26 IV 2026 Święta Maria Magdalena: Powiesz Czytelnikom przekazów o śmierci mamy

 Dwie uwagi:

1. Wpis był dawany dzisiaj około czternastej, ale dziwny problem z internetem uniemożliwił opublikowanie.

2. Jak teraz publikuję to na czymś co nie ma edytora tekstu którym to typem zwykle się poslugujemy, dlatego nie ma jak zawsze kolorem słów z Nieba.

.................................................

26 kwietnia, niedziela


Mówi święta Maria Magdalena


Powiesz Czytelnikom przekazów o śmierci mamy.


Mama zmarła we wtorek, 21 kwietnia o 3. 50. Pogrzeb również we wtorek, 28 kwietnia o 14.00.

W nocy wybudziłem się o trzeciej (jak mi się nieraz zdarza)  tego dnia co zmarła mama i odmawiałem Koronki do Bożego Miłosierdzia za konających, nie odczuwając niczego konkretnie w związku z mamą.

Zakończyłem około 3.50.


Wiadomość o śmierci mamy szła tylko prywatnymi kanałami. W czwartek przyszła modlić się przy zmarłej, wystawionej w tymczasowej trumnie, w sali pożegnań w domu pogrzebowym, grupa Bożych ludzi z tej miejscowości gdzie mama była w ośrodku i okolicy, ale także z dużego miasta w pobliżu, oraz  z sąsiedniego województwa.


Modliliśmy się i śpiewaliśmy też pieśni Wielkanocne.

Potem był poczęstunek w sieciowym hotelu czterogwiazdkowym gdzie musieliśmy nocować ja i wspierająca mnie osoba (która najwięcej była przy mamie w ciągu ostatniego półtora miesiąca) bo brakło innych noclegów, albo domy zakonne z ośrodkami rekolekcyjnymi, których tam dużo, nie chciały nas przyjąć, bo robią to tylko po znajomości, choć informacja jest taka że przyjmują. Dzięki temu jednak mógł odbyć się poczęstunek, można to nazwać stypą, choć jeszcze przed pogrzebem, ktoś powiedział agapa, bo musieliśmy coś zjeść i tym samym cokolwiek z menu mieliśmy wypróbowanego, a było to na wysokim poziomie. Inaczej nie przyszło by mi do głowy spontanicznie zorganizować spotkania przy stole, a i tak musieliśmy tam pojechać bo mieliśmy zostawione bagaże.

Niebo podało mi kwotę, którą mogę na to wydać i dokładnie wyszła ona (choć spodziewałem się, że wyjdzie więcej), do czterech złotych różnicy tylko mniej, ale ta różnica wzięła się stąd, że Niebo zechciało dać w końcówce rachunku moją liczbę, czyli 96.

Wtedy też dowiedziałem się że za mamę zostało już zamówionych  aż 30 - 40 Mszy przez „naszych ludzi” z czego pierwsza była już we wtorek czyli w dniu śmierci. 



Mama była bardzo zadowolona, szczęśliwa z modlitw, patrzyła też na nas biesiadujących, można rzec, przy skromnym przecież obiedzie, bez objadania się, (większość zamówiła tylko drugie danie, był jeszcze deser i bogata w składniki lemoniada) ale wykwintnym, rozmawiających, żartujących, wspominających też ją przez dwie osoby, które przy niej były w ostatnim czasie i cieszyła się też tym.

Wracając, w jednym z samochodów kilka niewiast (które nie poznały jej osobiście) dało świadectwo, że usłyszały jak mama powiedziała do nich: „ Dziękuję wam dziewczęta”. 

Gdy wracałem odwożony samochodem do siebie, około 150 kilometrów, mama objęła mnie szczęśliwa i wdzięczna. Zapewne nie spodziewała się modlitw od obcych przecież Bożych ludzi, którzy potrafią się modlić, nie spodziewała się takiego wsparcia w tym czasie po śmierci a pożegnanie wyszło pięknie i godnie.


Zasnęła opatrzona Sakramentami, przyjęła Ostatnie Namaszczenie i Komunię Świętą, choć nie tuż przed śmiercią. Komunia i Namaszczenie było tydzień przed.

Spędziliśmy razem Wielkanoc, tzn ja i mama przy jej łóżku w ośrodku, nie cały dzień, bo wróciłem aby zdążyć na ostatnią Mszę.

Przyniosłem wielkanocne wiktuały, ale nie bardzo mogła już jeść, najwięcej zjadła mizerii ze świeżych polskich ogórków i pewnego deseru – jogurtu, nie polskiego zresztą, który jest w szklanych słoikach w niektórych sklepach. Obejrzała wtedy ostatnią chyba Mszę w swoim życiu ( nie jestem pewien bo nie zapytałem jeszcze siostry czy miała puszczaną inną) z Internetu, choć ostatnią Komunię przyjęła dzień po Niedzieli Miłosierdzia w szpitalu. W szpitalu, bo była jeszcze w szpitalu, ale jakby nie była. Przyjęli ją na chirurgii z trudem bo nie było na starcie chęci obcięcia nogi o czym jest zresztą w poprzednim przekazie. Nic nie robili w sobotę i  niedzielę nawet opatrunków, choć skłamali w wypisie, że je robili i w poniedziałek wysłali z powrotem do ośrodka.


Zasnęła cicho i spokojnie. Widziałem ją 12 godzin po śmierci. W twarzy był pokój i spokój. Wyglądała jakby spała i gdy nie zimne już  ciało upewniałbym  się czy na pewno nie żyje, mimo aktu zgonu wypisanego przez lekarza.


Naiwnie spodziewałem się że będzie wyglądać tak samo do pochówku, ale w czwartek już nie wyglądała tak samo, choć nadal  dobrze o ile użyjemy w tym wypadku takiego słowa.

Teraz czeka mnie i siostrę przed pogrzebem jeszcze umycie i ubranie, bo niedobrze jest to robić wcześniej gdy ciało jeszcze kilka dni ma przebywać w chłodni a mama powiedziała do mnie ( bo zakład pogrzebowy oczywiście zaproponował umycie ze swojej strony), że chce aby umyła ją ta siostra ( tzn do mnie wymieniła jej imię) i ja.

Mama mówiła jak o coś potrzebnego zapytałem ale krótko i lakonicznie.


Podczas pożegnania w domu pogrzebowym została nałożona na mamę chusta Jana Pawła II, którą miała przy sobie, którą dało Niebo przez prorokinię. Używała jej chętnie, zwłaszcza gdy była jeszcze na nogach , wychodziła z domu, czyli przed drugim stycznia.

Stwierdziła kilka razy, że ta Chusta plus modlitwa pomogły jej gdy się źle czuła. Położony został także na chuście na piersi krzyżyk Nowego Jeruzalem, czyli z drzewa z którego został zrobiony cudowny krzyż. Z krzyżyka tego też korzystała i często miała go przy sobie na łóżku gdy jeszcze chodziła, gdy był czas gdy się gorzej czuła.


Prorokini mówi, że jej sytuacja po śmierci jest bardzo dobra (to moje sformułowanie, ale w tym sensie), mówi nawet o Niebie. Nie wiem czy ma na myśli w bliskiej przyszłości, bo mi to przekazano, więc nie rozmawiałem bezpośrednio.

Ja tu nie mam odczuć. Dobry łotr okazał żal doskonały i mimo, że przecież „za mało”, za krótko, odpokutował za swoje winy to poszedł od razu do Nieba. U Boga wszystko jest możliwe. Oczywiście chciałbym bardzo.


Gdy powiedziałem w duchu do mamy, że Ty teraz poznałaś Boga i bardziej niż ja i zwykle ludzie żyjący bo i Sąd Szczegółowy i może dalej jakaś bliższa relacja i powiedziałem, że na pewno chcesz się zjednoczyć z Bogiem, odpowiedziała: „ bardzo”. Z wykrzyknikiem, ale tu go nie daję, bo kojarzy się z podniesieniem głosu, a tu było raczej natężenie pragnienia, spokojnie powiedziane.

Gdy zapytałem innym razem czy jednak nie cierpi - nic nie odpowiedziała. Choć może być cierpienie tylko polegające na braku zjednoczenia się z Bogiem, tęsknotą, nie bycia w Raju. Co zresztą określane jest jako główne cierpienie czyśćcowe.


Gdy zapytałem jak się za nią modlić, pierwszego jeszcze dnia po śmierci w tym hotelu wieczorem, odpowiedziała „ Daj mi Różaniec”. Tak, modlitwa ta była tą, którą najczęściej odmawiała i dawniej i przed chorobą, która ją położyła do łóżka. Był więc Różaniec czteroczęściowy wtedy bardzo długo odmawiany bo z rozważaniami i wspominaniem mamy - cztery godziny. Który chciałem odmawiać ciągiem, ale w połowie po dwóch godzinach mama mówi:  „idź coś zjeść”, więc dzwonię do siostry i mówię, że idziemy coś zjeść w restauracji na dole.


Ja zaś poproszę was o modlitwę za zmarłą, zwłaszcza do czasu pogrzebu.

Zostałeś zatem sam, lecz nie jesteś sam, bo Twoją mamą jest Matka Boża, masz też  mnie, niedługo zaś będzie i ziemska bliskość i najbliższa na Ziemi dla Ciebie osoba.

:)

Bóg wszystkim kieruje i prowadzi.

Widzisz prowadzenie i Łaskę także co do czasu śmierci mamy, jak to, że mama właściciela zakładu pogrzebowego wie kim jesteś i przyszła na modlitwy, pożegnanie na tej ziemi gdzie byliście, pożegnać Twoją mamę.


Tyle na razie. Błogosławię Cię Krzysztofie i Czytelników Twoich przekazów, zwłaszcza tych, którym wiele zawdzięczasz  i tym, którzy byli przy Twojej mamie w szpitalu i teraz w ośrodku, w tym błogosławię głównie jednej osobie, która była dużo przy Twojej mamie w szpitalach, tam gdzie mieszkasz jak i drugiej, która w ośrodku spędzała przy Twojej mamie prawie co dzień dużo czasu, co z dojazdem zabierało jej często prawie cały dzień i dodatkowo ostatnio gdy pojawił się problem z chorą nogą, martwicą jej i naciskami na amputację.

W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.


Święta Maria Magdalena pocałowała mnie w czoło. Ubrana jest żałobnie, ale podobnie jak ja będę na pogrzebie, w odcieniach ciemnego granatu głównie, choć ma też czarny, ale mocno przygaszonej czerni części stroju.


Uśmiech ma bardzo delikatny, odwraca się powoli, wolniej niż zwykle i nie zamaszyście bardziej, jak zwykle czyni.


Otrzymał Cyprian Polak (Krzysztof Michałowski)


1 komentarz:

  1. (Elżbieta) Drogi Proroku, przyjmij moje szczere wyrazy współczucia z powodu śmierci Twojej Mamy. Zasmuciła mnie ta wiadomość. To takie ciężkie przeżycie, gdy odchodzi Mama... Moja odeszła dawno temu, ale Jej brak będę czuła już zawsze. Cóż mogę powiedzieć w tej trudnej chwili - modlę się i będę się modlić za Twoją Mamę - Różańcem, tak jak Ciebie prosiła. Dziękuję, że opisałeś nam, czytelnikom, okoliczności Jej odejścia, pożegnania. Modlę się też za Ciebie, Proroku, o siły i potrzebne dla Ciebie Łaski. Z Panem Bogiem.

    OdpowiedzUsuń

Rozmowa z błogosławioną Ewą, matką wszystkich ludzi. Poniedziałek Wielkanocny (2021)

  Poniedziałek Zmartwychwstania Pańskiego (2021) Rozmowa z błogosławioną Ewą, matką wszystkich ludzi. Około 9.30 - Oto jestem, Krzy...