„Nie
pozwolisz żyć czarownicy" mówi Pismo Święte.
Stary
Testament, Księga Wyjścia, Prawo moralne. 22, 17 ( Biblia
Tysiąclecia).
Wczoraj
był 11 września. Zastanawiałem się czy nie dodać coś pod tym
kątem, plus przypomnienie filmu (dokumentu) chyba dość znanego
wam, bo przypominałem go wiele razy, ale ostatnio już półtora
roku temu może. Zapewne nie wszyscy go znają i pamiętają. A warto
także dlatego, że usunięty został już dość dawno, nie tylko z
youtube ale i takiego miejsca jak platforma z filmami CDA. Czyli
trzeba powiedzieć, że jest mało dostępny, właściwie zniknął
z przestrzeni publicznej. Jest dostępny na platformie BanBye, którą
to nazwę można przetłumaczyć dosłownie : Żegnaj banie, czyli
żegnajcie blokowanie, czy usuwanie filmów.
https://banbye.com/watch/v_yj8JMuIcURgn?tab=0
Film
jest pod tytułem „Mistyczny Wrzesień WTC 9/11 a okultyzm”,
niewątpliwie słusznym, ale pierwotnie był pod tytułem „Mistyczny
wrzesień", zamiennie z nadanym ang. tytułem: „ Mistic september”.
Autorem filmu jest jednak Polak. Kiedyś wymieniłem z nim kilka uwag i
pochwaliłem go za ten film.
I
nie przestraszajcie się jeśli ktoś będzie to pierwszy raz
oglądać, jak były komentarze kiedyś, niektóre. Pan Bóg jest
Panem wszystkiego, ale jak powiedział przecież Pan Jezus o„
władcy tego świata”. " Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem
władca tego świata.
Nie ma on jednak nic swego we Mnie. Ale niech świat się
dowie, że Ja miłuję Ojca, i że tak czynię, jak Mi Ojciec
nakazał. Wstańcie, idźmy stąd! (J,14, 30- 31).
Dodatkowo
wczoraj na youtube wyskoczyła mi reklama premiery jakiegoś filmu
fabularnego. Tytuł: Nie pamiętam dokładnie: czarownica 2, plus coś
tam jeszcze. Rzecz polega na tym, że premierę ustalili dokładnie
na 11 września.
Czyli
pokazali że to była rzecz mocno okultystyczna. I teraz już się
bardziej pod tym kątem do tego przyznają?
Co
do WTC to sięgnę do konkretu, nie kwestii okultystycznej, ale jak
najbardziej logicznej i matematycznej na poziomie najbardziej
podstawowym. Pisałem o tym, ale przypomnę.
Wtedy
internet w Polsce raczkował. Kto miał to miał, ja nie i miażdżąca
większość chyba nie. ( Dotąd było napisane 11 września).
Zdarzyło
się tak, że tknięty włączyłem telewizor właśnie około
jedenastej jedenastego września, naszego czasu, przed południem.
Widzę Nowy York spowity w kłębach, jak to nazwać, nie powiemy
dymu, bo wiadomo, że to nie był dym tylko kurzawa, ( też
nieodpowiednie słowo) pyle z wysadzonych budynków.
Co
to jest ? Film ścience fiction? „kosmici” zaatakowali jednak
Amerykę jak tyle razy o tym w filmach hollywoodzkich było? Spikerka
w tv mówi mi tylko opisując widziany przeze mnie obraz: „ Proszę
państwa, to jest”. „ To się dzieje”.
No,
dobrze, ale nie przecież o wspomnienia tu chodzi.
Śledzę
więc potem to „ to jest” i „to się dzieje” w dobrej wierze,
choć tu oczywiście ironia post factum, ale wtedy śledzę w dobrej
wierze. I nagle ja nie matematyk zdecydowanie widzę, że coś mi w
arytmetyce się nie zgadza.
Liczenie
wprawdzie oparte na tysiącach, ale gdyby odjąć zera to mamy
pierwszą klasę szkoły podstawowej a może nawet teraz i zerówkę,
prawdopodobnie.
Oto
mówią mi już później, ale tego samego dnia, że codziennie do
pracy przychodzi tutaj, czyli do zburzonych wież WTC, 9 tysięcy
ludzi i tego feralnego dnia też przyszło 9 tysięcy ludzi. Zginęło
trzy tysiące ludzi, kilkaset osób się ocaliło, wszyscy pozostali
zginęli.
Za
pierwszym razem człowiek oczywiście myśli, że może czegoś nie
dosłyszał. Ponownie słyszę dokładnie ten sam komunikat i potem
znowu ten sam.
Mrugam
oczami i pytam się siebie sam czy dobrze słyszę, ale wiem że
słyszę dobrze.
Codziennie
(i jedenastego września też) przychodzi do pracy w dwóch wieżach
WTC 9 tysięcy ludzi. Kikaset osób ocalało. Ofiar śmiertelnych wyliczają na około trzy tysiące, pozostali wszyscy zginęli.
Do
akcji wkraczają dwaj suberbohaterowie tego czasu gdy idzie o WTC
opowiadający nam co się dzieje, specjalni wysłannicy na miejscu,
konkurujący między sobą kto lepiej opowie i wyjaśni: Kraśko i
Max Kolonko. Kto by nie wierzył Kraśce, to jest Max Kolonko.
No,
ale Max Kolonko też mi nie wyjaśnia tego arytmetycznego braku, tych
brakujących, niecałych sześciu tysięcy ludzi.
Czekam
do trzeciego dnia. Nie dostaję wyjaśnienia. I wtedy okazuję swoje
całkowite desinteresement tej sprawie. Pojedyncze przebłyski potem
do mnie dochodzą, ale nie zajmuję się tym. Dopiero gdy zajmuję
się Smoleńskiem, czyli od 10 kwietnia 2010, jakiś czas potem, może
w 2012 roku przyglądam się bardziej materiałom o WTC chcąc
porównwczo do Smoleńska, pod kątem użyteczności dla sprawy
10.04.2010 przyjrzeć się rzeczom na ten temat.
I
jak mam nie czuć wyższości nad ogółem polskiej jenteligencji,
jeśi ona nie miała z tym problemu, przełknęła to jak kęs jabłka
i poszła tutaj dalej. A wiem to choćby stąd, że znajome osoby na
świeżo chciały ze mną o tym rozmawiać, już po tym trzecim dniu,
„bo wszyscy byli tym poruszeni”. Chcieli rozmawiać, ale na
zasadzie oczywiście, że nie ma tu problemu z brakującą
większością codziennie przychodzących do pracy. Nie zgłaszali
tego problemu.
I
nie tylko nie czuć wyższości wobec ogółu ludzi na poziomie
magistra, ale i wobec tych z tytułami naukowymi.
Na
Drodze Bożej jestem sługą nieużytecznym i nie przypisuję tutaj
sobie żadnych zasług i zdolności.
Ale
tutaj, z czym mamy do czynienia, jeśli jest problem z policzeniem do
dziesięciu do facto ( po odjęciu zer) przez polską inteligencję, w
tym absolwentów nauk ścisłych, często matematyków.
Na
pierwszym roku studiów miałem egzamin pisemny z logiki.
Studia
były humanistyczne, ale połowa w rozmowach delarowała się, że
zastanawiała się czy nie iść na matematykę, bo mieli tu równe
zdolności.
O
moich zdolnościach w tym kierunku mówił w
dawniejszych przekazach Pan Jezus, niektórzy może pamiętają, jak
pomagałem sobie w podstawówce w algebrze wyobrażając sobie
przestrzennie cyfry (aby w zamierzeniu łatwiej liczyć), jakby
zawieszone w przestrzeni kosmicznej. Takie tło sobie wybrałem.
Problem polegał jednak na tym, że liczby przypadkowo dostawały
różną wielkość fizyczną nie współpracującą często z ich
wielkością arytmetyczną. Na przykład czwórka jawiła mi się
większa i bardziej pękata niż siódemka. Co sprawiało że zamiast
ułatwić sobie sprawę myliło mnie to, albo ściślej potrzebowałem
dodatkowego czasu dla wyprostowania tego problemu. Zatem nie liczyłem
szybciej, tylko wolniej i zarzuciłem sposób.
Ja
więc zdałem lepiej ten egzamin niż ponad 90 procent zdających. Na
150 osób były dwie piątki, trzy czwórki ( w tym moja), ponad połowa
trójczyn, nieco mniej niż połowa oblała. Ilość czasu poświęconego przeze mnie do przygotowania się do egzaminu była nieco niższa niż przeciętna, jak sprawdzałem w rozmowach, czyli tych co
dostawali trójczyny i tych co oblali.
Dostałbym
piątkę ale posypałem się na wzorze, który trzeba było
układać na podstawie jakichś czynników. Rozumiałem zagadnienie,
ale pomyliłem się, bo wystarczyło od zawsze by był wzór abym się
w nim pomylił. Chociaż potrafiłem taki wzór w którym się
pomyliłem opisać i wyjaśnić.
Tam -
połowa ludzi ze zdolnościami z mtematyki takimi że nie bali się
pójść na studia matematyczne, albo zdała na trójkę, albo
oblała.
To
jak to jest? Zda się że matematycy powinni być zdolni z logiki.
Ale
tutaj (WTC) matematycy powszechnie nie dostrzegli problemu, że coś
nie zgadza się liczeniem do dziesięciu tysięcy a w uproszczeniu do
dziesięciu. 9000 – 3000 – 300 = 5700. Jednak podający i co
podawali im do podawania nam sugerowali, że rachunek ten wynosi
zero. I to akurat nie było podane matematycznie, ale słownie. 9
tysięcy pracowników przybywa do pracy codziennie do WTC, tyle
przybyło i feralnego dnia 11 września. Uratowało się (około) 300
osób, trzy tysiące ludzi zginęło. Wszyscy oprócz trzystu
ocalałych zginęli.
….............................................................
Wpis
ten zamierzony był dwa dni wcześniej, to znaczy poprzedni miał w
planie maksymalnie wisieć dwa dni jako ostatni. Może
tak miało być, jak jest, jednak po ludzku wynika to stąd, że znowu jestem
chory i ten chociaż zaczęty 11 września musiał poczekać na
skończenie do teraz.
Chory
to znaczy przeziębiony dość mocno. Bo chory jestem stale, ale o ile stała choroba nie wyklucza mnie z przemieszczania się i
osłabionego, na pół gwizdka, ale w miarę normalnego
funkcjonowania - to przeziębienie tak.
Zapytałem płockich Amazonek czy by mnie wyleczyły i jak szybko.
Tutaj
zawsze komunikaty są krótkie, rozmowy z kimś kto nie jest świętym Kościoła Katolickiego są u mnie krótkie i lakonicznie, także z
moją mamą. Chociaż widziałem ją we śnie jak romawiała ze swoim
mężem, czyli moim wcześniej zmarłym ojcem, to takiej płynnnej
rozmowy ze mną nie ma.
W
każdym razie przekazały mi, że by mnie wyleczyły w cztery dni.
Widać
nie jest to takie proste. One ze swoją wiedzą, w kilka kobiet i
zakładając, że wstaję z łóżka tylko na stronę. Może byłoby
to szybciej, ale wirusy które teraz są, zjadliwe, w ich czasach ich
zapewne nie było, lub były niezmutowane.
Niektórzy
którzy wiedzieli by, że zachorowałem już tydzień temu, byli by
skłonni zapytać czy już jestem zdrowy. Znam was już trochę pod
tym względem:). To śmieszne.
Teraz
dostałem od Amazonek jako uzupełnienie, że gdybym nie leżał, nie
chciał leżeć, w tej temperaturze na zewnątrz jaka jest to by mnie
wyleczyły w 10 dni. A wy chcecie żebym ja wyzdrowiał w 5 dni kiedy
muszę wstać, zrobić sobie i podać posiłki, czy po cokolwiek do
picia. Zakupy owszem ktoś mi zrobił, ale nie jest to tak do końca
jakbym sam zrobił, bo ja wiem co potrzebuję i nie sposób
wszystkiego pamiętać, przypominam sobie dopiero jak jestem w sklepie
i chodzi właśnie o czas w którym jestem chory. Gdy jestem zdrowy
bardziej mogę posłużyć osobą do zrobienia zakupów.
Jest też jeden dzień kiedy muszę wyjść z domu, mieliście o tym
niedawno w przekazie.
Oprócz
przeprowadzki która składa się z trzech rzeczy: wynajem
mieszkania, pakowanie, przejazd z rzeczami, mam trzy niezbędne
rzeczy jeszcze we wrześniu, wszystkie związane z wyjazdem. Nawet
gdybym był od dzisiaj zdrowy, gdy idzie o przeziębienie, zrobić to
byłoby bardzo trudne, biorąc pod uwage też moje stałe zdrowie.
Zaszkodziłem
też sobie niewątpliwie bo umówiona była osoba/ osoby na
pakowanie. Nie odmówiłem tego. Pierwszy dzień tej pomocy byłem w
pełni aktywny, drugi częściowo i potem leżałem w łóżku i było
robione beze mnie, ale oczywiście aktywność pogorszyła sprawę
przeziębienia. A na pierwszy dzień przeziębienia zamówiłem
usługę do domu jeszcze będąc zdrowy i nie chciałem jej
odwoływać. Usługa wyglądała w ten sposób, że musiałem opuścić
mieszkanie na 2 godziny. (Oczywiście nikogo w nim wtedy nie było).
Zabieg na mieszkaniu był przyjemny i odświeżający, ale w tym
czasie przebywać nie było można. Chociaż wtedy, we wtorek było
27 stopni, to mi nie posłużyło.
Niebo
pokazało mi poprzedniego dnia, przed pierwszym dniu przeziębienia,
ze nad wszystkim czuwa bo miałbym pewien kłopot, którego uniknąłem
i to na co potrzeba było 20 minut najmniej, stało się, nie wiem
jakim sposobem - w 10.
A
następnego dnia siłą woli naprawiłem urządzenie które nie
działało. Tak miałem podane żeby zrobić, zadziałało i działa.
Zatem
proszę o modlitwę, bo nie wydaje się bym mógł być w tej
sytuacji zdrowy w ciągu kilku najbliższych dni, a już tydzień, z
dzisejszym dniem mi poleciał.
…..................
Ostatnie,
nagrane moje dawniejsze przekazy:
Wyrok
na Warszawę zbliża się z każdym dniem
https://www.youtube.com/watch?v=bB-6OBzsYGw
W
przekazie jest także o wynagrodzeniu za satanizm praktykowany w
Warszawie przez pasterzy kościoła katolickiego. Więc i tu mamy
nawiązanie do poprzedniego wpisu i obecnego.
…..............
Adam
i Ewa też byli dziećmi a jaki skutek ich grzechu
https://www.youtube.com/watch?v=ZbyFLzQBgqE