CyprianPolakWiaraDodatki

Święta Maria Magdalena 4 lipca 2026/ Dowód na Boże Wybraństwo Polski - cenzurowany/ Tekst Orędzia z Osuchowej/ Moja przygoda z żydami na cmentarzu - przypomnienie/ moja przygoda z czarownicą - przypomnienie

 


+JMJ

Nowy wpis nie miał być wcześniej niż w środę, tak miałem podane, gdyby nie było przekazu i tak byłby "dopiero" w środę. (Ostatecznie data czwartkowa, ale wcześniej niż rano).

Jest okres wakacyjny, bądź co bądź, więc jednorazowo dwie rzeczy lżejsze, choć zasadniczo tego nie oczekujecie, przypomniane. Pod przekazem.

...................................................


Wtorek, 4 sierpnia


Święta Maria Magdalena


Witaj Krzysztofie


:)


Jesteś po święcie Boga Ojca.

Bardziej zmęczony, lecz też bardziej zadowolony i także Bóg Ojciec zadbał o Twą aktualną sytuację finansową i masz na kaucję < za nowe mieszkanie C.P.> opłatę za nowe mieszkanie, oraz inne wydatki.

Jednak wróciłeś z rekordową temperaturą, jak ją zmierzyłeś w domu, wczoraj pod wieczór, o dwie kreski więcej niż największa którą zanotowałeś.

Przypuszczałeś, że możesz mieć utajone zapalenie płuc „bezobjawowe” czyli z brakiem widocznych objawów poza gorączką i osłabieniem.

Lekarka u której byłeś w środę nie wspomniała o tym, choć skierowała Cię na RTG klatki piersiowej. Wykupując leki w aptece wspomniałeś, że masz już gorączkę prawie 40 dni i młoda aptekarka powiedziała, że jej dziadek tak miał. Po przeziębieniu, które wydawało się wyleczone miał stan podgorączkowy sięgający czasami [ gorączki] 38, często 37. RTG nic nie wykazał dopiero ( Rezonans, nie pamiętasz, rezonans, czy tomograf komputerowy) wykazał to ukryte zapalenie płuc.


Ze względu na wyjazd w sobotę nie zacząłeś brać leków, także masz przepisane wziewy, bo wiedziałeś, że na wyjeździe i nie znajdziesz na to czasu, bo to nowe leki i możesz brać je w kratkę, jak i nawet swój lek, który bierzesz regularnie, na krótkich wyjazdach zdarzy Ci się go brać w kratkę.


Zatem zacząłeś dopiero od poniedziałku wieczorem. Jeśli nie przejdzie i nadal będzie podwyższona temperatura udasz się do niej dopiero w przyszłą środę. Może zechce Cię położyć do szpitala na kilka dni.

W każdym razie oprócz, naturalnych, ludzkich obaw o zdrowie, chociaż bardzo się tym nie przejmujesz, jest problem z przeprowadzką. Masz de facto 3 tygodnie, bo przecież klucze oddać chcesz nie w ostatni dzień sierpnia późnym wieczorem, ale te 3 dni wcześniej. Nawet gdyby jednak ostatniego dnia. Twoja stała choroba i osłabienie utrudnia Ci to mocno, zaś taka gorączka, czy stan podgorączkowy osłabia, co widać choćby gdy się budzisz i masz mokrą pościel w okolicy torsu i górną piżamę. Dodatkowe osłabienie uniemożliwia Ci to.


Cóż, przedłużałeś dwa razy < Tzn od maja. C.P.>

Dopust daje Niebo. Właściciele pytali Cię na początku roku nie znając Twych planów, czy przedłużasz na kolejny rok, ale gdy chciałeś ze względu na chorobę w końcu czerwca i początkach lipca sądząc, że będzie krótko i będziesz całkiem zdrowy – przedłużając do końca sierpnia – mówili, że się zastanowią bo poczynili już plany względem tego mieszkania.


Plany planami a choroba chorobą. Jesteś przecież bardzo nieszczęśliwy, że miałbyś im płacić jeszcze kolejny miesiąc, tym bardziej dwa, za to mieszkanie, niemałą kwotę.

Masz zalecenia od lekarza z lekami, wyślesz im bo mogą pomyśleć, że coś kombinujesz.

Nie znają Cię i nie szanują, w ogóle, bo Cię nie znają. Nie jesteś dla nich kimś.

:)

Zaś oczywiście, uznają, że gdybyś był bogaty, to byś kupił mieszkanie, potem je sprzedał. Masz też rację, że wynajmujący nigdy nie szanują do końca tych, którym wynajmują bo uznają, że ich nie stać na kupno takiego mieszkania, które wynajmują.

Oczywiście mogą mieć własne < nieczytelne słowo C.P. > [ mieszkanie] którego nie chcą sprzedać a potrzebują mieszkać gdzie indziej, ale szanować będą dopiero tego co ma mieszkanie i < nieczytelne krótkie słowo C.P.> i kupi drugie i trzecie oraz ma samochód za 300 tysięcy złotych.

:) Uśmiech z grymasem.

:) normalny uśmiech.


Zatem, oczywiście, powoli możesz się pakować, przeglądać rzeczy, bo jesteś zbyt zdrowy by cały czas leżeć, ale niewiele zrobisz w tej sytuacji.


Z taką temperaturą też Ci niesporo jechać na wypoczynek.

Zresztą dopiero byś to zrobił, dłużej trochę, (gdyby sprzyjała pogoda) jak będziesz miał podpisane nowe przedłużenie.

Musi być zresztą w ten sposób: nie na konkretną datę, tylko przypuszczalnie i jak lekarz stwierdzi, że jesteś całkiem zdrowy i Ty będziesz czuł się zdrowy < nieczytelnie zapisany fragment ,ale chodzi o to, że od tego czasu jak lekarz stwierdzi, że jestem całkiem zdrowy i ja się tak będę czuł. C.P.> od tego czasu miesiąc i tydzień. Tydzień na dojście do siebie, miesiąc na przeprowadzkę.

- Mario Magdaleno dlaczego taki dopust.

-:)

Całuję Cię. Co do < Nieczytelnie zapisane. Być może „ co do reszty to wiesz. C.P.>.

- W związku z tym winieneś teraz zrezygnować z tego na co Niebo Ci pozwalało.

- Tak, Mario Magdaleno.

- Oprócz „prezentów”

:)


Całuję Cię w policzek, tulę mocniej. Przytuliłaby mocniej do siebie, z dużym dekoltem < nieczytelnie zapisane słowo. C.P.> ale trzeba ograniczeń teraz Twej zmysłowości, więc nie tulę < nieczytelnie zapisane, ale chodzi o to, że nie tyli do siebie z przodu C.P.> i tulę z boku.

Wiesz, że nie żałowałabym Ci pocałunków, bo teraz jesteś biedny, ale obecnie tak trzeba.

- Dziękuję Mario Magdaleno.

- A dzisiaj.

Cóż. Po przyjeździe następny dzień winieneś być z domu. Później wybierzesz się do galerii na małe zakupy i trochę ucieszyć tam oko:).

:).

Ściskam Cię jeszcze raz, nie tulę do siebie mocno;

Całuję w policzek, muskam tylko.


Maria Magdalena jeszcze lekko zmierzwiła mi włosy na czole.

Odwraca się i odchodzi.


- Dziękuję święta Maria Magdaleno.


Otrzymał Cyprian Polak (Krzysztof Michałowski)



////////////////////////////////////////////////////////////////////////


Dowód na Boże wybraństwo Polski – cenzurowany

https://www.youtube.com/watch?v=zyL7Y3QGxoY


Tutaj, w materiale danym na kanał wróciłem do tematu Osuchowej.

Uzupełnię też, jakby nie było do końca jasne w tekście nagranym na materiał: Na stronie internetowej jest wszystko to co pod krzyżem: oprócz tych właśnie dwóch zdań:

Tu stanie nie tylko świątynia, tu będzie również stolica Króla Polski.

Tu będzie Sąd Boski – Dolina Jozafata.


Na stronę Sanktuarium wchodziłem pierwszy raz w roku 2020 lub 2021. Wydaje mi się, i tak pamiętały też inne osoby, że wtedy te Słowa były na stronie internetowej Sanktuarium i gdy niedługo potem, za kilka miesięcy bodaj, zajrzałem ponownie, już ich nie było. Być może zbiegło się to ze zmianą kustosza. To zapewne do sprawdzenia.

Jednak poprzedni kustosz Sanktuarium choć być może nie cenzurował Matki Bożej na stronie internetowej, czyli w miejscu gdzie może zajrzeć każdy i może się to stąd rozpowszechniać (książkę z cytowanym Orędziem nie każdy znajdzie albo raczej mało kto, a taka internetowa strona Sanktuarium jest ważnym źródłem i uznawanym za wiarygodne, jakby ktoś przeczytał gdzie indziej i podejrzewał że ktoś coś pomylił albo. wprost zmyśla to wydaje się, nie lepszy od swego następcy. Mamy tutaj jego wypowiedź w programie telewizji Trwam. 

https://www.youtube.com/watch?v=oMGJU0IGV9c

Nie tylko nie wspomina o tych dwóch wyjątkowych rzeczach a szczególnie jednej, ale nie mówi o niczym prawie co jest w tych Objawieniach. Mówi, że Matka Boża zachęcała do modlitwy Różańcowej i do dobrego życia, przestrzegania przykazań. I to wszystko.

Nie stać go nawet do zacytowania tego co i dzisiaj jest na stronie Sanktuarium: parafianowaosuchowa.pl/ sanktuarium

np. „ Matka Boża wzięła w rękę wody z tego źródła i pokropiła nią złożonych niemocą i kaleki. Boże, co za widok!

Wszyscy wstali zdrowi i weseli, pełni szczęścia i wdzięcz-

ności. Tym, co rąk i nóg nie mieli, odrosły im momental-

nie. Ci, co byli złożeni paraliżem, odrzucili kule, aby cho-

dzić o własnej sile. Innym, ranami i wrzodami okrytym,

pod działaniem tej cudownej wody zagoiły się te bolesne

rany, i tak wszyscy zostali uzdrowieni (..) „ Istotne jest to, że takiej sytuacji jeszcze nie było, więc jest to przyszłość.

Tym bardziej to „Na całej kuli ziemskiej nie ma i nie będzie takiego

miejsca jak to, na którym klęczycie. Bóg Ojciec od

wieków upodobał sobie to miejsce dla chwały mojej

i swojego Syna Jednorodzonego.” Choć oczywiście ten czy inny ksiądz nie musi jeszcze uciekać od tych słów jak diabeł od święconej wody jak od informacji że w Osuchowej odbędzie się Sąd Ostateczny. ( My rozummy jednak, że będzie to wielki obszar, zatem, obejmujący raczej i Ziemię Królewską – Grębki i Wyszkowskie Wzgórze i Osuchową. Wpływ Tuchełki do rzeki Bóg. Bóg w tamtej części. Bardzo prawdopodobne, że na Wyszkowskim Wzgórzu, na Tronie, w który zmieni się w jakiś sposób Świątynia z Wyszkowskiego Wzgórza, której jeszcze nie ma, w czasie Sądu Ostatecznego będzie zasiadał Bóg Ojciec).

Czy to „Cały świat sponiewierał prawa Boże i poprzekręcano

kościelne ustawy.

Pycha tak dalece zawładnęła ludzkością, że chwałę,

jaka należy się Bogu, ludzie przywłaszczają sobie,

a wszelka umiejętność i wynalazki nowoczesnej

techniki są przyznawane ludziom.”.

No, ale nie, on nie może - ten ksiądz. Może tylko powiedzieć z całego Orędzia w osiemnastominutowym filmie, że Matka Boża mówiła żeby odmawiać Różaniec i przestrzegać przykazań. Mógłby spokojnie zdążyć przeczytać całe Orędzie, plus wizja jak to mamy przekazane.


Pod spodem cytuję całe Orędzie:


Ciekawostką” jest to, że na stronie Osuchowa.pl będącej chyba stroną gminy, czy wioski, w każdym razie stroną świecką mamy całe Orędzie bez cenzury, choć jest też obok w wersji jeszcze bardziej ocenzurowanej i nic nie mówiącej.

https://osuchowa.pl/obiekty.html


W pliku „Orędzie Matki Bożej Osuchowskiej”


ORĘDZIE MATKI BOŻEJ OSUCHOWSKIEJ


  • Jam jest Służebnica Pańska, Matka Boża Częstochowska. Przybywam do was z Częstochowy.


  • Miejsce, na którym klęczysz, przed wiekami zostało przez Boga przeznaczone i dla Mnie wybrane. Ja sobie to miejsce ulubiłam. Oczekuję was z utęsknieniem, dzieci moje.


  • Wy, którzy na to miejsce przychodzicie, znajdziecie łaskę u mojego Syna. Wielkich łask Bożych doznawać będzie każdy, ktokolwiek tu przybędzie z wiarą i miłością.


  • Cały świat sponiewierał prawa Boże i poprzekręcano kościelne ustawy. Trwajcie silnie przy świętej wierze katolickiej, bo ona tylko jest święta i prawdziwa.


  • Jezus, Syn mój ukochany, zagniewany jest na cały świat. Miecz sprawiedliwości dosięgnie grzeszący świat, bo miara Bożej sprawiedliwości już się przebrała. Pycha tak dalece owładnęła ludzkością, że chwałę, jaka należy się Bogu, ludzie przywłaszczają sobie.


  • Czyńcie pokutę i nawróćcie się szczerze do Stwórcy i Pana.


  • Przychodźcie tu licznie. Codziennie pozdrawiajcie Mnie świętym różańcem, który jest bardzo Mi miłą modlitwą.


  • Błogosławię ten strumień wody. Pragnę, aby pod moje stopy słano lniane płótno, a Ja będę je błogosławiła.

Płótno i woda mają moc leczniczą, aby wszyscy, co będą ich używać, uzyskali pomoc dla duszy i ciała.


  • Ja jestem z wami i po wszystkie wieki tu pozostanę.


................

Poniżej jednak jest całe Orędzie w pliku „Orędzie i Nowenna do Matki Bożej Osuchowskiej.”


/////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////


Daję tekst Orędzia bo może ktoś nie ma:


Jam jest Służebnica Pańska, Matka Boża Częstochowska.


Miejsce, na którym klęczysz, przed wiekami zostało

przez Boga przeznaczone i dla Mnie wybrane.

Ja sobie to miejsce ulubiłam i przybyłam do was

z Częstochowy.


Jezus, mój Syn ukochany, jest srodze zagniewany

na cały świat, wymierzona jest kara dla ludzkości.

Miecz sprawiedliwości dosięgnie grzeszący świat,

bo miara Bożej sprawiedliwości już się przebrała.

Kara Boża dosięgnie ludzkość* . Ludzie z głodu lizać

będą kamienie, a ludzkie trupy porozrzucane będą

jak snopy w żniwa.

(* W jednej z wizji Matka Boża błagała Jezusa słowami:

Synu mój, daruj im jeszcze tym razem, przepuść tę karę!”)


Cały świat sponiewierał prawa Boże i poprzekręcano

kościelne ustawy.


Pycha tak dalece zawładnęła ludzkością, że chwałę,

jaka należy się Bogu, ludzie przywłaszczają sobie,

a wszelka umiejętność i wynalazki nowoczesnej

techniki są przyznawane ludziom.


Pobożność jest rzadko spotykaną cnotą, a ci, którzy

ją praktykują, są wyśmiewani i wyszydzani.


Czyńcie pokutę i nawróćcie się szczerze do Stwórcy

i Pana, bo inaczej zginiecie.


Trwajcie silnie przy świętej wierze katolickiej, bo

tylko ona jest święta i prawdziwa.


Codziennie pozdrawiajcie Mnie świętym Różańcem,

który jest Mi bardzo miłą modlitwą.


Jeżeli czci należnej nie będziecie Mi oddawać, biada wam! Kara Boża was dosięgnie, a bez mej opieki zginiecie.


Wszyscy, którzy na to miejsce przyjdą i będą polecać

się mojej opiece, nie zginą.


Wy, którzy na to miejsce przychodzicie, znajdziecie

łaskę u mojego Syna.


Przychodźcie tu licznie.

Wielkich łask Bożych doznawać będzie każdy, ktokolwiek tu przybędzie z wiarą i miłością, i pozdrowi

Mnie modlitwą różańcową.


Miejsce to od wieków jest wybrane na chwałę moją

i Syna mojego.


Tu stanie nie tylko świątynia, tu będzie również sto-

lica Króla Polski.


Oczy całego świata będą zwrócone na to miejsce,

gdyż jak ogonek w jabłku pośrodku się znajduje,

tak to miejsce na kuli ziemskiej.

Tu będzie Sąd Boski – Dolina Jozafata.


Z miłości ku wam, dzieci moje, dam wam źródło

wody**

, a ktokolwiek z wiarą napije się jej lub dotknie

chociaż rąk, nóg lub oczu nie ma – otrzyma zaraz

nowe członki i wszelkie choroby znikną bez śladu.

Nawet zmarły skropiony tą wodą, z woli mojego

Syna powróci do życia.

A każdy, kto będzie prosił o łaski, odbierać je będzie

w obfitości.


(** Po jednej z wizji Marianna Andryszczyk złożyła następujące świadectwo: „Widziałam źródło cudowne, z którego płynęła czysta woda, przy nim stała Matka Boża,

a wokół źródła mnóstwo przeróżnych kalek i chorych.

Matka Boża wzięła w rękę wody z tego źródła i pokropiła nią złożonych niemocą i kaleki. Boże, co za widok

Wszyscy wstali zdrowi i weseli, pełni szczęścia i wdzięczności. Tym, co rąk i nóg nie mieli, odrosły im momentalnie. Ci, co byli złożeni paraliżem, odrzucili kule, aby chodzić o własnej sile. Innym, ranami i wrzodami okrytym, pod działaniem tej cudownej wody zagoiły się te bolesne

rany, i tak wszyscy zostali uzdrowieni. Ci zaś, których

diabeł trzymał w swej władzy, a nawet ci, którzy byli

opętani, zostali w jednej chwili uwolnieni. Grzesznicy

bili się w piersi a wszyscy razem chwalili Boga, że tak

wielkie rzeczy uczynił przez Maryję.”)


Błogosławię ten strumień wody, który w pobliżu

przepływa.

Pragnę, aby lniane płótno słano pod moje stopy,

a Ja będę je błogosławiła.

Płótno i woda mają moc leczniczą, aby wszyscy,

którzy będą ich używać, otrzymali pomoc dla duszy

i ciała.


Na całej kuli ziemskiej nie ma i nie będzie takiego

miejsca jak to, na którym klęczycie. Bóg Ojciec od

wieków upodobał sobie to miejsce dla chwały mojej

i swojego Syna Jednorodzonego.


Ja jestem z wami i po wszystkie wieki tu pozostanę.


Oczekuję was z utęsknieniem, dzieci moje.


***********************************************

Orędzie to było przekazywane

przez Mariannę Andryszczyk (ur. 1877 – zm. 1935)

w Nowej Osuchowej od 1910 roku.

Spisał je na podstawie relacji naocznych świadków

ks. Edmund Szuba (ur. 1913 – zm. 1959


Jest to z internetu, trzeba by jeszcze sprawdzić z książką, którą posiadam, ale dostęp do niej nie jest natychmiastowy. Wydaje mi się, że powinno być „dla chwały Swojej” dlatego trzeba sprawdzić, ale poza tym wszystko jest raczej ok.

Powstrzymajcie się więc od propagowania dopóki nie będzie to sprawdzone z książką. Może ktoś kto ma pod ręką książkę Bożego księdza z tamtych stron o Osuchowej prześle mi skan Orędzia z książki.

C.P.


////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////


Opowiem wam jeszcze inną przygodę swoją. Moje spotkanie z czarownicą


Przed laty odbywałem małą ekskursję po górach Opawskich. Po stronie polskiej. Południowy kraniec opolszczyzny.


W pewnym miejscu, na szlaku, poczułem się nieswojo. Nie wiedziałem jaka może być tego przyczyna, ale wyczułem, że to aura miejsca. Skąd się to brało nie mogłem odgadnąć, ale widziałem, że coś niedobrego jest blisko mnie. Po prostu zła aura. Ale cóż, idę, jest szlak, jest dzień. Jednakże nie pamiętałem czegoś takiego.


I oto widzę przed sobą ze wzgórza, które przecina wytyczony, szlak schodzi, zbiega: coś. Kobieta, wielka, na oko dwumetrowa, albo nawet jakie 2.20 i nie tyle schodzi ale raczej zsuwa się, zbiega. Zsuwa się sprawnie, ześlizguje się tak szybko, jak nie potrafiłby doświadczony piechur, a właściwie jak nie może zrobić człowiek.


To jeszcze byłoby pół biedy, natomiast jej twarz była nieruchoma. Uśmiech, nienaturalny od ucha do ucha, jak namalowany.  Oczy chłodny błękit, ale jakby niewidzące, wycofane w głąb.. czegoś tam.. również nieruchome. Rumieńce na policzkach. To wszystko jeszcze bym chciał może złożyć na karb tego, że źle widzę, choć widziałem wyraźnie, ale dopełniały to czarne warkocze, które nie zwisały pionowo w dół, czy też nie poruszały się pod wpływem intensywnych kroków, ale sterczały jak kije na boki, pod kątem 90 stopni od głowy i nie drgnęły ni trochę co pod wpływem tak intensywnych ruchów nie było możliwe. ( Długość ich była, gdyby zwisały normalnie - do połowy pleców). Wiek, na oko 28 lat.

Dopełniały tego zamaszyste ruchy rękami, w takt kroków, jak wahadło, nie przed siebie, ale na bok tułowia, takie aż pod pachy.

Do tego wszystkiego z tej odległości, przy moim wzroku, nie powinienem widzieć dokładnie twarzy tego czegoś, a widziałem.


Gdy to wszystko zakonotowałem zrozumiałem, że jakieś złe wali na mnie. Zwolniłem kroku, ale to zasuwa na mnie tak samo szybko jak przedtem.

Myślę, cóż robić, odwrócę się tyłem, raczej niedobrze, może jak zwierzę zacznie gonić za mną. Iść naprzeciw też niedobrze.

Myślę, zrobię tak. Zejdę na bok, znajdę lagę. Złe mam nadzieję i tak mi się wydaje, będzie zasuwać prosto przed siebie i minie mnie i pójdzie dalej.

Zszedłem na bok, znalazłem dobrą lagę. Przejdzie to przejdzie, skręci na mnie to cóż robić, zdzielę lagą i zaciskałem ją mocno w dłoniach, ale też ufałem w opiekę mego Anioła Stróża, że ten nie pozwoli aby złe wlazło na mnie, dotknęło mnie.

Trzymam już tę lagę w pogotowiu, stoję z boku, złe, dziwna „kobieta” jest już blisko, nagle  zamiast niej jest niewysoka kobiecinka, która idzie powoli i wygląda całkiem normalnie, a twarz jej niepodobna do tamtego czegoś. Wygląda jak normalna turystka na szlaku.


Puszczam lagę, podchodzę te parenaście metrów do szlaku i idę  naprzeciw kobiecinki. Spotykamy się, widzę, że wygląda trochę niepewnie. Pozdrawiamy się jak ludzie na szlaku. Po trzydziestce, dobrze ubrana, zadbana, trochę się dziwię, że idzie sama. Od słowa do słowa i ona mówi mi, że się mnie przestraszyła. Dobre sobie, to ona mnie przestraszyła i mówię jej to i pytam dlaczego się mnie przestraszyła”. „Taki wielki pan był jak schodził z tego wzgórza, zbiegał właściwie, nienormalnie wielki. I tak szybko pan szedł, zbiegał. I wymachiwał pan bardzo mocno rękami”.

Wcześniej ja też schodziłem ze wzgórza, ale było to nim ją zobaczyłem lub zobaczyłem dokładniej, może dlatego, że miała dobry wzrok, więc ona mnie wcześniej trochę zobaczyła, wielkiego, ( wielkoluda) i zbiegającego ze wzgórza, niż ja ją. Oczywiście z tego wzgórza nie tylko nie zbiegałem, ale nawet nie schodziłem szybko, a nawet już wtedy zwolniłem chyba kroku co do swej normalnej marszruty bo wyczułem tę aurę. Rękami nie wymachiwałem, nigdy tak nie robię, tym bardziej, że zacząłem iść powoli i niepewnie.


Wtedy ja jej opisałem „jej” wygląd. Popatrzyliśmy na siebie. Gdyby tylko jedno z nas coś takiego widziało to by drugie nie uwierzyło, a tak dwoje obcych ludzi. Powiedziała, że nigdy się jej coś takiego nie zdarzyło, ja mówię że mi też nie. Powiedziałem jej też jak zszedłem ze szlaku i jak to odbierałem i jak miałem zamiar zdzielić to coś lagą gdy na mnie szło mimo zejścia jej z drogi. Strapiona trochę, oceniając moją na oko pewną krzepę, powiedziała że dobrze, że tego nie zrobiłem.


Nadszedł jej mąż, rówieśnik, okazała się, że nie szła sama, ale puściła się trochę przodem. Opowiedzieliśmy mu to. Wcześniej powiedziała mi, abym mu to opowiedział, bo on jej nie uwierzy. Wysłuchał nas, widać było, że gdyby jedna osoba mu to opowiedziała, w tym własna żona, to by to zbył, ale że dwie obce sobie osoby, które dopiero się spotkały i nie mogły umówić co do takiej historii mówią to samo nie mógł zaprzeczyć. Po tym i po wymianie jeszcze kilku już potem neutralnych bardziej uwag na temat szlaku itd. każdy poszedł swoją drogą.


Okazało się, że miejsce w którym pojawiła się ta istota to było miejsce śmierci czarownicy. Czarownicy, która została zamordowana przez miejscową ludność, (czyli niemiecką i zniemczoną od pradziadów) w połowie XIX wieku. I był to ten miesiąc, w którym to się stało, a nawet dokładnie dzień i pora dnia.

Była tam tablica informująca o tym.

Zdaje się, że nic złego nikomu nie robiła. Była też zielarką i leczyła ludzi.


Jednakże, widać po tym co pokazała, kontakt ze złymi mocami niewątpliwie był. Bo to jej pokazanie się w takiej postaci nie było dobre. Nie była to prośba duszy czyśćcowej, która pokazuje się i prosi konkretnie o pomoc.


Potem też gdy przypominałem sobie to wydarzenie a miałem już orientację w starożytnej Lechii i korzeniach słowiańskich zastanawiałem się czy nie interpretować tego jako zabójstwa lechickiej wiedźmy (wiedzmy) potomkini dawnych kapłanek pogańskich, lechickich przez niemiecki żywioł.

W każdym razie mimo nieusprawiedliwionego zabójstwa nie było to prezentowane dobro ze strony jej duszy. A po wyglądzie, choć nienaturalnym, trudno było doszukiwać się cech ściśle słowiańskich. Była to raczej mieszanka niemiecko – słowiańska.

....................

Nie opisuję jednak tej historii dla samej historii, tylko jako refleksję nad Bożym działaniem i nad tym co Bóg dopuszcza.


Jej pokuta jest niewątpliwie związana z miejscem i jest taka jak opisuje to Fulla Horak, że dusza nawet nie wie jaka będzie jej przyszłość, choć nie potępiona ( jak być może jest w jej przypadku) to trwa w tym stanie nie mając świadomości czyśćca i oczyszczającego cierpienia, po prostu tego nie zaznaje.

A równocześnie Bóg pozwolił tej duszy mającej kontakty z siłami nieczystymi na taką manifestację żeby zmylić wzrokowo dwie obce sobie osoby idące naprzeciw, rzucić czar na nie - powiedzmy.


Tu mi się kojarzą te działania na które dozwala przecież zawsze Bóg jak „ tak zwana klątwa Tutenchamona” i inne podobne rzeczy. Jak wreszcie u nas zalanie terenu koło Czorsztyna gdzie miały być schowane skarby Inków, na które Ci rzucili klątwę i zalanie terenu było zdaje się zapowiedziane przez Indianina.


Jak wreszcie śmierć wszystkich przestępczych żydowskich esbeków, którzy zalali starożytne groby naszych królów w Górach Świętokrzyskich, a zostawiony przy życiu został tylko geodeta, zdaje się Polak, którzy tylko wymierzył podziemia.

Oczywiście to ostatnie możemy traktować trochę inaczej ze względu na to co Pan nam mówił o starożytnej Lechii i przede wszystkim lechickich korzeniach Pana Jezusa, ale jednak znajduje się w kręgu działań pogańskich na które pozwolił Bóg.


..................................................................................................................


J a  i  Żydzi na cmentarzu


Opowiem wam jeszcze inną przygodę swoją. Nie było to dawno, ale też nie niedawno, w każdym razie przed przekazami, jeszcze tymi pierwszymi a Smoleńsk już zaistniał. (Tak mierzę czas od 10 lat. Przed Smoleńskiem i po Smoleńsku).


Zatem ja, zakonnik, dwóch młodych, ale już nie tak najmłodszych adeptów do zakonu. Jedziemy samochodem do Częstochowy od strony Lublina. Oni dowiadują się wcześniej, że jest po drodze jakiś cmentarz żydowski wart obejrzenia. Znali moje desinteresment wobec fascynacji żydowskimi pozostałościami na ziemiach polskich i poglądy, ale cóż jedziemy. Jak już byliśmy to postanowiłem wejść. Ostatecznie od średniej szkoły zawsze lubiłem cmentarze i chętnie na nich przebywałem, lubiłem też pogrzeby wtedy na które mniej chętnie zacząłem chodzić po przekroczeniu trzydziestki.


Uderzyło mnie to miejsce bo było bardzo urokliwe. Nie same macewy, które były rzadko rozsiane, ale miejsce. Zadbane, wycięta trawa, piękne wzgórki. Miejsce mające w sobie jakiś niezwykły klimat. Oni, zainteresowani popatrzyli i poszli, ja niezainteresowany patrzę i delektuję się miejscem.


Odczułem też jakąś aurę, bo było samo południe. W terminologi ludowej, polskiej czy może i zapewne także prasłowiańskiej był to czas kiedy pojawiały się „duchy” ( wedle tego durnego trochę i nieprecyzyjnego określenia bo albo dusza ludzka i ona nie jest po to aby pokazywać się dla zabawy albo inna istota, demon czy jeszcze coś innego). Czasie między dwunastą w południe a pierwszą. Bardziej w tym czasie można było spotkać „ducha” niż między pierwszą a drugą w nocy, czyli na drugim miejscu po czasie dwunasta, pierwsza w nocy. Wedle ludowej demonologii przez pola miały chadzać południce, czyli trzy baby razem, które niosły śmierć i biada temu, który na nie natrafił na polach.


Wreszcie odczuwam przymus by się za nich modlić. Mówię sobie: to ja, mam się za was modlić?! Czy to wam pomoże w tym waszym Szeolu?.. ale,  ano dobrze.


Stanąłem przy pierwszej z brzegu macewie, najbliżej wejścia, małej, starej ale chyba powojennej furtki i modlę się, modlę się gorąco podstawowymi katolickimi modlitwami i trochę własnymi słowami.


Nagle widzę, że przy mnie znalazł się kot. Duży, rudy, czysty z białym krawacikiem. Usiadł przy macewie na tylnych łapkach i wpatruje się we mnie. Ale można było powiedzieć w taki grzeczny sposób. Poczułem się jednak trochę dziwnie nie tyle z samego faktu iż ten kot przyszedł, usiadł przy mnie i patrzy na mnie ile tym, że nie widziałem go w ogóle wcześniej. To była falista polanka, morze zieleni z rozsianymi rzadko jak wysepki macewami (prawdopodobnie tak rzadkimi bo pozostałe zostały zniszczone przez Niemców).


Zatem jakiekolwiek zwierzę, które podchodzi zauważyłbym a on nagle znalazł się przy mnie. Mam taki instynkt, zwłaszcza dotyczący zwierząt. Wracając ze studiów do domu pociągiem i będąc zaczytany w książce potrafiłem zobaczyć zająca na widnokręgu ( wtedy to jeszcze były czasy gdy taki zając często wyskakiwał) kątem oka. Równocześnie nie widząc przechodzących w wagonie ludzi, a nawet nie zauważając jak mnie ktoś potrącił. Potrafiłem i nadal potrafię zauważyć, wyczuć ruch pająka, który znajduje się z tyłu za mną, w kącie pokoju, niemal za mymi plecami tam gdzie dosięga w bardzo słaby sposób kąt oka, gdy jestem czymś zajęty. 

 

Zatem dziwiłem się, że podszedł tak niepostrzeżenie, zorientowałem się też, że minęło południe. Ale też racjonalnie poczułem pewną obawę, czy to nie wściekły kot, bo koty tak się nie zachowują wobec obcych na pustkowiu. No, ale myślę, nie rzuci się przecież na mnie a jak zacznie się łasić i chcieć o mnie ocierać to go odpędzę (miałem taką przygodę ze wściekłym kotem w dzieciństwie i nie wiedziałem że ma wściekliznę. Głaskałem go, ale jak zobaczyłem jak wykręca nienormalnie głowę i rozgląda się ciągle z niepokojem i ślini mi się po rękach, które ocierałem wreszcie zrozumiałem, że coś jest nie tak, zostawiłem go i poszedłem do domu. Zostałem wtedy bardzo skrzyczany przez rodziców. Ale nic się nie stało).

Ale patrzę na niego, popatruję nie przerywając modlitwy, kot grzecznie siedzi na tylnych łapkach, patrzy na mnie i jakby czekał. Myślę dybuk?


Wreszcie kończę modlitwy, oczywiście znak krzyża na końcu i wracam, idę do wyjścia gdzie oczekuje wzmiankowanych trzech, którzy na pewno zaczęli się niecierpliwić, bo modliłem się 10, 15 minut.


Kot od razu, jak skończyłem wstał i idzie za mną. „Kulturalnie”, w pewnej odległości, spokojnie. Odprowadza mnie do wyjścia ani chybi? Ale myślę też po ludzku - chce iść ze mną? Przyczepił się i będzie chciał mi towarzyszyć abym został jego panem. Nie wyglądał na bezpańskiego kota, no ale. No więc idę i kot idzie ze mną. Patrzę na czekających śmieją się. Prowodyrem był jeden z nich, który nie pałał do mnie sympatią, trochę kpiarz. Patrzą na mnie, idę, kot koło mnie tuż za mną z boku, dwa kroki za mną, dostosował się do mojego kroku. Wtedy zrobiło mi się jeszcze dziwniej. Oni się jednak śmieją, będą sobie żartować, zwłaszcza ten kpiarz, że jakiś kot, jak mówiła moja babcia gwarą Polaków z miast kresowych – przyznaje się do mnie. Ja też się uśmiecham, śmieję do nich, bo to jednak zabawne jest. Jestem już blisko furtki, oni jeszcze bardziej się śmieją, kot mnie dalej odprowadza. Już na kota staram się nie oglądać nawet dyskretnie bo jeszcze bardziej będą się śmiać, wreszcie przy samej furtce obejrzałem się – kota nie ma. Znów nie wiem jaki i kiedy odszedł podobnie jak nie wiedziałem jak do mnie przyszedł.


Podchodzę do swoich towarzyszy. Nie słyszę żadnych komentarzy na temat kota. Tylko, że długo tam zabawiłem. Wreszcie nie wytrzymałem i pytam – Widzieliście tego kota? - Jakiego kota?

Widzieć go musieli, przestrzeń była odkryta, cały czas na mnie patrzyli jak wracałem od macewy a kot szedł z tyłu i z boku, więc go nie zasłaniałem. Nie, nie wiedzieli żadnego kota. Myślałem, że to jeszcze żart z ich strony, ale nie wyglądało na to. Potem rozmawialiśmy o tym pytałem z osobna jednego i drugiego, pomijając kpiarza, pozostałych którzy obaj byli solidni i poważni, jeden zresztą zakonnik, kapłan po blisko 15 latach kapłaństwa. Nie, nie było kota.


Na podsumowanie można by powiedzieć: Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

Pytanie czy więcej przydała się moja modlitwa czy kicanie po cmentarzach żydowskich różnych pseudointeligenckich miłośników wszystkiego co żydowskie na ziemiach polskich? których pamiętam od początku, od czasów swoich studiów także jako kolegów i koleżanki z roku.


Na pytanie jako na retoryczne nie będę dawał odpowiedzi.



( Materiały zamieszczone w Dodatkach w 2020 i 2021 roku.)

...........................................................




Matka Boska Ostrobramska 27 lipca, Skarżysko - Kamienna: Ja byłam pokorna i gdy dowiedziałam się, że jestem ową Dziewicą, która ma porodzić Syna Bożego stałam się jeszcze bardziej pokorna. (..)Prawdziwa pokora to chcieć Bogu służyć. Pragnąć Go zadowolić, będąc zanurzonym w Jego Miłości, uznawać się za Jego stworzenie, Jego dziecko, które nie chce innej miłości niż ta wypływająca z Miłości Ojca. / Pouczenie Matki Bożej dotyczące Cypriana Polaka i Święta Boga Ojca na Wyszkowskim Wzgórzu.

 

+ Przypominam: rozstrzelenie tekstu zawsze jest podane z Nieba, jak i podkreślenie.

Otoczenie tekstu kolorem pochodzi ode mnie. 

C.P. 

 

Poniedziałek, 27 lipca


24:00


:)


Mówi Matka Boża Ostrobramska


Ataki złego na Ciebie wewnętrzne, na Twą słabość są większe. Wie on już, że musisz teraz bardziej się doskonalić i wzbudza u Ciebie w taki sposób, że to wydaje się naturalne.

Nie jest naturalne.

Także nienaturalne np. pragnienie słodyczy od dwóch dni.

Szuka podatnego gruntu i tam uderza.

:)


Musisz przyjmować cierpienia, jak ten permanentny stan podgorączkowy, gorączki u Ciebie. Dzięki temu piąć się wyżej.

Możesz przecież funkcjonować, choć dzisiaj < Przekaz jest od 24 czyli poniedziałek, ale Matka Boża mówiąc „dzisiaj” ma na myśli niedzielę. Często przez Niebo kontynuacja dnia jest traktowana do kiedy się nie położę spać, więc także po północy, jeśli wtedy jest przekaz. Uzupełnienie.C.P.> przy okazji wizyty u Mnie, w Skarżysku – Kamiennej, gdzie pojechałeś na kąpielisko Rejowskie, zobaczyłeś, że choć nie odczuwasz już przeziębienia i mało tę gorączkę, to w słońcu nie czujesz się dobrze. Możesz tylko siedzieć w cieniu. Plażowanie więc u Ciebie, póki co, nie jest w pełni możliwe.


Dziecko moje. Jesteś Gniewem Boga Ojca. Ojca Mojego i Ojca Twojego. Choć jestem Jego Niepokalaną Córką to jest on Ojcem Moim i Ojcem Twoim.

Pamiętaj o tym   z a w s z e,   jak było mówione, a to nie po to by róść w dumie, przeciwnie, trzeba być pokornym, lecz po to by nie robić niczego, co może naruszać tę godność.

To godność większa od bycia papieżem. Prawdziwym papieżem, nie zarażonym robakami jak Bergoglio czy Leon XIV.

Papieży było wielu.

Gniew Boga Ojca jest i przede wszystkim będzie - tylko jeden, w chrześcijaństwie, w narodzie wybranym – Polsce.

Ty nim jesteś.

 

Nie jest to powód do dumy, lecz winna tu być   n a j w i ę k s z a   pokora. Ta pokora sprawi, że będziesz postępował   w ł a ś c i w i e.

Ja byłam pokorna i gdy dowiedziałam się, że jestem ową Dziewicą, która ma porodzić Syna Bożego stałam się jeszcze bardziej pokorna. Ty nigdy nie uważałeś, że masz na Drodze Bożej zasługi, lecz to nie jest jeszcze prawdziwa pokora.

Prawdziwa pokora to chcieć Bogu służyć. Pragnąć Go zadowolić, będąc zanurzonym w Jego Miłości, uznawać się za Jego stworzenie, Jego dziecko, które nie chce innej miłości niż ta wypływająca z Miłości Ojca.

Niebo na wiele Ci pozwala, zwłaszcza Duch Święty, lecz wytycza granice. W tym na co Ci pozwala dostajesz drobne prezenty. W tym zaś czego nie chce nie dostałeś „prezentu” od początku przekazów. Zważ na to.


Matka Boża pogłaskała mnie po głowie, po włosach nad czołem.

- Oto jesteś drugi raz u mnie < Drugi, to znaczy drugi po czasie niecałych dwóch lat z pytaniem o radę. C.P.> aby zapytać gdzie masz teraz mieszkać i czy tutaj.

Dostałeś odpowiedź nad zalewem Rejowskim gdzie Ci się nie podobało, nie czułeś klimatu tego miejsca. Nic Cię nie przyciąga w tej miejscowości, jak tylko Sanktuarium. Cóż, dla Ciebie to za mało.

Zgadzasz się tu być oczywiście, lecz jedno miejsce, choćby to było Sanktuarium Matki Bożej, w wizerunku który jest najważniejszy dla Ciebie, to za mało.

Nie jest to wyrzut, ale tak jest.

Wrócisz zatem.

Wrócisz zatem tam gdzie byłeś przed Płockiem.

Nie jest to na długo. Lecz na ten czas przejściowy u Ciebie w związku z Twoimi sprawami za przyczyną przekazu Mego Syna. Będziesz miał i blisko a i tam będziesz chroniony przez wielu świętych i nie tylko. Masz też Mnie w tym wizerunku, zwłaszcza w jednym miejscu, lecz nie tylko.


- Matko Boża, przecież mogę zostać gdziekolwiek, gdzie Bóg zechce.

- Bóg nie daje gdziekolwiek Tobie, tylko tam gdzie jest Ci słuszne być.

Poza Sanktuarium to miejsce jest teraz najbardziej odpowiednie.

- A dlaczego, Matko Boża, nie miejsce, gdzie mogę podleczyć gardło. Gdańsk, czy Jelenia Góra?

- Gdańsk nie jest dla Cienie dobry późną jesienią, zimą, na przedwiośniu. Jelenia Góra jest zbyt odległa od innych miejsc, gdzie potrzebujesz być. Są tu też inne przyczyny.

Niedługo nie będziesz chorował, bo fizycznie będziesz nadczłowiekiem. Fizycznie, lecz nie będzie to bez odpowiedniego, pokornego ducha zanurzonego w Duchu Świętym.


Kocham Cię, Moje dziecko i pamiętaj, że Moja Moc wzrasta, bo Bóg Ojciec przekazuje Swą władzę.

Przyjdę więc gniewna i straszna i będę taka jak lubisz:) niezwykły uśmiech Matki Bożej.


Ze względu na to, że Twa godność, czyli funkcja dana Ci przez Boga, jest wielka, minimalizuj rozmowy z obcymi ludźmi. Bowiem wtedy bardziej może się zdarzyć, że zły przez nich zechce Cię „uszczypnąć”, czyli sprawić Ci przykrość. Ty zaś nie powinieneś zaprzątać sobie głowy klątwami w takich przypadkach, choć   m o ż e s z  to robić.

Zatem mów mało. W pełni możesz rozmawiać tylko z tymi, których znasz, bo nawet z Małej Trzódki, ci co Cię mniej znają, prywatnie niektóre Twoje „teksty” ich zaskakują i pozwalają sobie na uwagi co do nich.

Moi drodzy. Tak jak macie mieć wysoki szacunek do Ojca Andrzeja tak wysoki w stosunku do Cypriana Polaka bo jest Gniewem Ojca i jeśli powie coś co wyda wam się. .. nieodpowiednie? Musicie zmilczeć.

Tu opowiesz jak została ukarana osoba, pozytywnie przecież do Ciebie nastawiona, która Ci usłużyła.


Gdy powstało Stowarzyszenie Smoleńskie, i mieliśmy już biuro, dopiero otwarte, zgłosiła się do mnie osoba służąca swoim mieszkaniem w Rzeszowie. Dając je do mojej dyspozycji jako prorokowi, aby służyło, jeśli to potrzebne Stowarzyszeniu. Za opłatę tylko niedużego czynszu. Było, małe, ale dwupokojowe, bardzo dobrze położone. Ponieważ mieliśmy biuro, Stowarzyszenie nie mogło go finansować. Płaciłem więc czynsz, zakupiłem za swoje pieniądze materace do spania, pościel, ręczniki, obrazki święte na ściany, od siebie dałem podstawowe garnki i naczynia bo tego nie było. Przyjezdni spoza regionu więc nocowali, mężczyźni, kobieta często w biurze, gdzie były też warunki do noclegu. Osób było niewiele, więc wszyscy się zmieścili.

Poza spotkaniami mieszkanie stało puste, jak piszę, opłacałem czynsz.

Potem na skutek rzeczy które działy się ze Stowarzyszeniem o których było w przekazach, tak jak to było podawane, zgodnie ze Słowami Pana Jezusa usunąłem się.

Mieszkanie było w mojej prywatnej gestii, zastanawiałem się czy nie oddać go, bo płaciłem czynsz co miesiąc, ale zostawiłem.

Potem po wyprowadzce z Rzeszowa trafiła tam znaczna część naszych rzeczy, to znaczy moich i mamy. I były tam rok czasu. Znów się zastanawiałem czy nie oddać mieszkania, ale uznałem że za tę niską kwotę opłaca mi się utrzymywać mieszkanie jako przechowalnię i metę gdy się przyjechało do Rzeszowa. Przede wszystkim moja mama, gdzie miała bardzo dobrą lekarkę pierwszego kontaktu i jeździła do niej i też nocowała, czasami zatrzymywała się nawet tydzień, robiąc badania, czekając na wyniki itd.

Po jakichś dwu i pół roku zgłosiła się do mnie, siostra, właścicielka mieszkania z informacją, że teraz jej córka idzie na studia i musi je wynająć. Mogę je zatrzymać jeśli chcę, ale muszę zapłacić więcej. Nie tyle samo co obce osoby którym by wynajęła, ale istotnie więcej. Mama wtedy miała już problem jeździć sama do Rzeszowa, ja nie jeździłem i była potrzeba znalezienia jej lekarza na miejscu. Było tylko już jako przechowalnia części rzeczy, bo mieszkanie w Krakowie było na nie trochę małe. Więc był z tym pewien kłopot jak i potrzeba przewozu. Jednak za większą cenę nie mogłem go utrzymywać i zwolniłem je.


Trzeba tu nadmienić, że na początku gdy siostra użyczyła mieszkanie, po krótkim bardzo czasie, albo zaraz nawet poprawiło im się finansowo, to mi powiedziała, to znaczy mąż zaczął znacznie lepiej zarabiać, bo tylko on pracował a siostra zajmowała się domem i dziećmi. Powiedziała też, że wie że to dlatego, że użyczyła mi to mieszkanie.

Niedawno siostra przez kogoś przekazała mi abym się pomodlił i próbował naprawić sytuację, bo odkąd dostała z powrotem to mieszkanie bardzo im się pogorszyło finansowo i wie, że to w związku z tym, że je zabrała. Nie miałem o to pretensji, nie wiedziałem że taka sytuacja jest, ani się o to starałem by taka była..:).

Zważcie że ta siostra mi usłużyła, było to więcej niż dwa lata, mogła je wynająć, choć stało puste bo kiedyś wynajmowała a potem jakiś czas nie chciała wynajmować komercyjnie. A jednak taka sytuacja.

Matka Boża chciała to o tym napisałem. Wnioski niech każdy wyciągnie sam.


Jeśli chodzi o najbliższy czas, zmienne plany. Plany Twoje są uzależnione od pogody. Usłyszałeś, wewnętrznie, że nim zaprosisz ludzi do pakowania - spędź pełne trzy dni nad morzem, w Sopocie, bo do Zatoki Gdańskiej masz najbliżej, a w Sopocie z dodatkowych powodów. Lecz oto masz dentystę w czwartek, a w niedzielę Święto Boga Ojca. Zostają więc dwa dni. Teraz wedle prognoz z dnia na dzień pogoda się zmienia i nie ma już tam być dobrej w sobotę. Piątek to za mało by jechać pięć godzin. Ponadto plażować i tak < nieczytelnie zapisane słowo. To znaczy leżeć słońcu ze względu na gorączkę nie mogę, jak tylko w cieniu. C. P.> nie będziesz.


Dobrze abyś był przed Świętem Boga Ojca na Wyszkowskim Wzgórzu.

To jest Twoje miejsce i po Jadwidze Ty masz   n a j w i ę k s z e   prawo do bycia tu. Nie biskup, tym bardziej mason, ni ksiądz, ale Ty po Jadwidze.

Okażesz solidarność z Ojcem Andrzejem i nie będziesz tam w Święto Boga Ojca. Będziesz w wigilię tego święta. Od siedemnastej, trzy godziny.

Zaś w niedzielę, gdzie będziesz, niechaj każdy się domyśli.

Niekoniecznie od początku, ale będziesz od dwunastej (południe) do końca.

Potem odpoczniesz i pójdziesz, lub pojedziesz ( zależnie gdzie będziesz nocował) na Mszę, potem położysz się spać. Potem późnym wieczorem będziesz aktywny i trzeba by Cię zawieziono do Warszawy, w poniedziałek.

:)

Taki jest plan.


-Dziękuję Matko Boża za plan. Mam kłopot z głowy.

- To duża Łaska, pamiętaj.

Przyjdzie czas, że będziesz dostawał światło od Ducha Świętego co robić i będzie to szybsze niż ode Mnie zapisałeś.

- Dziękuję Miriam, niosąca pokój.

- Cieszę się, że zająłeś się Gietrzwałdem.

Zauważyłeś, że od kiedy teraz zacząłeś to robić pojawiły się nowe filmy, w nowym miejscu, z Kazimierzem Krawczykiem, które mają stosunkowo dużą popularność. To także ze względu na Ciebie. Twa ukryta moc jest już wielka, lecz Moc, jak wiesz, w słabości się doskonali.

- Bez Ciebie, Matko, nic nie dam rady, a było Ciebie mało ostatnio.

- Tak jak Marii Magdaleny. Dostało się jej od Ciebie. Mi, „ na szczęście”, nie, lecz jej dlatego, że < nieczytelnie zapisane słowo C.P.>, że jest kobietą Twego życia.

 

Wiesz jednak, że Niebo nie zawodzi, żadna święta, ni święty nie zawodzi. Nie było jej, bo trzeba by mniej było przytulań, < nieczytelnie zapisane słowo. C.P.> i karesów:).

Dostajesz to co potrzebne, lecz też ze względu na Twą słabość, ale nie możesz stać w miejscu.


Od początku nie czułeś się do końca dobrze w roli Bożego człowieka. Tak jakbyś wszedł w nie swoje ubranie. Jednak jesteś Wybrańcem Bożym i Gniewem Boga Ojca. Podtrzymuje Cię przelanie krwi, którego masz dokonać, lecz to nie wystarcza.

Masz pozwolenie na rzeczy na które nie mają inni. Choć realnie nie odbywa się to w sferze kontaktu. Raczej na zasadzie przypadku, ale to prezenty od Nieba. Drobne prezenty.

To Ci musi wystarczyć.


Jednej rzeczy tylko Ci Niebo zabrania jak Adamowi i Ewie. Nic się tu zmienić nie może.


Jeszcze dam Ci pouczenia co do potrzebnych spraw w bliskim czasie.


Błogosławię wam Mała Trzódko i zwłaszcza tych, którzy usłużą Krzysztofowi jak i działają dla niego od początku, w tym co dla niego istotne na tej Ziemi, niezbędne.

Bądźcie hojni.

Amen.


Matka Boża pogłaskała mnie jeszcze po głowie.

:)

- Dziękuję kochana Matko Boża.

:)



- Otrzymał Cyprian Polak (Krzysztof Michałowski)








Rozmowa z błogosławioną Ewą, matką wszystkich ludzi. Poniedziałek Wielkanocny (2021)

  Poniedziałek Zmartwychwstania Pańskiego (2021) Rozmowa z błogosławioną Ewą, matką wszystkich ludzi. Około 9.30 - Oto jestem, Krzy...