Niedziela 22 stycznia
Około 23.35
Mówi Duch Święty
Zapisz dziecko
:)
- Dziękuję Duchu Święty, że się uśmiechasz i dodajesz mi tym otuchy.
- :)
- To wszystko Duchu Święty?
- Tak.
- Dziękuję Duchu Święty
-:)
Otrzymał Cyprian Polak (Krzysztof Michałowski)
….....................................................................
Postanowiłem dać parę słów o dwóch rzeczy rzeczach, które mnie nurtują a nie związanych z polityką jak ona jest rozumiana, czy nawet rzeczami społecznymi no i też nie o tym co jest dla nas najistotniejszym: czas w jakim się znajdujemy i co z tego wynika. I odpocząć od tego co trudne. Przekaz daje też temu możliwość. Jednak dla mnie zawsze wszystko się łączyło i napiszę o tym w ostatnim zdaniu.
Odniosę się do dwóch spraw przyrodniczych, które mnie nurtują.
A ponieważ nie należy to do mego wykształcenia, nie zajmuję się tym i nie zajmowałem na co dzień i nie poświęcałem temu czasu jest tu moja niewiedza, ale widzę, że powszechna i może i dotyczy ona samych przyrodników z zawodu.
Pamiętacie ją? Przynajmniej starsi jeśli nie ma jej teraz? To było kolorowe coś co przypominało dwie sklejone ze sobą miseczki na cienkiej, spiczastej nóżce. Z góry przytwierdzony był do wnętrza pręt zakończony gałką aby wygodnie i bezpiecznie można było ująć w dłoń. Ruchem w dół, kilkoma ruchami, pompowało się, nakręcało i bączek wirował dookoła własnej osi i przemieszczał się powoli a bogate kolory zlewały się we wzory. Potem stawał nieruchomy i przewracał się na bok. Pompowało się go znowu i zabawa zaczynała się od nowa. Była to bardzo popularna zabawka w czasach mego dzieciństwa czyli, w latach siedemdziesiątych.
Z tego co wiem popularna była do tego czasu jeszcze od XIX wieku.
Dla mnie było to dość oczywiste wtedy i pamiętam to do dzisiaj, jak i ogólnie wszystkie swoje zabawki, choć niektóre z nich przestałem już widzieć tak od jedenastego roku życia.
Jeśli wpiszemy w wyszukiwarkę internetową hasło: „Bąk” to pojawiają nam się tylko informacje o gzach końskich, muchach końskich i o ptaku „bąk”. Jeśli wpiszemy „bączek” to mamy drugiego ptaka.
No, cóż mogę was tylko zapewnić iż żaden z tych ptaków nie wiruje wokół własnej osi. Natomiast wirowały wokół własnej osi owady nazywane bąkami, które jednak nie były muchami (gzami) tylko owadami z rodziny trzmieli. Od trzmiela różniły się wielkością, były większe, miały opasłe odwłoki, które nazywaliśmy kuprami, i co ciekawe nie były w jednym wzorze jak trzmiele z konkretnego gatunku tylko różniły się między sobą ubarwieniem. Po prostu były w różnych kolorach. Latały dość wolno i mocno buczały podczas lotu, głośniej niż pszczoła czy trzmiel, przynajmniej tak jak szerszeń, choć dźwięk był inny.
Były przepiękne. I co do tego Bożego cudu natury jest jakaś dziwna amnezja. Jak pytałem o to ludzi w moim wieku, czy starszych to kojarzyli z gzami, muchami końskimi a jak mówiłem, że przecież kolorowe to niektórzy kojarzyli leśne, kolorowe gzy.
Dlaczego jednak zabawka bączek ma przedstawiać takiego bąka (owada z żądłem z rodziny trzmieli). Ano dlatego, że bąki te siedząc na ziemi kręciły się w kółko, wirowały, a ponieważ były mocno kolorowe potęgowało to efekt.
Używano za czasów mego dzieciństwa nazwy „bąk”, Być może nazwa „bączek” jest etymologicznie poprawna. Tego jednak nie wiem. Jak pisałem, gdy próbujemy coś znaleźć w Internecie, to pod nazwą „bączek” pojawia się ptak, ewentualnie zabawka. ( Raz tylko natrafiłem na nazwę „bąk” iż to jest owad z rodziny trzmieli i bodaj było iż tak go nazywano”).
Zawsze gdy spotykałem się z powiedzeniem: „ opici jak bąki” było dla mnie oczywiste,że chodzi o bąki z rodziny trzmieli a opite nektarem, miodem ( a nie gzy opite krwią). Sprzyjać temu mógł ociężały ich sposób poruszania się, latania, co mogło sprzyjać wrażeniu, że owady są ociężałe i opite tak mocno nektarem kwiatowym, że ledwo latają.
Moja przygoda z bąkami była jednak krótka. Ostatniego widziałem w dzieciństwie, nie pamiętam kiedy, miałem najwyżej 11 lat, ale chyba to było wcześniej. Był piękny, miał czarnoaksamitny odwłok nakrapiany chabrowo fioletowymi plamkami. I potem zniknęły. Najpierw one a później motyle ( wiele gatunków) i trochę później przetrzebiła się nagle różnorodność ptaków, zwłaszcza z rodziny wróblowatych. Jeśli chodzi o motyle to stało się skokowo z roku na rok. (Mówię cały czas o swojej okolicy). Gdy miałem 11 lat zabrałem się za oznaczenie motyli a gdy miałem 12 lat większość gatunków nagle zniknęła, które były stale odkąd pamiętam a więc tak od piątego roku życia. Zniknęły, przynajmniej w mojej okolicy, takie gatunki jak: Oba pazie (żeglarz i królowej), rusałka żałobnik, niepylak apollo, mieniak strużniak i mieniak tęczowiec, a nawet najpopospolitsze (obok bielinka kapustnika i cytrynka) rusałka drzewoszek i rusałka pokrzywnik. Zwiększyły swą obecność zamiast nich natomiast rusałka admirał przede wszystkim, (które wypijają słodki sok z przejrzałych gruszek) i rusałka pawie oczko. To w moim rejonie a u was?
Rusałkę żałobnik widziałem na przykład w 1994 roku u podnóża Gór Sowich. Mieniaka w Głuchołazach chyba z 10 lat temu (w mieście, ale już obok szlak górski, czy raczej podgórski) a jeszcze mniej lat temu pazia w Kluczborku i to blisko dworca pks jak dwa latały przy klombie (blisko są duże lasy) i nikt zresztą na nie nie zwracał uwagi. ( trzeba być szelmą).
Bąków jednakże od tego czasu, czyli końca lat siedemdziesiątych, lub nawet wcześniej nie widziałem. Nie jestem pewien czy gdzieś na wyjeździe nie widziałem jednego, ale ponieważ tego nie pamiętam dobrze, zakładam, że nie.
Na starszych książkach dla dzieci, bajkach gdzie malowane były łąki można je zobaczyć, na nowszych nie widziałem.
Były w różnych kolorach i wyglądało to tak, że w jednych miejscu było ich kilkanaście i większość z nich kręciła się w jednym kierunku a mniejsza cześć w przeciwnym, jakby rozmawiały ze sobą i sobie odpowiadały. A niedaleko z nich był pojedynczy który też się kręcił. Zmieniały też kierunki kręcenia się, kawałek dalej inna grupka, tu z kolei trzy kręcą się w jedną stronę, cztery w drugą a na końcu trzy w tą co te pierwsze. Inna grupka to jeden rząd kręci się w jedną a naprzeciwko drugi w inną. W kolejnej na przemian obok siebie siedzące jedne kręcą się w jedną a inne w drugą. Było ich tam dużo wzdłuż ścieżki i na ścieżce a jak przeszliśmy spory kawałek to było mniej aż wreszcie już chyba był teren bez nich, bez tego ich wiecu. Zapewne były to skomplikowane gody, ale może po prostu wiec w jakimś im wiadomym celu. Wyglądało to prawdziwie niezwykle.
A może u was, u kogoś, są bąki i funkcjonują do dziś i możecie je obserwować?
Problem polega na tym, że może być mniejszy ptak.
Mój dziadek (ojciec mamy) twierdził, że jest ptaszek mniejszy od mysikrólika, którego nazywano Bawole Oczko. Znał go tam na wschodzie, dziś utraconym, czyli terenie II Rzeczpospolitej w Podkamieniu (Pogranicze Wołynia i Podola) i okolicy. Dziadek był człowiekiem który z zamiłowaniem dużo chodził po lesie (babcia nazywała go dzikim człowiekiem), znał ptaki, znał nazwy gatunków ptaków i potem na Ziemiach Odzyskanych uczył ich swoich dzieci. Więc nie był kimś kto na ptakach się nie zna i coś mu się zwidziało. Zresztą po nazwie widzimy, że nie był to dla niego niezidentyfikowany ptak, tylko ta nazwa występowała i używał jej nie tylko on.
Tereny okolic Podkamienia były bardzo ciekawe przyrodniczo. Majątek miał tam hrabia Dzieduszycki (jak pamiętam), który założył jeden lub kilka rezerwatów przyrody. Były tam głębokie jary, (o stromych zboczach) w których panował specyficzny mikroklimat i rosły unikalne rośliny, które można skorzarzyć z opisem jarów na dzikich polach przez Sienkiewicza w „Panu Wołodyjowskim”.
Ptak ten był dla dziadka czymś pewnym i oczywistym. Znał też doskonale mysikrólika i wiedział iż bawole oczko jest ptaszkiem mniejszym od niego.
Nie tak dawno, może dziesięć lat temu, tam gdzie mieszka rodzina ze strony ojca mamy i gdzie mama mieszkała do czasu zdobycia wykształcenia widziała na kłosach zboża dziwne ptaki bo bardzo małe. Na pewno to nie były wróble. Było lato, ale co ciekawe żerowały o zmierzchu. Były tak małe, że kłosy zboża prawie się pod nimi nie uginały. Na pewno także to nie były ćmy bo wydawały świegot i zresztą różniły się. Ponieważ zmierzchało już gdy próbowała im się przyjrzeć odlatywały i ogólnie były płochliwe.
I wreszcie ja. Chyba w tym samym miejscu co moja mama idąc tą samą drogą w różnicy może roku widziałem takie same dziwne dla mnie i bardzo małe ptaszki. ( To że były w stadzie to dodatkowo implikuje jeden gatunek bo przy jednym egzemplarzu hasającym przy ziemi mógłby to być jakiś niedorostek, który wydawałby się bardzo mały). I znów to był wczesny zmierzch, tuż po zachodzie słońca i zobaczyłem małe ptaszki, które widziałem, że są mniejsze od wróbla i nawet od mysikrólika. Niestety były w pewnej odległości tak że nie mogłem zobaczyć dokładnie i jak podszedłem okazały się płochliwe i odleciały dalej, a jak podszedłem znowu to jeszcze dalej i wiedziałem, że bezcelowe jest pójście za nimi. Obserwację utrudniał też jeszcze wczesny zmierzch. Co do ubarwienia, nie będąc pewien, zaobserwowałem iż są szarawe, mniej więcej tak jak wróble, barwy brązowe, szare, popielate, beżowe.
Patrzyłem zadziwiony bo po ich wzroście i wielkości, lekkości można by je uznać za kolibry. Gdy siedziały na źdźbłach, dojrzałych już dość kłosach pszenicy to te niewiele uginały się pod ich ciężarem. Kolibrów jednak u nas nie ma. A poza tym hałas jaki czyni stadko nawet bardzo małych ptaków jest inny od dźwięków jakie wydaje koliber, te zresztą wydawały wspomniany świegot, no i kolibry nie żerują na zbożu.
Zatem i ja widziałem jakieś ptaki ( nie wiem czy to jest to bawole oczko, czy coś innego), ale nawet mimo że nie mogłem się dokładnie przyjrzeć wiem, że były to ptaszki jeszcze mniejsze od mysikrólika.
Cóż zatem, jest ten ptak, był czy go nie ma? Jest ptak mniejszy od mysikrólika czy go nie ma?
Ciekaw jestem jaka była tutaj wiedza przynajmniej polskich, przedwojennych ornitologów. Skoro piszą, że najmniejszy, europejski ptak (mysikrólik), a Europa sięga do Uralu, zatem nie tylko tereny II Rzeczpospolitej, ale nawet dalsze jeśliby tylko tam występował. Może zachodni ornitolodzy go nie znali a nasi przepisywali po zachodnich? W dzieciństwie korzystałem z atlasów ptaków ( nie tylko, ale głównie) napisanych przez Sokołowskiego, który swoją działalność na rzecz ochrony ptaków zaczął już w roku 1925 powinien więc wiedzieć o bawolim oczku, a jeśli by wyginął to napisać w atlasie, że był jeszcze mniejszy ptak od mysikrólika, ale u niego było iż mysikrólik to najmniejszy ptak europejski i polski.
Zagadka zatem.
Jeśli jednak takich rzeczy nie wiemy, jak co do tego ptaka przede wszystkim i także co do bąka niewiedza nawet u tych co powinni pamiętać i jakaś demencja ogólna, brak tej wiedzy także w Internecie, to jak możemy wiedzieć o rzeczach ważnych dla nas i istotnych, dla naszego przetrwania nawet i dla naszych dusz, choć uważam, że to co napisałem jest ważne, ważniejsze niż to, jak nazywa się aktualny premier, bo mógłby być inny a na ten czas musi być bandyta, więc nie ma większego znaczenia ten bandyta czy inny i jest to mniej więcej wszystko jedno a co do tego co napisałem nie jest to wszystko jedno.
C.P