CyprianPolakWiaraDodatki

Namaszczony – III wojna światowa – Krzyk o Różaniec !!! // Święta Maria Magdalena 2 III 2026

 

2 marca


( Święta Maria Magdalena)


Witaj mój ukochany.

Jestem Twoją ukochaną teraz i nie masz innej.

Sam widzisz jak wygląda ziemska przyjaźń z kimś kto „ nadaje na podobnych falach jak Ty”.

Miałeś pozwolenie by podsumować < prawdopodobnie zapisane „podsumować” . C.P.> wasze niewyjechanie wspólne, z noclegiem u zakonników, co wzbudziło w niej niepokój. Napisałeś jej więc: „ Straciłem do Ciebie trochę szacunku. Kojarzysz mi się z alkoholikiem, który przestał pić, ale do końca życia będzie alkoholikiem i zapach wódki wzbudza w nim niepokój”. Jak się okazało zabolało ją to.

Jak było powiedziane nie potrzebujesz jej w miejscu gdzie masz być. <nieczytelnie zapisane krótkie słowo C. P. > Boi się by nie musieć uczestniczyć w starości Twojej mamy jako pomoc, pomoc która może doradzić i choć nie tak skuteczna jak lekarz, to biorąc pod uwagę doświadczenie – niedużo gorzej.

W mieście królewskim także na początku byłeś sam, dopiero potem zmieniło się to, lecz przecież było skromnie.

Co do niej, gdy będziesz na miejscu a przypadkowo się spotkacie, to jak zechcesz, możesz ją ignorować, ukłonić się tylko grzecznie i tyle:).



Twoja mama.

Minęły dwa miesiące, którymi jesteś zmęczony. Nie mogłeś też zadbać dobrze o swe leczenie, nadto przepadła Twoja operacja przepukliny przed przeprowadzką, bo teraz czas za krótki.

Chciałbyś, by mama skoro żyje mogła cieszyć się swym pokojem, być u siebie.

Jednak jest to możliwe gdyby przynajmniej sama chodziła do ubikacji. Umyła się rano, twarz, itd. i mogła chociaż pójść do kuchni, zrobiła sobie herbatę oraz wyjść na balkon gdy będzie cieplej, chodzić po domu chociaż w chodziku.

Teraz jednak musi być w ośrodku.

Twoja mama nie ma zdiagnozowanej, śmiertelnej choroby.

Będzie więc w ośrodku prywatnym i będzie miała pokój tylko dla siebie, co jest dość luksusowe.


Mówiliśmy o tym i że ja powiem gdy Twoja mama będzie w ośrodku prywatnym, związanym z jej niedomogami, choć wtedy była kwestia ewentualnej kliniki.

Tak czy inaczej, ten prywatny ośrodek jest teraz < nieczytelnie zapisane C.P.> [ jest] tańszy niż pobyt w prywatnej klinice.

To dobre miejsce, do tego jest w lesie, więc będzie miała dobre powietrze a zaczyna się wiosna.

Jednak są to koszty przekraczające Twój comiesięczny budżet.

Jest to sześć tysięcy złotych miesięcznie. Do tego masz teraz sprzątanie i zakupy do domu za 1600- 2000 tysiące złotych miesięcznie, czyli razem osiem tysięcy złotych. Do tego Twoje koszty dojazdu do tego ośrodka, raz w tygodniu, lub dwa, bo to dość daleko od Ciebie, choć blisko dużego miasta i codziennie Boży ludzie będą ją odwiedzać.

Twoje < nieczytelnie zapisane, ale w tym sensie, że „Twoje dojazdy przez miesiąc będą kosztować” C.P. > wydasz tysiąc złotych.

Czyli dziewięć tysięcy złotych dodatkowo wydasz, których nie ponosiłeś regularnie, (regularnie to sprzątanie czy zakupy).

Dodatkowo jednorazowy przewóz prywatną karetką ponad tysiąc złotych.


W ciągu pół roku wprawdzie wydatki na < niezrozumiale zapisane, ale chodzi o to, że w ciągu pół roku od końca wakacji do końca roku oprócz środków wydawanych na bieżąco choć udało się odłożyć trochę C.P.> zapas ten spieniężyłeś na odzyskanie tego co wydałeś na przeprowadzkę, ale też duże wydatki były w związku z mamą i z tym, że przyjeżdżałeś do niej zwykle dwa razy dziennie do szpitala. W styczniu wydałeś dodatkowo cztery tysiące złotych. W lutym trochę mniej, lecz koło trzech tysięcy.

Zatem powinno być tak iż otrzymasz te sześć tysięcy złotych teraz i przez kilka miesięcy. Nie mówimy o tych dwóch tysiącach bo to możesz oprzeć o swe comiesięczne wydatki, lecz tych sześciu, bez nowych środków, nie udźwigniesz.


Maria Magdalena patrzy mi w oczy, to jednak spojrzenie bardziej prywatne, kobiece, odnoszące się bardziej do tego co na początku przekazu niż słów teraz, od którego spojrzenia stopniało moje serce.

- Och Mario Magdaleno, Twoje spojrzenie.

- Koję Cię spojrzeniem, kobiecym bez ziemskich ograniczeń a zarazem idącym z moich ziemskich cech.

Chcę by przeniknęło Twą duszę i byś czerpał energię i wsparcie z tego ode mnie jako od kobiety, bo nie masz tej … „przyjaźni” która była. Ile była warta?

W każdym razie masz < nieczytelnie zapisane krótkie słowo. C.P.> a moje spojrzenie teraz bardziej Cię ukoiło i trochę odurzyło:) niżby to były pocałunki młodej i powabnej kobiety, której byś się spodobał.

- Dziękuję, święta < Prawdopodobnie zapisane święta C.P.> przyjaciółko z Nieba za to co dla mnie robisz.

- Tak, uniżam się, jak się uniżyłam wtedy kiedy byłeś zaskoczony sposobem w jaki Cię dowartościowałam:).


Maria Magdalena chciała pierwszy raz bym ją pogłaskał w duchu po głowie. Nie Ona mnie, ale ja Ją. < Nieczytelnie zapisane krótkie zdanie C.P.> .

Pocałowała mnie jeszcze w policzek, ale tak, że bardziej intensywnie niż w usta zwykle.

Przytuliła do siebie, lecz teraz bardziej jak siostra, może abym na zakończenie się za bardzo nie rozmarzał.


Co do krótkiego pobytu Twojej mamy w domu. Cóż i tak tu < „będą”, inne słowo nieczytelne, ale sens taki. C.P.> więc jak zechce niech zobaczy, na chwilę, swe dotychczasowe kąty i ją wwiozą a jak nie zechce to pojechać na miejsce.


- Dziękuję kochana Przyjaciółko.

- Zostań z Bogiem ukochany.

:)


Otrzymał Cyprian Polak (Krzysztof Michałowski)


Maria Magdalena.


Dodam jeszcze, że ponieważ ta pielęgniarka przekroczyła granicę i próbuje mścić się na osobach, które odwiedzają Twoją mamę zostanie ukarana fizycznie przez kobiety które będą pod Twoją komendą, przetrącą jej obie, mocno wytatuowane, ręce.


Dodamy także iż zły czuwa, i co do miejsca gdzie ma być Twoja mama zadziałał przez ludzi, bo jedynka która miała być została przez kogoś zajęta, choć wydawało się, że jest „zaklepana” jak to mówicie, zaś Niebo dało śmierć tamtej osoby aby Twoja mama mogła mieć jedynkę.

Tak zatem koszt będzie teraz mniejszy o tysiąc złotych, pięć tysięcy, zamiast wymienionych sześciu.

:)

- Dziękuję, święta Mario Magdaleno.



//////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////


Namaszczony – III wojna światowa – Krzyk o Różaniec !!!


https://www.youtube.com/watch?v=zPI0Xj1xnpc



Wspominanie Delegacji Tu – 154. Ostatnie chwile, godziny, dni.

 

+ Kochani

Zauważyłem, że pojawili się zwykli ludzie ( nie w Internecie), którzy w związku z tzw aferą Epsteina i przyglądając się jej uważniej mniej są już przewrażliwieni na punkcie tzw historii spiskowych i skłonni są bardziej niczego nie wykluczać także w kwestii Smoleńska.

Dlatego postanowiłem wrzucić swój materiał opublikowany w sierpniu 2011 na portalach: Salon 24, Niepoprawni, i Neon 24 (wcześniej Nowy Ekran).

Jak ktoś z was będzie chciał i miał okazję dać komuś takiemu, to myślę, że taki materiał uruchamiający myślenie jest dobry na początek.

Poniżej, przed artykułem, wstęp, który wtedy dałem.

 

...............................

Wspominanie Delegacji Tu – 154. Ostatnie chwile, godziny, dni.

Tekst niniejszy liczy blisko osiemnaście tysięcy znaków, czyli 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Proponuję zatem zrobić sobie herbatę , lub zostawić tekst na luźniejszy czas wieczorem. Aczkolwiek materiał, sądzę, czyta się dość łatwo (choć z drugiej strony wszystko co dotyczy tematyki „smoleńskiej” nie jest łatwe ani przyjemne) to jednak nie warto tego robić w ten sposób aby go przelecieć. Nie da się go przeczytać w ten sposób, poza tym wiele rzeczy umknie także i dlatego że jego istota w znacznej części zawiera się w formie. Tekst zaś traktuje o bardzo istotnych aspektach tragedii „smoleńskiej” do niedawna prawie nie podnoszonych.

Jest tak, że jeśli umrze jakaś osoba wspominamy w sposób szczególny jej ostatnie godziny, dni. Robią to osoby bliskie i dalsze. Mówi ktoś na przykład: „Przedwczoraj z nią rozmawiałem!” mając na myśli zaskoczenie wobec niespodziewanej śmierci. Niespodziewanej, ale naturalnej śmierci w wyniku utajonej choroby, bądź jej nawrotu. Tak jest w przypadku osoby prywatnej, szarego człowieka z sąsiedztwa.

 Podobnie wspominamy jeśli śmierć jest tragiczna, aczkolwiek będąca oczywistym wypadkiem na przykład kilkorga dziewiętnastolatków wracających samochodem z dyskoteki z miasteczka do swojej wioski, jadących z szybkością 170 h i uderzających w drzewo.

 W tych powyższych przypadkach znajdzie się na pewno wiele wspomnień w gronie najbliższych osób. Będą bliższe i dalsze, ale nie zabraknie wspomnień z ostatnich godzin, z ostatnich dni.

Jeszcze większa uwaga będzie zwrócona na relacje świadków widzących ostatni raz daną osobę jeśli poniesie ona śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach. Zwrócona przez policję i innych śledczych, o ile oczywiście nie ulega żadnym sugestiom, naciskom, poleceniom, co zakładamy ad hoc, aczkolwiek wiemy że nie zawsze tak bywa. Wtedy badane jest dokładnie kto ostatni widział denata, z kim się ten widywał przez ostatnie godziny, szczególnie ostatnią dobę. Co denat robił przez ostatni czas. Jest też takie żelazne określenie „48 godzin” – czyli dwie ostatnie doby szczególnie ważne. Słyszymy często, ostatnie dwa dni. Gdy potrzeba cofamy się bardziej wstecz, gdy o danej osobie nie mamy żadnych informacji. Więc po tych żelaznych 48 godzinach przede wszystkim dzień trzeci i gdy trzeba następne.

 Jeśli ktoś uważa że ma zbyt małe pojęcie o pracy policji w tego typu przypadkach biorąc pod uwagę tzw. real, z łatwością przypomni sobie oglądane filmy i seriale kryminalne, w których to nie raz mógł zobaczyć, a także programy typu „997”.

 W przypadku osób publicznych przekładnia zainteresowania zwykłych zjadaczy chleba związana jest z mediami. Ponieważ (rzecz oczywista) społeczeństwo znające osobę publiczną z mediów, gdy żyła, tylko za pomocą nich może dowiadywać się czegoś o niej po śmierci.

 A więc najprostsze działanie mediów jest takie: Im większe jest zapotrzebowanie społeczne tym więcej przekazuje społeczeństwu informacji o nieżyjącej osobie. Z naturalnych przyczyn biorą górę informacje z ostatnich godzin, ostatnich dni. Dla mediów z kilku powodów: najlepiej pamiętają je świadkowie kontaktujący się z nieżyjącym/ą w ostatnich chwilach, godzinach przed śmiercią, ostatnim dniu, dodatkowo najbardziej przeżywają te godziny, ostatnie dni, więc media mają szczególnie wzruszający materiał, autentyczny, świeży, a jak wiemy taki materiał zwiększa oglądalność, więc o taki materiał choćby z powodów merkantylnych im chodzi. Ponadto świadkowie pamiętają na świeżo ważne rzeczy, lub choćby atrakcyjne medialnie szczegóły, które można podać w sposób skondensowany i wyrazisty.

 Ilość i intensywność takich przekazów medialnych zależy od atrakcyjności nieżyjącej osoby dla odbiorców mediów. Jeśli jest bardzo duża oczywiście materiałów będzie dużo.

 Mamy też sytuacje wyjątkowe gdy telewizje w przypadku śmierci jakiejś wyjątkowo ważnej osoby dla państwa zmieniają nawet ramówkę.

Tak bywa zwłaszcza w wypadku szczególnie poruszającej zbiorowej śmierci, tragedii. Znamy taki przypadek z 11 września 2001 gdy nie tylko amerykańskie, ale telewizje całego świata zmieniały swoją ramówkę, bądź poświęcały tylko temu prawie czas kanały informacyjne.

W naszej smoleńskiej tragedii (jak wiadomo uznaną za wyjątkową w dziejach świata nie tylko przez nasz sejm, ale i odległe państwa ustanawiające na przykład jak Brazylia bezprecedensową w przypadku obcego państwa trzydniową żałobę) postacią na której skupiła się główna uwaga Polaków był śp. prezydent Lech Kaczyński. Uwaga była, stała się, jak też wiemy wyjątkowa i zaowocowała hołdem setek tysięcy zmierzających do pałacu prezydenckiego. Różnego rodzaju media szukały nieemitowanych zwłaszcza materiałów z Lechem Kaczyńskim i ogólnie z para prezydencką, a prasa i wydawnictwa przygotowywały albumy.

Ponieważ znamienitych osób które zginęły było wiele i mogło w przypadku którejś dojść do prezentowania śladowej informacji o niej i byłoby to czymś naturalnym (choć swoją droga można było się spodziewać o każdej filmu dokumentalnego, lub przynajmniej dłuższego reportażu) skupmy się na prezydencie.

Było oczywistym że zostanie pokazany przede wszystkim (tu w kontekście całej delegacji) odlot Tupolewa z lotniska na Okęciu połączony z wsiadaniem delegacji do samolotu. Najbardziej medialnie nośne są ostatnie chwile człowieka, które udaje się pokazać (zwłaszcza gdy wsiada do samolotu, który ulega katastrofie).

I telewizje (a przynajmniej tvp bo inne oglądałem wyrywkowo) spełniały to oczekiwanie...choć nie do końca.

No właśnie jak pokazywały ostatnie chwile delegacji w tym przede wszystkim prezydenta? Pokazywały, trzeba stwierdzić, nie raz, pokazywały jako powtarzającą się migawkę wchodzenie prezydenta po schodkach do wnętrza Tupolewa. Krótki był to fragment i tylko na schodkach. Prezentowany w czerni i bieli przeniknięty nastrojową muzyką. O ile pamiętam prezydent zatrzymuje się przed włazem i macha ręką. Macha ręką do stojących na lotnisku odprowadzających, żegnających. Symboliczna wymowa była taka (i taka też była intencja pokazujących i nasza w odbiorze) iż to ostatni gest prezydenta skierowany do Polaków.

I ja i wielu na pewno czuło pewien niedosyt. Ale czyż można było się nad tym zastanawiać dlaczego widzimy tylko prezydenta i tylko na krótkim fragmencie puszczanym w kółko, jakby nie było więcej materiału? Niejeden był zdziwiony trochę, ale zdziwienie przytłumiały emocje i żałoba i nie pozwalały mu się rozwinąć.

Jeśli bowiem telewizja, czy też serwis prasowy prezydenta (wtedy nie wiedzieliśmy że serwisu prasowego prezydenta nie było ani na Okęciu, ani w Smoleńsku) która nakręciła ten film, ten krótki fragment, tyle nam pokazała to uznaliśmy że tyle zostało nakręcone. Po prostu takie robocze sfilmowanie archiwizujące. To czy rzeczywiście tylko tyle materiału się kręci z wylotu głowy państwa za granicę, nie mówiąc o wyjątkowości delegacji nie zastanawialiśmy się. Być może zastanowiły się nad tym osoby zawodowo filmowaniem się zajmujące, ale nam nie powiedziały. Wydawało się też nam intuicyjnie że jest to prezydent na trapie z innej wizyty. Zaś pokazany dlatego że chodziło o symbol. Wszak prezydent wchodzący po schodkach trapu wygląda tak samo niezależnie od tego czy jest to wylot sfilmowany w dniu 10 kwietnia 2010, czy na przykład udający się z wizytą w podróż zagraniczną kilka miesięcy wcześniej. A dlaczego by nie miano pokazać prezydenta na trapie z 10 kwietnia, a pokazywać z innego czasu? Nad tym się nie zastanawialiśmy. Czy była do tego głowa? To tak jakby zastanawiać się na pogrzebie dlaczego odcień lakieru trumny jest taki a nie inny, albo dlaczego gospodyni (która znamy) robiąc stypę w domu wyciągnęła nie ten serwis obiadowy, którego się spodziewaliśmy, tylko inny.


W takim więc wspominaniu szczególnie cenne były osoby, których oczom były znane ostatnie chwile prezydenta i delegacji. Ostatnie znane ludzkim oczom, bo wiedzieliśmy że prezydent i delegacja mieli przed sobą .. (no właśnie, bo dokładnie nie wiedzieliśmy ile) jeszcze godzinę, półtorej, dwie godziny życia? W każdym razie tyle ile się leci do Smoleńska. Zresztą nad tym się nie zastanawialiśmy jak i nad standardami związanymi z podróżą samolotem. Oczywiście można by się spodziewać sytuacji, w której spiker pokazuje odrywający się od pasa startowego samolot i mówi że pasażerom zostało (na przykład) około 85 minut życia, bo na podobną rzecz każdy kiedyś tam w kinie, w telewizji, w radio się natknął, ale przecież nie musiało tak być. Poza tym brzmiałoby to może: pretensjonalnie? (o ile w tej sytuacji byłoby to odpowiednie słowo).

Można by się więc spodziewać jakiejś sytuacji w której medialnie dłużej pobędziemy na lotnisku Okęcie i będziemy widzami ostatnich chwil Głównego Pasażera i innych pasażerów na polskiej ziemi. A także rekonstrukcji takiego pożegnania jeśliby nakręcony materiał byłby znikomy (bo jak wyżej nie wiedzieliśmy ile... etc.).

Wróćmy do prezydenta na schodkach trapu. Mieliśmy pierwszego świadka, Polaka Sławomira Wiśniewskiego na miejscu tragedii, montażystę i przypadkowego kamerzystę katastrofy. Analogicznie takim podobnym świadkiem byłby kamerzysta filmujący prezydenta na schodkach trapu. Choć tu rzecz jasna nie tak unikalnym bo prezydent przecież odwracając się i pozdrawiając ręką nie pozdrawia tylko kamerzysty. Pozdrawia delegację, która stoi na lotnisku. Mógł więc kamerzysta ze wzruszeniem przed kamerami opowiadać jak to ostatni filmował śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego (i resztę delegacji chyba...). No ale póki co tylko prezydent z delegacji by wystarczał. Jednak tego sentymentalnego świadka (bo nie dowodowego jak Sławomir Wiśniewski) zlekceważono. (Ba, nie znamy nawet jego nazwiska.) A takich wspomnień sentymentalnych (choć nie z ostatnich chwil, godzin, poprzedniego dnia na polskiej ziemi) było dość dużo.

Telewizje jak wiadomo pokazują zwykle materiał obrobiony, ale czynią wyjątki gdy materiału filmowego jest mało, lub gdy jest wyjątkowy. Trudno przypuszczać by jakiś kamerzysta filmujący w ramach swego zawodu ( czyli jak to się mówi inaczej –profesjonalny) odlot prezydenta skręcił go tylko na schodkach trapu i do tego na ich fragmencie. No, ale tym razem nie poznaliśmy pozostałych fragmentów filmu z tak cennych dla zbiorowej pamięci ostatnich chwil prezydenta na polskiej ziemi. Każdy skrawek takiego filmu był cenny i pożądany.

Skoro już wiemy że prezydent machał ręką nie tylko, a nawet przede wszystkim nie do kamerzysty to odważymy się zadać niedyskretne pytanie do kogo machał? (choć wiemy że symbolicznie do nas) Musiał ktoś być jeszcze na tym lotnisku.

Czy przypominają sobie państwo rozmowy z osobami odprowadzającymi prezydenta a znajdującymi się na lotnisku emitowane w TVP, TVP info i innych mediach. Emitowane zaraz po katastrofie i w pierwszych dniach? Nikt sobie nie przypomni (chociaż kto wie, czasami tak bywa że im dalej w czas tym więcej świadków) bo ich nie było.

Ostatnie spojrzenie prezydenta skierowane w stronę konkretnej grupy ludzi, a my je lekceważymy. Być to mogło?

Zachowania mediów tym kontekście nie będziemy rozgryzać bo niezrozumiałe. Ale czy w dzisiejszym świecie ludzie będący w centrum wydarzeń muszą koniecznie czekać aż jakieś łaskawe media podejdą do nich, zwłaszcza gdy są depozytariuszami ostatnich chwil głowy państwa? Na pewno nie. Zawsze jakieś media przyjdą do nich. A nawet gdyby (ale tego w pierwszych dniach po katastrofie nie widzieliśmy) stosowały klucz polityczny to przecież są TV Trwam, Radio Maryja, Nasz dziennik, jest jeszcze Internet gdzie można choćby na gorąco zamieścić dokładne wspomnienie ostatnich chwil, dwóch trzech dni, ich służbowych części spędzonych u boku prezydenta. Odprowadzający delegację, do których Lech Kaczyński machał ręką, mieliby więc gdzie zaprezentować swoje wspomnienia z lotniska, gdyby uchowaj Boże ( a czego jak wiemy nie było w pierwszych dniach) nastąpił jakiś medialny bojkot pamięci prezydenta.

Dziwnym trafem nie zaprezentowano nam w owym czasie składu delegacji odprowadzającej prezydenta, ale w natłoku wrażeń to nam umknęło. Mogło też umknąć telewizjom, choć z drugiej strony musiały trzymać rękę na pulsie zapełniając swój czas antenowy wieloma rozmowami ze znającymi różnych członków delegacji. Tak mi się przy tej okazji wydaje że nie było żadnych, lub prawie żadnych generałów wspominających swoich kolegów. No, ale może tylko mi się tak wydaje.

Tak więc chętnym uchem łowiliśmy wspomnienia o różnych znamienitych osobach naszego państwa, ale wspomnień odprowadzających ( co jak się pisze przeoczyliśmy) nie zaznaliśmy.

No dobrze, a jaki jest ten skład delegacji odprowadzającej prezydenta, generałów, parlamentarzystów, innych na lotnisko? Skoro media się nim z nami nie podzieliły to zapytajmy najważniejszą osobę związaną z prezydentem po śmierci ministra Stasiaka, ministra Sasina.

Posiedzenie Parlamentarnego Zespółu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154M z 10.IV.2010 r. z dnia

22-09-2010 na które został zaproszony minister Sasin.

Poseł Zbigniew Kozak zadaje następujące pytania:

Panie ministrze, ja mam trzy pytania.

Pierwsze, to jest, kto odprowadzał pana prezydenta na lotnisko?

Drugie, kto widział wylot samolotu z pasażerami, czy to jest jakoś utrwalone? No i trzecie, czy jakieś służby, nie wiem, SKW śledziły w ogóle lot tego samolotu? I kto odpowiadał za bezpieczeństwo tego lotu i czy są na to jakieś dokumenty? Dziękuję bardzo.

Wszystkie trzy pytania są ciekawe i istotne, ale zapoznając się z trzema, pominiemy na razie w rozważaniach ostanie, a mając na uwadze to o co pytaliśmy także, czyli o filmowanie odlotu pana prezydenta skupimy się na tym które chcieliśmy zadać ministrowi Sasinowi, czyli kto odprowadzał prezydenta na lotnisko. Nim jednak do tego przejdziemy pragnę zwrócić uwagę na to że nie tylko my, zwykli zjadacze chleba nie wiedzieliśmy zaraz po tragedii kto odprowadzał naszego prezydenta i resztę delegacji. Nie wiedział tego także poseł Zbigniew Kozak. Ha, nie tylko nie wiedział zaraz po 10 kwietnia, ale nie wiedział do 22-09-2010 czyli przez pół roku po tragedii. Dodatkowo poseł był (jest) szczególnie zainteresowany sprawą tragedii smoleńskiej jako członek zespołu parlamentarnego i jako członek PiS. My zapoznając się z zeznaniem pana Sasina mamy cokolwiek gorszą możliwość, bo zdaje się nagranie dźwiękowe, jak stenogram były dostępne na stronie internetowej Parlamentarnego znacznie, znacznie później.

Pół roku później i unikalna i elitarna wiedza, która objawić ma minister Sasin. Ale oddajmy już głos panu ministrowi aby odpowiedział posłowi Kozakowi:

Na wszystkie pytania uczciwie powinienem powiedzieć, nie wiem.

?????????

Jest taka sytuacja. Minister Sasin zastępca szefa kancelarii prezydenta po śmierci ministra Stasiaka główna osoba obozu prezydenckiego pół roku po 10 kwietnia nie wie kto odprowadzał prezydenta. Można by tę sytuację zrozumieć (choć na pewno byłoby to bardzo nieładnie) gdyby minister Sasin wycofał się z życia politycznego, wycofał z uczestniczenia w podtrzymywaniu pamięci, wyjechał na Bermudy, lub do Mandżurii by tam w zaciszu spędzać czas. Można by to zrozumieć. Ale minister Sasin nie wycofał się. Jest głównym oficjalnym depozytariuszem pamięci prezydenta biorąc pod uwagę urząd. Przewodzi Centrum im. Lecha Kaczyńskiego . Jest obecny. Opowiada o prezydencie. Nadto jak by się wydawać mogło jest przecież szczególnie związany emocjonalnie. Czyż nie on płakał najbardziej ze wszystkich oficjeli w czasie pamiętnej mszy na placu Piłsudskiego? Jeśli więc „żyje prezydentem” czyż w gronie przyjaciół z byłej kancelarii prezydenta nie powspominałby ostatnich znanych chwil prezydenta, czyli na lotnisku gdzie delegacja wiernych druhów z kancelarii prezydenta odprowadzała go, a może i wcześniej jeszcze niż na lotnisku na przykład, w czasie jazdy na lotnisko gdzie wierni druhowie prezydenta z nim rozmawiali, a nikt nie spodziewał jaka tragedia się wydarzy, tak straszna, do tego tak mistyczna gdyż wszyscy ważni Polacy (oprócz rządu) chcieli oddać hołd tam w Katyniu naszym zamordowanym bestialsko oficerom. I Katyń zabrał kolejne ofiary. Fatum. I jeszcze wcześniej gdy prezydent opuszczał wraz ze swymi wiernymi druhami Pałac Prezydencki, i tuż przed opuszczeniem. Ostatnie rozmowy, gesty, słowa prezydenta.

Jakże cenne dla Polaków są (zwłaszcza były w okresie żałoby) te ostatnie wspomnienia. Ostatnia droga prezydenta z pałacu na lotnisko. A tymczasem pan minister Sasin nie zapytał? Nie pogawędził z kolegami, którzy odprowadzali głowę państwa? Nie chciał wiedzieć przez pół roku kto z jego kolegów, a wiernych druhów prezydenta widział go ostatni? Pojąć nie sposób. Nadto jeszcze pan minister Sasin spodziewał się że zapytają go o to dziennikarze i prawicowi i lewicowi, prawda? Zapytają zaraz po katastrofalnym rozbiciu się samolotu. Więc szybko nadrobiłby tę wiedzę, którą prosto zdobyć, bo przecież od życzliwych kolegów z kancelarii, braci w nieszczęściu, więc nie od jakichś nie lubiących prezydenta panów, tylko od swoich. Ba, można sobie wyobrazić wręcz że takie rozmowy pojawiają się bez jakiejkolwiek zachęty ze strony ministra Stasina, w czasie wspólnego spotkania, bez jednego słowa zachęty z jego strony koledzy, a wierni druhowie prezydenta, wspominają, wspominają.

Minister Sasin nie wiedział przez pół roku kto odprowadzał pana prezydenta na lotnisko.

Minister Sasin nie wiedział przez pół roku kto widział wylot samolotu i czy to było jakoś utrwalone.

Minister Sasin nie chciał zapoznać się z materiałami filmowymi, bądź zdjęciami które miały uwiecznić ostatnie chwile ukochanego prezydenta? Nie do uwierzenia. Co się stało proszę państwa!? Nie wiem wprost jakie pytania tu jeszcze zadawać, w tym odnośnie wiernych druhów prezydenta. No, po prostu nie wiem. Odnośnie wiernych druhów, bo choć minister Sasin nie wiedział i się nie dowiedział to inni wierni druhowie z kancelarii prezydenta wiedzieli, ci którzy odprowadzali. Bo chyba wiedzieli skoro odprowadzali? A może odprowadzając nie... bo ja nic już nie rozumiem. Chyba że tunelowanie poznawcze. W tunelu przysypany kamieniami i tylko pragnie by krew wypłynęła na wierzch i wskazała miejsce zbrodni. Tunelowania pojedyncze, tunelowania zbiorowe.

Ale, ale zapomnielibyśmy dodać jak minister Sasin tłumaczy swoją niewiedzę dotyczącą tego kto odprowadzał prezydenta. No bo przecież tłumaczy. I rzeczywiście tłumaczy. Bingo. Przede wszystkim z tego powodu, że ja od dwóch dni przed tym wylotem tragicznym już znajdowałem się, byłem w podróży prawda i wtedy znajdowałem się już w Smoleńsku.

No to już wiemy.. chociaż.. nie, nie wiemy dlaczego od dwóch dni w podróży (prawda) skoro do Smoleńska leci się 62 minuty. Z innych informacji nie wynika i minister Sasin raźno nie stwierdza że jechał pociągiem: był w innych wypowiedziach i samochód i samolot (jaki?) ponadto w tym zeznaniu równocześnie od dwóch dni jest w podróży i równocześnie znajdował się w Smoleńsku. Jak pisał prozaik i filozof Borghes: „Czas jest naszym największym i najbardziej trwożliwym problemem”.

Uzupełnijmy całość tej wypowiedzi: W związku z czym, ani nie jestem w stanie powiedzieć, czy ktoś pana prezydenta odprowadzał. Było w zwyczaju takim, że przy wylotach prezydenta ktoś z ministrów czy doradców prezydenta żegnał prezydenta na lotnisku, w tym sensie, że, ja szczerze przyznam się, że nie wiem czy ktoś wtedy żegnał jakby. (podkreśl. CP) W tym wszystkim, co się potem działo, ten szczegół mi umknął. Czy...

Przewodniczący Antoni Macierewicz:

Ja myślę, że minister Duda był ....?

Minister Jacek Sasin:

Nie wiem tego, właśnie tego nie wiem. (Cóż za pech tego właśnie nie wie.)

Szczerze mówiąc, jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby nawet to ustalić. (Ale jest za to szczery)

Ale, bo też nie wydawało mi się, że to rzeczywiście jakąś sprawę szczególnie ważną, no bo jakby (ulubione jakby słowo ministra Sasina – widać znajomość Faulknera) nie widziałem tutaj też żadnej tajemnicy w tym wylocie. Wydawało mi się, że tutaj nie było żadnej takiej sytuacji, które mogły mieć jakiś wpływ na to, co się potem stało.

Wzruszy nas też taki fragment wypowiedzi ministra Sasina, wiernego druha prezydenta : No nie posiadam takiej wiedzy po prostu. Nie mam takiej wiedzy, nie mam takiej wiedzy. (To odnośnie monitoringu lotu przez polskie służby). Ale pan minister Sasin jakby krzyczy. Nie ma tu wykrzykników, ale czyż możemy wątpić że przeżywa gdy trzykrotnie upewnia nas że nie ma takiej wiedzy. Liczba to znamienna bo wiemy że nim trzykrotnie kur zapiał.. A minister Sasin bardzo nas upewnia bo bardzo kochał pana prezydenta.

I aż dopiero potem pan T. Szczegielniak z kancelarii prezydenta podzielił się z nami ostatnimi chwilami prezydenta na polskiej ziemi, choć jakby nie do końca bo jakby (by użyć ulubionego wspomnieniowego słowa ministra Sasina) przyjechał, wszedł na taras widokowy (który był w remoncie) popatrzył i odjechał więc jakby nie wiemy kto odprowadzał pana prezydenta, był z nim w drodze od pałacu prezydenckiego.

I jeszcze dłużej czekamy na trzeciego druha pana prezydenta Andrzeja Klarkowskiego, który w lutym (nieco wężej) i w marcu (nieco szczegółowiej) dzieli się z nami ostatnim i unikalnym bo bliskim i dokładnym widokiem nie tylko prezydenta, ale.. całej delegacji! Wyobrażacie sobie Państwo! Całą delegację widział! Zuch! Gieroj! Niemal rok czasu trzymał te skarby dla siebie! Przypominają się postacie z literatury, będące projekcją wyrafinowanej potrzeby autora, smakosze chowający skarby bogatych wspomnień tylko dla siebie, aby w samotności je trawić jak bohater „Pachnidła” zapachy.

Tak to wygląda w skrócie dostępna historia dotycząca niektórych wspomnień o panu prezydencie i delegacji z ostatnich chwil pasażerów feralnego lotu Tu154 M o numerze bocznym 101 na polskiej ziemi.

Cyprian Polak


P.S. Wtedy tekst był jeszcze podpisywany pseudonimem, bez nazwiska. Nazwiskiem, obok pseudonimu, zacząłem podpisywać się z początkiem 2012 roku. Więc zostawiam taki podpis dla zachowania w tej formie jak było w chwili publikacji. Gdybyście komuś podali wydrukowany to bez „P.S.” i z moim też nazwiskiem.


Święta Maria Magdalena 25 II 2026

 

25 luty


:)


Mówi święta Maria Magdalena


Takie sytuacje jak ta, niesprawiedliwe, oczyszczają Cię abyś mógł zostać Gniewem Boga Ojca w mocy, ze wszystkimi obiecanymi atrybutami.

Po ludzku Twoja sytuacja jest niedobra a to z przyczyny Twojej mamy.

Wyszedłeś z siebie wreszcie w szpitalu a spodziewałeś się, że to się w końcu stanie jeśli pobyty Twojej mamy w szpitalu będą się ponawiać i przedłużać.

Ostatnio przy wypisaniu z poprzedniego szpitala o którym było mówione przy okazji oddziału na którym była Twoja mama, że tylko ordynator jest względnie dobrym fachowcem a reszta to konowały, ledwo wyjście z siebie powstrzymałeś. Dlatego, że ordynator chciał wypisać Twoją mamę do domu, która w ogóle nie jadła i nie piła, może poza wypiciem parę łyków na dobę.

Pan Bóg dał Ci spotkanie z lekarzem, chirurgiem naczyniowym zamówione przez siostrę z dużego miasta przy współpracy innej także, który powiedział Ci, że nie można pacjenta, który nie je i nie pije odesłać do domu. Postawiłeś się więc i Twoją mamę przeniesiono znowu do poprzedniego szpitala na oddział wewnętrzny.

Nie będziemy cytować szeregu zdarzeń, które doprowadziły do tego, że uniosłeś się, to znaczy nie powstrzymałeś.

Niebo, nieoczekiwanie dla Ciebie chciało byś założył, idąc do szpitala, szkaplerz który jest widziany również u Ojca Andrzeja. Wobec jednak Twojego uniesienia się w szpitalu, chociaż nikomu nie groziłeś, nie demolowałeś sprzętów, nie uderzyłeś, ani nawet nie wyzywałeś, pielęgniarki groziły, że wezwą na Ciebie policję i podtrzymywały to mimo że Ty, jeszcze wcześniej widząc tę sytuację, powiedziałeś że wychodzisz.

Niebo powiedziało Ci jakie będą konsekwencje dla tego szpitala i że patronat z Nieba będzie odebrany.

Teraz oto trudno Ci iść do tego szpitala. Wysłałeś kogoś.


Pamiętaj, jesteś Gniewem Boga Ojca i żadne dolegliwości Cię bez Woli Bożej nie spotkają. Jak było powiedziane możesz uderzyć policjanta w twarz i nie poniesiesz konsekwencji. Oczywiście musisz wyjść z siebie, tzn nie możesz „spróbować” czy Bóg „dotrzyma słowa”.

Teraz jednak nie pojedziesz tam ani jutro ani w piątek i sobotę.

Jeśliby Twą mamę chciano wypisać to musi to odbyć się przez znajomych, poprzez danie klucza do mieszkania, by Twoją mamę wnieśli do środka.


Nie całuję Cię w usta tylko dlatego, że teraz nie masz do tego nastroju.

Ściskam Cię mocno i pamiętaj, że ja sama mogę Cię obronić przed formacją wojskową, jeśli taka byłaby potrzeba, nim będziesz przemieniony.

- Dziękuję potężna i kochana Przyjaciółko.

- Całuję Cię jeszcze w policzek.


Maria Magdalena kładzie mi jeszcze dłużej rękę na ramieniu, mocno trzymając, nie łagodnie kobieco, tylko jakby po męsku, ciężką ręką.

-:)


Maria Magdalena odwraca się i odchodzi.


Otrzymał Krzysztof Michałowski (Cyprian Polak)

Św. Maria Magdalena 14 II 2026: Ledwie trzy dni później chciano jej zrobić drugą operację. Tej by nie przeżyła.

 

14 luty


+JMJ

Małe przypomnienie. Zaznaczenie kolorem tekstu przekazu pochodzi ode mnie. Z Nieba jest podkreślenie kreską, w tym samym kolorze co tekst.

C.P.


:)

Smutny uśmiech.


Nie będzie dzisiaj o „Walentynkach” bo i Niebo nie uznaje tego „Święta” a i Ty także nie, jeszcze przed przekazami.

Nie informujemy na bieżąco o wszystkich aspektach związanych z sytuacją, z chorobą Twojej mamy.

Jesteś zmęczony. Ma na to wpływ Twoja stała choroba, nie leczona od półtora miesiąca jak i bieżące rzeczy, zmiana z dnia na dzień. Jak jest pozytywniej, to na drugi dzień jest gorzej.

Stoisz oto przed sytuacją, że Twoja mama może być wypisana i nie będzie jadła, prawie nie będzie piła, do tego może sama nie iść do ubikacji, jak to robiła poprzednim razem, jak była w domu. Lecz jeszcze wczoraj wydawało się, że będzie inaczej. Pielęgniarka mówiła, że twoja mama jest w takim stanie, że może bez problemu chodzić, tylko domyślnie: nie chce. Dzisiaj inne pielęgniarki powiedziały Ci, że jest taka słaba, że ledwo siedzi.

Szpital, lekarze stwierdzili, że może jeść normalnie już, choć dieta lekkostrawna, ale odmawia szpitalnego jedzenia i picia. Wczoraj zjadła pół talerza Twojego rosołu z królika i ucieszyłeś się, jak i to, że zobaczyłeś, iż ma kał naturalnego koloru, brązowego, choć rzadki. Dzisiaj na darmo pojechałeś ze śniadaniem, a potem też obiadem. Nie uśmiecha się gdy Cię < nieczytelnie zapisane słowo C.P.>, nie cieszy się choć <niepewny zapis C.P „Równie przytomna”>.

Nie, <nieczytelnie zapisane słowo C.P.> nie miałeś jasności kilka dni temu jaki stan Twojej mamy przy wypisie ze szpitala.

Gdybyś wiedział, że niezbędna będzie opiekunka do starszej osoby od zaraz to byś musiał działać w tym kierunku. Poprzednio ,nie była niezbędna od zaraz.

Masz mało sił i jak rzekłam jednocześnie trudno Ci robić dużo. Odwiedzałeś ją dwa razy dziennie w szpitalu i w poprzednich dniach spędzałeś tu dużo czasu bo była po operacji.

Tak, zafundowano jej operację w ubiegłą sobotę, zaskakując ją zgodą na operację. Ty byłeś za drzwiami, bo weszli na wizytę i nie słyszałeś dobrze. Postawili Cię przed faktem dokonanym, bo jest przytomna i rozumnie odpowiada, itd. I po wyjściu z sali nawet by Cię o tym nie poinformowali gdybyś ich nie zapytał.

Trzy dni potem chcieli jej zrobić drugą operację. Lecz pierwsza, powód pierwszej, oparty była na fałszywej diagnozie. Po prostu robili na Twojej mamie diagnozę przez operację.

Lekarz w rozmowie z Tobą powiedział iż nie było zapalenia otrzewnej, jak sądzili, lecz na protokole operacji napisane jest: „ ostre zapalenie otrzewnej” już po otwarciu brzucha, czyli diagnoza w trakcie operacji i po jej zakończeniu zapisana różni się od tego co Ci mówił lekarz operujący.

Ledwie trzy dni później chciano jej zrobić drugą operację. Tej by nie przeżyła. Przy pierwszej prosiłeś św. Charbela o asystę i czułeś, że się obudzi. Lekarze czekali trzy godziny aż Ty pójdziesz i przystąpili do chorej ze szturmem. Uprzedzona przez Ciebie – odmówiła.

Druga operacja też nie miała na celu uleczenia schorzenia tylko zobaczenia po kilku dniach: co tam się dzieje. Podobnie Ci to wcześniej tłumaczyli, oczywiście nie w tak głupi sposób, lecz faktem jest iż nie potrafisz przytoczyć ich argumentów. Potem powiedzieli Ci, że to jest nieaktualne, a jak tylko poszedłeś chcieli wymusić na twojej mamie zgodę na operację, bo jak powiedziała: namawiali ją.

Dziwisz się, że Bóg dopuszcza takie szelmostwa, skoro jesteś Jego wybrańcem. Ty jesteś chroniony, ona nie. Nie jest, bo czytelnicy łatwo się domyślą dlaczego. Szatan więc uderza i teraz w nią wewnętrznie, bo jeść może.

Tyle.


Całuję Cię w usta, tulę do obu swych piersi:), ściskam ile mogę swymi silnymi ramionami.

Popatrzyła jeszcze na mnie smutnym < Nieczytelnie zapisane C. P.>.

Odwróciła się i odeszła.


(Napisane później.)

- Dziękuję , św. Mario Magdaleno .


Otrzymał Cyprian Polak ( Krzysztof Michałowski).

 

.................................................

Już po umieszczeniu przekazu na końcu dodaję komentarz spod poprzedniego wpisu.

 

Dybuk

Lekarze ? - dla mnie to zwykli bandyci. Zabili mi ojca w szpitalu na Bursztynowej w Międzylesiu. A "lekarz" powiedział dziwna sprawa rodzina pacjenta odwiedza i niedługo pacjent umiera. Nie powiedział że doprowadzili do sepsy co opisał patolog. - osoby starsze kładą przy oknach by je "przeziębić" to zaraz powoduje zapalenie płuc, z tego starsi już nie wychodzą.”

 

Święta Maria Magdalena 9 II 2026

 

9 luty 2026


:) Smutny uśmiech Marii Magdaleny.


Dowiedziałeś się właśnie, że niektórzy szpital, w którym jest Twoja mama po operacji - nazywają umieralnią.

Szkoda, że tego nie możesz dowiedzieć się tutaj od osób, które Cię znają i wiedzą kim jesteś, ale od przypadkowych osób.

Podobnie od innej osoby dowiedziałeś się, że jedynie ordynator tego oddziału na którym jest Twoja mama jest względnie dobrym fachowcem a osoba która Ci to powiedziała i jej dzieci są lekarzami, lecz nie tam gdzie mieszkasz, uważa lekarzy tego oddziału za konowałów i zna tego ordynatora. Miała mu powiedzieć, że dlaczego takich konowałów wziął na oddział a on mu na to: „ Co chcesz, aby tu w ogóle lekarzy nie było?”.

W związku z tym myślisz o przeniesieniu mamy do prywatnego leczenia, bo do dobrego państwowego nie wiesz jak. Nie dasz pieniędzy ordynatorowi cenionej publicznej placówki bo i mało umiesz a i nie zechce przyjąć < nieczytelnie zapisane C.P.> poza tym mają ich dość, po co im ryzykować, choćby nawet 20 tysięcy na przykład.

Zatem placówka prywatna w innym, dużym mieście.

Dopiero się rozpatrujesz i zorientujesz, powinien ktoś Ci jednak podpowiedzieć co do jednego miasta i nie bać się, że „ Twoją mamuśkę będzie mieć na głowie”.

:) Trochę cierpki może uśmiech, trudno go określić jednym słowem.

- Jeśli byłaby taka sytuacja że będzie to prywatna placówka, powiemy niezwłocznie o tym.

- Dziękuję moja droga przyjaciółko.

- :)


Całuję Cię w usta, w policzek. Tulę do swych piersi.

:)

Z Bogiem mój Krzysztofie.


Otrzymał Cyprian Polak (Krzysztof Michałowski)

Święta Maria Magdalena 1 II 2026

 

1 luty



:)


Mówi święta Maria Magdalena.


Przycisnęło Cię Niebo. Oczyszcza Twoją mamę, ale Ty na tym cierpisz, jak się domyślałeś, że tak będzie. Jeśli będzie chorowała Ty na tym ucierpisz.

Oto już tydzień po wyjściu ze szpitala ma biegunkę i krew w kale cały czas. Jednak nie było tak od wyjazdu ze szpitala, lecz przynajmniej 4 dni przed wyjściem. Szpital kłamał po prostu, że Twoja mama nie ma biegunki a sam to sprawdziłeś by upewnić się, że nie konfabuluje. Pryskała wodą z kałem zabarwionym na czarno, czy ciemnozielono jak to widzisz, jednak nie jadła żadnych zielonych roślin by to mógł być tego wynik.

Zatem jest to już ponad 10 dni. Zaczęło się też od takiej biegunki przed tym nim zostało wezwane pogotowie i została zabrana do szpitala.

Szpital, oddział wewnętrzny, jednak od początku lekceważył tę biegunkę, nie mówił o leczeniu jej. Znalazł wady w organizmie podczas badań dotyczące trawienia, ale nie leczył na biegunkę. Podobnie potem gdy Twoja mama, pierwszy raz w życiu pod koniec pobytu na oddziale wewnętrznym dostała zawał i skierowano ją do innego szpitala w tym mieście na oddział kardiologiczny. Tam udrożniono jej jedną żyłę, ale dalej był problem z biegunką, która się odnowiła. Pielęgniarki mówił do prowadzącej lekarki, że Twoja mama kłamie i nie ma biegunki a same zmieniały jej pieluchy (pampersy) i doskonale to widziały.

Niezwykła sytuacja, lecz miała miejsce. Przez tydzień teraz < teraz czyli w domu C.P.> Twoja mama ma biegunkę, pozbywa się jedzenia i picia i lekarstw, osłabienie, bóle brzucha i utrata krwi.


Na razie na tym zakończymy.


Otrzymał Cyprian Polak (Krzysztof Michałowski)

................


Kontakt ze słowem ode mnie. Nie z przekazami, ale świeżym słowem ode mnie jest też w shortsach na kanale.


Teraz. „Słowian na krzyżu. Słowianie pod krzyżem.

https://www.youtube.com/shorts/ZvnU35duUCc


Wcześniej.


Pierwsza wielka mistyczka i ponowna dziewica”

https://www.youtube.com/shorts/n4ejIWzMdtI




Święta Maria Magdalena. 28 I 2026 - Krótkie pouczenie w jednej sprawie

 

Święta Maria Magdalena, 28 stycznia


:)


Głowa do góry.


Chcesz jeden dzień na wyjeździe spędzić w towarzystwie, które Ci odpowiada. Lecz cóż, nie masz takiego towarzystwa.

Wysłałam Cię na urodziny, bo wiedziałam, że to dobrze Ci zrobi. Tutaj zaś..

Traktujesz kobiety jak niewinne i choć są nawet zbliżone do Boga to przecież nie są takie. Niedawno wspominałam o swoim ponownym dziewictwie. To jednak dar wyjątkowy.

Zawsze było mówione, że dar wewnętrznej niewinności jest mocny w Tobie.

Jednak taki sam komplement śmiały, który powiesz, inaczej odbierze dziewica a inaczej kobieta doświadczona, która nawet jest miła Bogu i prawie mistyczka.

:)


Pojedziesz w góry. Oczywiście utrudnić to może sytuacja z Twoją mamą. Jeśli pojedziesz na tydzień, codziennie powinien ktoś przyjść do niej, nie mówiąc o tym, że mogą być braki w zakupach.

Źle się czujesz, ale musisz się o to starać.


Całuję Cie mocno.

W usta, w nosek:)

W skroń. Tulę do siebie.

:)


To krótka rozmowa więc szybko będziemy rozmawiać.


Otrzymał Cyprian Polak (Krzysztof Michałowski)

Rozmowa z błogosławioną Ewą, matką wszystkich ludzi. Poniedziałek Wielkanocny (2021)

  Poniedziałek Zmartwychwstania Pańskiego (2021) Rozmowa z błogosławioną Ewą, matką wszystkich ludzi. Około 9.30 - Oto jestem, Krzy...