia.
Oczywiście
to ostatnie możemy traktować trochę inaczej ze względu na to co
Pan nam mówił o starożytnej Lechii i przede wszystkim lechickich
korzeniach Pana Jezusa, ale jednak znajduje się w kręgu działań
pogańskich na które pozwolił Bóg.
…..................................................................................................................
J
a i Żydzi na cmentarzu
Opowiem
wam jeszcze inną przygodę swoją. Nie było to dawno, ale też nie
niedawno, w każdym razie przed przekazami, jeszcze tymi pierwszymi a
Smoleńsk już zaistniał. (Tak mierzę czas od 10 lat. Przed
Smoleńskiem i po Smoleńsku).
Zatem
ja, zakonnik, dwóch młodych, ale już nie tak najmłodszych adeptów
do zakonu. Jedziemy samochodem do Częstochowy od strony Lublina. Oni
dowiadują się wcześniej, że jest po drodze jakiś cmentarz
żydowski wart obejrzenia. Znali moje desinteresment wobec fascynacji
żydowskimi pozostałościami na ziemiach polskich i poglądy, ale
cóż jedziemy. Jak już byliśmy to postanowiłem wejść.
Ostatecznie od średniej szkoły zawsze lubiłem cmentarze i chętnie
na nich przebywałem, lubiłem też pogrzeby wtedy na które mniej
chętnie zacząłem chodzić po przekroczeniu trzydziestki.
Uderzyło
mnie to miejsce bo było bardzo urokliwe. Nie same macewy, które
były rzadko rozsiane, ale miejsce. Zadbane, wycięta trawa, piękne
wzgórki. Miejsce mające w sobie jakiś niezwykły klimat. Oni,
zainteresowani popatrzyli i poszli, ja niezainteresowany patrzę i
delektuję się miejscem.
Odczułem
też jakąś aurę, bo było samo południe. W terminologi ludowej,
polskiej czy może i zapewne także prasłowiańskiej był to czas
kiedy pojawiały się „duchy” ( wedle tego durnego trochę i
nieprecyzyjnego określenia bo albo dusza ludzka i ona nie jest po to
aby pokazywać się dla zabawy albo inna istota, demon czy jeszcze
coś innego). Czasie między dwunastą w południe a pierwszą.
Bardziej w tym czasie można było spotkać „ducha” niż między
pierwszą a drugą w nocy, czyli na drugim miejscu po czasie
dwunasta, pierwsza w nocy. Wedle ludowej demonologii przez pola miały
chadzać południce, czyli trzy baby razem, które niosły śmierć i
biada temu, który na nie natrafił na polach.
Wreszcie
odczuwam przymus by się za nich modlić. Mówię sobie: to ja, mam
się za was modlić?! Czy to wam pomoże w tym waszym Szeolu?.. ale,
ano dobrze.
Stanąłem
przy pierwszej z brzegu macewie, najbliżej wejścia, małej, starej
ale chyba powojennej furtki i modlę się, modlę się gorąco
podstawowymi katolickimi modlitwami i trochę własnymi słowami.
Nagle
widzę, że przy mnie znalazł się kot. Duży, rudy, czysty z białym
krawacikiem. Usiadł przy macewie na tylnych łapkach i wpatruje się
we mnie. Ale można było powiedzieć w taki grzeczny sposób.
Poczułem się jednak trochę dziwnie nie tyle z samego faktu iż ten
kot przyszedł, usiadł przy mnie i patrzy na mnie ile tym, że nie
widziałem go w ogóle wcześniej. To była falista polanka, morze
zieleni z rozsianymi rzadko jak wysepki macewami (prawdopodobnie tak
rzadkimi bo pozostałe zostały zniszczone przez Niemców).
Zatem
jakiekolwiek zwierzę, które podchodzi zauważyłbym a on nagle
znalazł się przy mnie. Mam taki instynkt, zwłaszcza dotyczący
zwierząt. Wracając ze studiów do domu pociągiem i będąc
zaczytany w książce potrafiłem zobaczyć zająca na widnokręgu (
wtedy to jeszcze były czasy gdy taki zając często wyskakiwał)
kątem oka. Równocześnie nie widząc przechodzących w wagonie
ludzi, a nawet nie zauważając jak mnie ktoś potrącił. Potrafiłem
i nadal potrafię zauważyć, wyczuć ruch pająka, który znajduje
się z tyłu za mną, w kącie pokoju, niemal za mymi plecami tam
gdzie dosięga w bardzo słaby sposób kąt oka, gdy jestem czymś
zajęty.
Zatem
dziwiłem się, że podszedł tak niepostrzeżenie, zorientowałem
się też, że minęło południe. Ale też racjonalnie poczułem
pewną obawę, czy to nie wściekły kot, bo koty tak się nie
zachowują wobec obcych na pustkowiu. No, ale myślę, nie rzuci się
przecież na mnie a jak zacznie się łasić i chcieć o mnie ocierać
to go odpędzę (miałem taką przygodę ze wściekłym kotem w
dzieciństwie i nie wiedziałem że ma wściekliznę. Głaskałem go,
ale jak zobaczyłem jak wykręca nienormalnie głowę i rozgląda się
ciągle z niepokojem i ślini mi się po rękach, które ocierałem
wreszcie zrozumiałem, że coś jest nie tak, zostawiłem go i
poszedłem do domu. Zostałem wtedy bardzo skrzyczany przez rodziców.
Ale nic się nie stało).
Ale
patrzę na niego, popatruję nie przerywając modlitwy, kot grzecznie
siedzi na tylnych łapkach, patrzy na mnie i jakby czekał. Myślę
dybuk?
Wreszcie
kończę modlitwy, oczywiście znak krzyża na końcu i wracam, idę
do wyjścia gdzie oczekuje wzmiankowanych trzech, którzy na pewno
zaczęli się niecierpliwić, bo modliłem się 10, 15 minut.
Kot
od razu, jak skończyłem wstał i idzie za mną. „Kulturalnie”,
w pewnej odległości, spokojnie. Odprowadza mnie do wyjścia ani
chybi? Ale myślę też po ludzku - chce iść ze mną? Przyczepił
się i będzie chciał mi towarzyszyć abym został jego panem. Nie
wyglądał na bezpańskiego kota, no ale. No więc idę i kot idzie
ze mną. Patrzę na czekających śmieją się. Prowodyrem był jeden
z nich, który nie pałał do mnie sympatią, trochę kpiarz. Patrzą
na mnie, idę, kot koło mnie tuż za mną z boku, dwa kroki za mną,
dostosował się do mojego kroku. Wtedy zrobiło mi się jeszcze
dziwniej. Oni się jednak śmieją, będą sobie żartować,
zwłaszcza ten kpiarz, że jakiś kot, jak mówiła moja babcia gwarą
Polaków z miast kresowych – przyznaje się do mnie. Ja też się
uśmiecham, śmieję do nich, bo to jednak zabawne jest. Jestem już
blisko furtki, oni jeszcze bardziej się śmieją, kot mnie dalej
odprowadza. Już na kota staram się nie oglądać nawet dyskretnie
bo jeszcze bardziej będą się śmiać, wreszcie przy samej furtce
obejrzałem się – kota nie ma. Znów nie wiem jaki i kiedy odszedł
podobnie jak nie wiedziałem jak do mnie przyszedł.
Podchodzę
do swoich towarzyszy. Nie słyszę żadnych komentarzy na temat kota.
Tylko, że długo tam zabawiłem. Wreszcie nie wytrzymałem i pytam –
Widzieliście tego kota? - Jakiego kota?
Widzieć
go musieli, przestrzeń była odkryta, cały czas na mnie patrzyli
jak wracałem od macewy a kot szedł z tyłu i z boku, więc go nie
zasłaniałem. Nie, nie wiedzieli żadnego kota. Myślałem, że to
jeszcze żart z ich strony, ale nie wyglądało na to. Potem
rozmawialiśmy o tym pytałem z osobna jednego i drugiego, pomijając
kpiarza, pozostałych którzy obaj byli solidni i poważni, jeden
zresztą zakonnik, kapłan po blisko 15 latach kapłaństwa. Nie, nie
było kota.
Na
podsumowanie można by powiedzieć: Prawdziwych przyjaciół poznaje
się w biedzie.
Pytanie
czy więcej przydała się moja modlitwa czy kicanie po cmentarzach
żydowskich różnych pseudointeligenckich miłośników wszystkiego
co żydowskie na ziemiach polskich? których pamiętam od początku,
od czasów swoich studiów także jako kolegów i koleżanki z roku.
Na
pytanie jako na retoryczne nie będę dawał odpowiedzi.
(
Materiały zamieszczone w Dodatkach w 2020 i 2021 roku.)
…...........................................................